Dzisiaj postanowilem wstac skoro swit i ruszyc na jakis maly wypadzik. Budzik nastawilem na 4:45 rano i o 5:20 juz razno pedalowalem z Wejherowa droga nr 6 do Luzina. Bylo mgliscie, ale co jakis czas tu i owdzie przebijalo sie niebieskie niebo. Dawalo to wiec szanse na lepsza pogode, chociaz w tych porannych mgielkach jechalo sie bardzo OK. Fajne wrazenia daje przejazd o tak wczesnej porze. Drogi puste, ruchu prawie nie ma. Bywalo,ze na odcinku 5 km nikt mnie nie wyprzedzal (mowie o lokalnych szosach). Mijalem Luzino, potem Barlomino, Poblocie, Strzepcz. Tu skrecilem w lewo, na Mirachowo. Wkrotce moim oczom ukazala sie dolina rzeki Leby. Piekny widok, szczegolnego uroku dodawaly mu nieustepujace mgly. Powietrze rzeskie, w uszach gra Pink Floyd, jedzie sie swietnie, mimo, ze az do Mirachowa droga wiedzie lekko pod gore. W tej miejscowosci skrecam w prawo, w kierunku wsi Mojusz. Tutaj droga juz bardziej zdecydowanie pnie sie do gory. Wkrotce mgla sie zageszcza do tego stopnia, ze mam wrazenie,ze podrozuje w "chmurach". Ciagle podjezdzanie sprawia wrazenie pobytu w gorach. Lekka mzawka nie psuje mi nastroju. Wszakze dopiero 7.30, a ja juz ponad 40 km od domu - tego jeszcze nie przerabialem! W Mojuszu skrecam w prawo, na droge Kartuzy-Slupsk. Jade nia okolo 6 km, az do Sierakowic. Miasteczko dopiero ozywa, na ulicach niewielu ludzi, ale sklepy juz pootwierane. Opuszczam Sierakowice bez zatrzymania i kieruje sie na Lebork (droga 214). Wysylam smsy do znajomych z pozdrowieniami z Sierakowic :-). Wiekszosc pewnie jeszcze spi. Droga 214 docieram do Lebuni, gdzie postanawiam skrecic w lewo do Cewic. To miejscowosc odlegla o 4 km. Docieram tam i zaraz wracam w powrotna droge. Do wyzej wzmiankowanej Lebuni jade ta sama trasa, potem przez pola w kierunku Popowa na trasie Linia-Lebork. Przed Popowem jest urokliwa wioseczka Okalice. Bardzo fajnie wyglada przejazd przez nia. Zjezdzamy ze sporego wzniesienia, wpadamy w "widny" zakret 90', krotka prosta i kolejny zakret o 90', tym razem w przeciwna strone. A wszystko to na zjezdzie, wiec daje fajny efekt. W Lini zatrzymuje sie przy opuszczonym dworcu kolejowym na linii Lebork- Kartuzy. To obraz nedzy i rozpaczy. Wszystkie szyby potluczone. Co dalo sie ukrasc zostalo ukradzione. Rowerek opieram o szyne i na peronie (pozbawionym juz plyt chodnikowych) zjadam swoje sniadanko. Jest 9.40. Postanawiam wracac przez tzw. "lasy strzebielinskie". w tym celu kieruje swe kola do miejscowosci Tluczewo. Tu podejmuje sie skretu w lewo na Nawcz, Rozlazino, Godetowo. Dojezdzam po 6km do tej pierwszej miejscowosci. Tu po wywiadzie z miejscowym "farmerem" dowiaduje sie o pewna droge do Paraszyna kolo Strzebielina. Mowi mi, ze to okolo 7km. Zadowolony ruszam, docierajac do rozwidlenia drog lesnych. i tu popelniam blad. W wyniku zbyt szybkiego, rutynowego "lookniecia" na mape wybieram zla droge. Na szczescie okazuje sie ona byc bardzo dlugim zjazdem, po utwardzonej szutrowce. Piekna trasa, ale niestety miast w Paraszynie laduje w Bozympolu Wielkim, odleglym od tego pierwszego o jakies 6 km. Podejmuje sie odnaleznia drogi do Paraszyna. Nie chce mi sie jednak tluc z powrotem przez las na gore, obieram wiec odpowiedni kierunek (wschod) i jakas waska droge, oznaczona drogowskazem 'Lesnictwo Paraszynek'. Mijam lesniczowke, rozstaj drog, na ktorym postanawiam skierowac sie bardziej na poludnie. Droga staje sie coraz wezsza, coraz bardziej podmokla, w koncu docieram do podnoza stromego wzniesienia, gdzie widac, ze droga uzywana byla przez samochody do zwozki drewna. Na szczescie spotykam jakichs facetow, ktorzy kieruja mnie na wlasciwy szlak. Po 20 minutach docieram do Paraszyna, skad tez przez las do odwiedzonego juz dzis przeze mnie Barlomina. Jako, ze zbliza sie 13 wracam do domu, pozwalajac sobie na lekko okrezna droge przez Gore Pomorska. Potem jeszcze jazda do dziewczyny i z powrotem i koncze sobote w ten sposob: km: 150,38 km av: 19,57 km/h max: 47,1 km/h czas: 7h45`25``
Dodatkowo dzis maly "jubileuszyk". Podczas powrotu do domu przkraczam swoj 14000 km na mym rowerku.