Pojechałem zobaczyć jak wygląda postęp prac na przebudowywanym węźle w Rzęśnicy - to jest skrzyżowanie dróg S6/S3 z DW 142. DW142 to tak zwana "betonówka" lub "chociwelka", pozostałość po rozpoczętej pod koniec lat 30 budowie autostrady z Berlina do Królewca. Pisałem już nieraz tu o tej drodze. Na Google maps w widoku satelitarnym można znaleźć zarys tej drogi ciągnący się dziesiątkami kilometrów. Zarys - czyli tylko nasyp. Fizycznie droga została zbudowana tylko do pewnego momentu, część Polacy zbudowali już po wojnie skracając połączenie do Chociwla. Wciąż jednak widać miejsce pod drugie pasmo, ale już nigdy nie będzie wykorzystane.
Samo wpięcie świadczyło o ówczesnych uwarunkowaniach komunikacyjnych - autostrada miała być głównym szlakiem ze Szczecina na wschód dlatego sam węzeł skonstruowany był w taki sposób, że jadąc od Szczecina w stronę Chociwla, a więc drogą DW jechało się prosto, natomiast cały ruch zmierzający do Świnoujścia lub w kierunku Koszalina i dalej Gdańska "zawijał" dość ciasnym łukiem na wiadukt, który przeprowadzał ciąg S6/S3 nad "betonówką". To właśnie na i tuż za tym wiaduktem zrobiłem dziś zdjęcia. Zjazd z niego już nie istnieje, a droga została wyprostowana poprzez wybudowanie łagodnego łuku - jak paradoksalnie by to nie brzmiało. DW będzie się włączała wreszcie w cywilizowany sposób, bo o ile podróż od Szczecina wymagała zwykłej jazdy prosto, o tyle powrót z Chociwla związany był z wbijaniem się krótkim pasem rozbiegowym na lewy (sic!) pas S6/S3, co przy dużym ruchu bywało dość karkołomnym zadaniem.
W drugie święto znalazłem chwilę, by wybrać się na rower. Tym razem padło na inspekcję wału za Gartz - tam od lat Niemcy robią remont i obowiązuje objazd landówką przez Gartz. Chciałem zobaczyć jak sprawy się mają. I z tego co zobaczyłem to TEORETYCZNIE dało by się przejechać, choć wał przegrodzony jest płotem i to w taki sposób, że po kilka metrów z jednej i drugiej strony wału. Odpuściłem sobie więc jazdę dalej i zawróciłem ku Gartz. Ciekawe czy na lato ten dojazd będzie w końcu zrobiony?
Dzień w pracy wolny to i wycieczka dłuższa. Tym razem nad "zapomniane" Miedwie. Bardzo dawno mnie tam nie było. A do tego powrót przez drogi, którymi kiedyś jeździłem nader często, a teraz niemal zupełnie wyleciały mi z pamięci. Okazało się też, że droga leśna z Miedwiecka do Cisewa jest asfaltowana - dla strusia będzie dodatkowa możliwość kręcenia pętelek na spedeerze po okolicy ;) Pozdrawiam!
Przed pracą wybrałem się na przejażdżkę. Początkowo plany były skromniejsze, ale z czasem wydłużałem trasę i tak dotarłem "aż" do Gryfina jadąc okrężną trasą przez Binowo.
Wyjazd do Geesow. Czyli w sumie taka wydłużona wersja poczciwego Mescherin. Z tą różnicą, że trzeba się wspiąć po płytówce do landówki, którą przekracza się i po krótkim zjeździe osiąga spokojne i senne Geesow. Tamże zawrotka przez pętlę uliczną i z powrotem do Podjuch.
Dla odmiany, mimo prognoz, pogoda wspaniała. Słonecznie i nawet nie tak zimno.
Na fotce bruk w Żabnicy, ale jak to już wspominałem w komentarzu pod jednym z wcześniejszych wpisów - akurat tutaj da się go bez problemu ominąć trawiastym poboczem.
Pech. Zaraz po wyjściu zaczęło kropić. I tak kropiło równomiernie do samego końca, nic mniej, nic więcej.
Na Drodze Bieszczadzkiej wyprzedza mnie samochód, a w nim ktoś na kształt leśniczego mówi, że nie powinienem jechać dalej, bo "tam myśliwi, będą strzelać proszę pana". Tego mi było trzeba ;) Pytam - w poprzek drogi będą strzelać? No nie. Z boków. No to jadę. Mijałem to towarzystwo, kilku się nawet ukłoniło... :D Nie pojmę tej pasji nigdy.