Ostatnie km w tym roku. Pogoda syfna - mżawka, wiatr, zimno. Do tego zniszczony napęd, ledwo jechałem, szczególnie pod wiatr. No i starte do cna hamulce... Na sam koniec podjechałem na myjkę i wymyłem czerwonego. Jaki będzie jego dalszy los - zobaczymy :)
Rano straszna szklanka na płytach na Mościch Błotach. Zorientowałem się dopiero po kilkuset metrach, gdy uciekło mi koło. Potem już toczenie się 5-10 km/h...
Plany na popołudnie, wieczór i następny dzień sprawiły, że przejechałem się tylko wokół "komina". Pierwszy większy śnieg w tym roku - Trójmiejski PK wyglądał bajecznie. Po tym śniegu nie ma już jednak śladu. Szkoda, że nie więcej, ale czas gonił.
Wyjątkowo "nie mój" dzień. Jechało się słabo, źle, ciężko. Mocno i zimno wiało, rower ważył chyba ze sto kilo. Z czystą przyjemnością zjechałem wymęczony do domu. Bywa.
Dzisiaj znowu pojechałem w Lęborskie Lasy/Puszczę Wierzchucińską. Prawdę mówiąc chciałem znaleźć w Brzeźnie Leborskim kryptę z zachowanymi (otwartymi) trumnami. Ale nie znalazłem. I nie dziwota, bo to jest w Borkowie Lęborskim, źle zapamiętałem nazwę. Tutaj link z informacjami o tym niesamowitym miejscu, będę się tam musiał wybrać póki czas: KLIK
Poza wszystkim bardzo przyjemna jazda, choć przeszkadzał (i wychładzał) silny południowy wiatr.
Odcinki terenowe, a nawet (Pużyce - Wysokie) mega terenowe. Tam, gdyby nie mróz, byłoby fatalnie, choć i tak zapadłem się parę razy głęboko w błoto. Do przetestowania pozostaje jeszcze droga Brzeźno - Wysokie. Chyba jest trochę lepsza, chyba źle dzisiaj "strzeliłem".
Miejscami bardzo ślisko, szczególnie na bocznych asfaltówkach. Trzeba strasznie uważać. A gdy dojechałem do domu zaczął sypać pierwszy tegoroczny śnieg :)