Dojazd, po źle przespanej nocy, z ośrodka wypoczynkowego Cassubia (gdzie już w sumie zgodnie z tradycją, bo drugi raz, nocujemy z czerkawem) na start maratonu, czyli pod latarnię morską w Helu. W emocjach, nerwach, człowiek nawet nie zauważył tego dystansu. Może choć tyle, że rower dobrze objuczony, nic o nic nie zawadza, nie haczy, itd ;)
Utrzymując podobny rozkład dnia - przed pracą krótka przejażdżka rekreacyjna, a potem dojazd do niej i powrót na rowerze.
Najpierw runda przez Bukową, w tym zaliczony wstrętny ;) bruk z Dobropola w dół do Sosnówki, a potem powrót nową DDRką z Jezierzyc aż po Klęskowo. W przebudowywanych Podjuchach robię fotę ku pamięci ;)