Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2020

Dystans całkowity:900.22 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:36:03
Średnia prędkość:24.97 km/h
Maksymalna prędkość:75.30 km/h
Suma podjazdów:5759 m
Suma kalorii:24121 kcal
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:69.25 km i 2h 46m
Więcej statystyk

Niedźwiedź

Wtorek, 30 czerwca 2020 · Komentarze(2)
Kategoria wycieczka
MAPA

Rundka popracowa. Przez Puszczę, Drogę Górską, nową DDRkę Kijewo-Płonia i na koniec szutrostradą w stronę Niedźwiedzia. Powrót nową asfaltówką w stronę Zdunowa, tamże zawijasy po osiedlowych uliczkach i powrót przez Dąbie z zawijasem pod Most Cłowy.

Mescherin

Poniedziałek, 29 czerwca 2020 · Komentarze(3)
Kategoria wycieczka
MAPA

Szybka przejażdżka przedpracowa do Niemiec.


Kazik debiutuje w zachpomie

Niedziela, 28 czerwca 2020 · Komentarze(10)
Kategoria wycieczka
MAPA

Pierwszy wyjazd na nowym rowerze. To zawsze smakuje DOBRZE :) Objazd co bardziej gravelowych odcinków w okolicy, ale nie tylko. Polubimy się, już to widzę :)

P. S. Uprzedzam uwagi - odblaski z kół już ściągnięte ;)

Pierwsze kilometry Kazika

Sobota, 27 czerwca 2020 · Komentarze(9)
Kategoria wycieczka
MAPA

Od dawna myślałem o kolejnej zmianie. Upatrzyłem sobie tego trekowego gravela jeszcze pod koniec zeszłego roku. W ostatnich tygodniach sprawy potoczyły się tak, że uznałem, że najwyższa pora zacząć działać. Sprzedałem stare rowery, znalazłem miejsce (więcej szczęścia jak rozumu!), w którym wymarzony rower stał i cyk! Odbiór osobisty - niestety jedyna opcja w przypadku rowerów treka - w Krakowie. Wycieczka samochodowa tamże po niego, objazd sprzętu po krakowskich atrakcjach i powrót tego samego dnia do zachpomu. Załatwione. Kazik jest już w Szczecinie :)











Na i z PKP

Niedziela, 21 czerwca 2020 · Komentarze(0)

TdS 2020 - COVID-19 edition

Piątek, 19 czerwca 2020 · Komentarze(6)
Kategoria >200 km, wycieczka
MAPA

Szalony rok - wziąłem udział w maratonie Tour de Silesia na trasie Białogard - Hel :) Wynika to z tego, że organizator tegoż zaproponował, by w związku z problemami z wirusem każdy chętny przejechał trasę 250+. Przesłanie śladu z przejazdu oznacza otrzymanie pamiątkowego medalu z covidowej edycji, a przy okazji paru gadżetów. Zdecydowałem się bez wahania.

Trasa rodziła się przez kilka tygodni. Ktoś wpadł na pomysł, by jechać na Hel. I tak też od początku planowaliśmy - Szczecin-Hel to byłoby coś, tym bardziej, że DK6 na odcinku do Koszalina jest teraz całkowicie odciążona przez S6 i można szybko i sprawnie, tranzytem łyknąć te kilometry. Los sprawił jednak, że trasa musiała zostać zmodyfikowana (dość powiedzieć, że lokalizacja startu została ustalona tak naprawdę na kilka godzin przed wyjazdem)... Skład również okrojony - koniec końców jadę z dawnym, BS'owym Shrinkiem, który odbiera mnie z pracy (dzięki Sebastian!). Stąd sprawnie teleportujemy się jego kombi wraz z rowerami do Białogardu, gdzie auto zostaje na parkingu przed dworcem, a my o 23.35 ruszamy w noc przed siebie.

Początkowo, na odcinku do DK6 wiatr przeszkadza, potem już do samego końca będzie raczej sprzyjający. Pogoda? Rewelacja. Padało może z 15 minut w okolicach Malechowa. Potem towarzyszyły nam mgły - raz gęste, raz mniej gęste, ale praktycznie do późnych godzin porannych były. Dopiero gdzieś w okolicach Jeziora Żarnowieckiego zaczęły ustępować. A na Helu mieliśmy już piękne, słoneczne lato - w sam raz do posiedzenia choć przez chwilę na plaży.

Ja jechałem swoje - tj. 27-28 km/h i tym sposobem hamowałem nieco kompana, który jak sam mówił miał "swój dzień" - wyrywał ostro do przodu przez większą część przejazdu. 

Większe postoje - w Koszalinie przed ratuszem, w Sławnie na stacji paliw na gorący posiłek i takąż kawę. Potem w Słupsku parę minut przy "miejskim" napisie. W Główczycach w sklepiku jemy śniadanie - najlepsze jakie można w takich okolicznościach, czyli świeża drożdżówka z pitnym jogurtem. Kolejny większy postój też w sklepie, w Gniewinie. Tym razem bułka z kiełbą. Potem jakieś krótsze na fotki, w tym najbardziej malowniczego pola makowego jakie kiedykolwiek widziałem - w okolicach Starzyna. Nieopodal, w Starzyńskim Dworze pomnik jeńca radzieckiego, jedyny w swoim rodzaju. No i na samym półwyspie - w Chałupach przy czymś na kształt molo, w Kuźnicy na ściągnięcie ciuchów z nocy i Juracie przy napisie "Hel" - w Juracie, bowiem tablica Hel stoi na granicy tych dwóch miejscowości.

Bardzo pozytywnym zaskoczeniem był stan drogi dla rowerów Jurata - Hel. Z podróży authorem w 2017 zapamiętałem ją jako wysypaną ostrymi kamykami. Teraz została ładnie wyrównana, jest z drobnego szutru. Na tyle drobnego, że doszliśmy do wniosku, że jechało się nią o wiele lepiej niż kostkową pokraką biegnącą przez prawie cały półwysep. Oprócz nawierzchni "problemem" byli też inni uczestnicy ruchu, prowokujący masę niebezpiecznych sytuacji. Ale i my nie byliśmy bez grzechu gnając bez opamiętania ku zimnemu piwku w Helu ;)

Wyjazd był wielce epicki. A jego - chyba - najmocniejszym punktem było pokonanie stravowego segmentu "Kaszubski Orlinek" w odwrotnym kierunku (w dół). To zjazd z Gniewina w kierunku Czymanowa, ze 100 m zjeżdża się praktycznie na poziom morza. Ja pobiłem tam swój rekord prędkości sprzed 2 tygodni osiągając 75,3 km/h. Czyli nie potrzeba gór, żeby się porządnie rozpędzić :)

Powrót już spokojny, pociągiem - regio do Gdyni pełne wieszaków rowerowych. Nasz wagon miał 28 miejsc na rowery. Zapełnionych było kilkanaście. 

Super wypad, oby częściej można było tak pojeździć :)












































Łasztownia

Środa, 17 czerwca 2020 · Komentarze(1)
Kategoria wycieczka
MAPA

Wieczorny wyjazd na Łasztownię. Przy okazji pogawędka z właścicielem kilku polonezów z Wyspy Puckiej :)



Hohenreinkendorf

Niedziela, 14 czerwca 2020 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
MAPA

Skoro czerwiec to muszą być czereśnie z alei Hohenreinfendorf - Gartz. Obżarłem się za wszystkie czasy :)







Podczerwone, Ząb, Głodówka, Kuźnice

Poniedziałek, 8 czerwca 2020 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
MAPA

Dobrze, że miałem z sobą rower w górach, bo na dzień kiepskiej pogody w Tatrach, po wcześniejszych zdobyczach "górskich" taka odskocznia była jak znalazł. 

Pojechałem znaną mi z MPP trasą, choć nieco ją zmodyfikowałem. Najpierw wspiąłem się przez Kościelisko do Kir, a potem, długim, łagodnym zjazdem dotarłem DW aż do Podczerwonego. Tamże odbicie na DDRkę w śladzie dawnej linii kolejowej, ale jadę tylko kawałek, do skrzyżowania z szosą Czarny Dunajec - Ratułów. To już fragment znany z MPP. Fajnie przejechać się za dnia, bo w 2018 we wrześniu kończyliśmy ten maraton z czerkawem już w ciemnościach. Niestety, tatrzańska panorama nie wyglądała zbyt impoująco, bo wszystko zasłaniały ciężkie, deszczowe chmury. Podhale na szczęście nie było w aż tak złym położeniu, momentami świeciło nawet słońce.

Całkiem nieźle poszedł mi podjazd pod Ząb, wręcz zorientowałem się dopiero po chwili, że to JUŻ on. Jakoś z tym bagażem km w nogach, w świetle latarni wyglądał bardziej... epicko :) Na samym starcie nawet wyprzedzam jakiegoś szoszona :) Potem szalony zjazd - przekraczam barierę 70 km/h. Ale już ze śmiercią w oczach, potem jadę "asekuracyjniej" ;) Od Poronina solidny podjazd - najpierw pod Bukowinę, a potem aż pod Głodówkę, gdzie na tarasie wypijam kawę i zjadam jakiś deser. 

Ostatnie km to już zjazd od Wierchporońca do Cyrhli i przez Jaszczurówkę docieram do ronda pod Kuźnicami (wcześniej rzuca mi się drogowskaz do sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik - to jeszcze chyba lepsze od tej koszalińskiej, Trzykroć Przedziwnej). 

Do Kuźnic wspinam się przyzwoitą, asfaltową DDRką, to nowość. Pod górę w deszczu, w dół też w strugach i trochę niebezpiecznie, bo momentalnie na budziku wyskakuje 50+, a tu sporo spacerowiczów niezbyt ogarniętych. Zjeżdżam na dół, aż za dworzec PKP, a potem wspinam się jeszcze fajnym asfaltem ulicy Kasprusie i jej przedłużeniem, czyli Strążyskiej, robię zdjęcie z owcami i wracam na kwaterkę. To nie koniec, bo wieczorem jeszcze piesza wycieczka. Aktywny, pożegnalny dzień :)