Wycieczka krótka, ale jedna z lepszych w tym roku. Po łobeskim interiorze. Tam zawsze fajnie. Start dość późno, ale na to nie miałem żadnego wpływu. Od Kumek mam już piękny zachód słońca, a za Drawskiem robi się ciemno. Miałem szczęście, że tylko krótki, dwu, trzy kilometrowy fragment prowadził przez jakieś totalne, błotniste wertepy. Tak to przyjemne szutry i lepszej lub gorszej jakości asfalty. Plus wspaniała, zachodniopomorska jesień.
Myślałem, że nic dziś z jazdy nie wyjdzie, bo kijowa pogoda i ogólny marazm ;) Ale jakoś udało się wstrzelić w okienko - nie spadła ani kropla deszczu, a ja zaliczyłem całkiem udaną rundę po przygranicznych odludziach. Pomysł z podwożeniem roweru pod granicę ma prawie same plusy, będę praktykował ;)
Z koleżką Adamem zaplanowaliśmy rundkę ~40-50 km po Niemczech ze startem w Dobrej, wcześniej - co istotne - nie sprawdzając prognoz. O, niebaczni! :P Okazało się, że plany szlag trafił, bo krótko po starcie, jeszcze gdzieś przed Mewegen zaczął siąpić niewinny deszczyk, który krótko później przeszedł w zwykły, ordynarny deszcz, a na koniec, już na szosie Boock-Blankensee wręcz w lodowatą zlewę, co w połączeniu z 7 stopniami "ciepła" zabiło całą przyjemność z jazdy po takich fajnych terenach. Pozostało więc - nomen omen - ZMYĆ się do samochodów. Ale trzy dychy odfajkowane przy sobocie ;)