Jak to zwykle bywa - przez cały dzień pochmurno, po 14 lekka mżawka, ale gdy wyruszyłem w drogę lunęło jak z cebra. I tak padało przez dobre pół godziny. Zmokłem do suchej nitki. Zakupy w Dąbiu i stamtąd, planowałem, prosto do domu. Ale zrobiło się tak przyjemnie, że jednak postanowiłem nadłożyć drogi przez Tczewską i Wielgowo. W końcu MPP za pasem, a tam może się okazać, że trzeba będzie w deszczu jechać dłużej. Oby nie ;)
A już myślałem, że w ten weekend nie znajdę czasu na rower...
1) Z tego komina można teraz skakać. Platforma, jak przyjrzeć się to widać, jest 250 m nad ziemią! Podobno skok kosztuje około 450 złotych.
2) Stacja Daleszewo Gryfińskie przetrwała w (raczej) niezmienionej formie.
3) Choć niektóre przystanki i stacyjki na "nadodrzance" mają już modernizację za sobą...
4) Nadodrzańskie bulwary w Gryfinie.
5) Najbardziej malowniczy i jednocześnie najbardziej upierdliwy fragment drogi z Gartz do Hohenreinkedorf. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w czerwcu można się tu obeżreć czereśniami po korek.
6) Hohenreinkendorf przystrojone na ichniejsze dożynki. Albo jakiś jubileusz wioski.
7) Wyjątek wśród niemieckich tras przygranicznych - syfiasty asfalt w okolicach Tantow.
Snucie się bez ładu i składu. Choć nie. Był cel. Przejechać się trasą strusia w okolicy Przylepu. Teraz ja mogę odwdzięczyć się mu określeniem "darkowa droga". Pochłonąłem nieprawdopodobne ilości picia. Natomiast co do jedzenia - przejechałem to wszystko jedynie na czterech kanapkach ze śniadania. I gdy dotarłem do domu nie byłem w ogóle głodny!
Bardzo ciepło, a wiatr niemal w ogóle nie przeszkodził. W sumie można powiedzieć, że tam gdzie miał chłodzić tam chłodził.