Kolejny epicki wyjazd, tym razem solo. Ale pod kątem przejrzenia trasy na wyjazd integracyjny. Tzn. sprawdzenia nawierzchni czy wszyscy dadzą radę spokojnie przejechać.
Zjechałem wkoło całą Wyspę Wolin. W końcu dotarłem nad słynne Jezioro Turkusowe i zaliczyłem wspaniały szlak (pieszy, ale przyjezdny dla rowerów) po południowej stronie, którym dojechałem praktycznie do samego Wolina, ocierając się jeszcze o sam brzeg Zalewu Szczecińskiego pod Płocinem. Wejście na Górę Gosań i wspaniały widok stamtąd na Bałtyk w pakiecie. Jedyne trudności były w okolicy Jeziora Turkusowego. Tam pieszy szlak rzeczywiście był pieszy, ale na bardzo krótkim kawałku, nie wiem, może kilkuset metrów max.
Koleżanka z pracy obmyśliła plan wyprawy po wyspie Uznam. W dwa samochody, siedem osób i dwa rowery dojechaliśmy na miejsce, do Świnoujścia, przed przystań promową. Różnica wynika z tego, że większa część ekipy, a konkretnie wszystkie niewiasty pożyczyły sobie rowery na miejscu. Nie zwykłe rowery, tylko "elektryki". I był to strzał w dziesiątkę, bo wszyscy dojechaliśmy do mety w świetnych humorach. Różnica w jeździe na zwykłym rowerze - kolosalna. Skorzystałem z okazji, żeby się przejechać. Największy efekt jest wtedy, gdy próbuje się jechać wolno - zdaje się, że bateria jest odcinana, gdy przekroczy się 25 km/h. Na licznych (sic!) podjazdach na wyspie dziewczyny dostawały takiego szwungu, że trzeba było się nieźle napracować, żeby je dogonić.
Odwiedziliśmy parę ciekawych miejsc, zjedliśmy niezły obiad w Uznamie (Usedom). Powrót już dość szybki, bo gonił nas czas - rowery trzeba było oddać do 18. Na koniec jeszcze spacer na plażę i powrót spokojny do Szczecina. Wyjazd zaliczam do kategorii "epickie 2019" ;)