STARGARD-Zieleniewo-promenada nad Miedwiem-Morzyczyn-Jęczydół-Bielkowo-Kołbacz-Szczecin(Śmierdnica-Jezierzyce)-Kobylanka-Morzyczyn-promenada nad Miedwiem-Zieleniewo-STARGARD
Nad Miedwie i z powrotem. Dość zimno, wiatr z południowego wschodu i wschodu.
Korzystając z okazji: wszystkim, którzy tu zaglądają życzę zdrowych, ciepłych, rodzinnych Świąt, a w Nowym Roku spełnienia wszystkich marzeń, a szczególnie tych rowerowych! :)
Miałem nie jechać, ale coś mnie tknęło, żeby jednak po pracy "kopnąć" się trochę po śniegu. "Kopnięcie" okazało się przedzieraniem przez lekko zmrożony śnieg (od Lipnika do skrzyżowania w Kunowie dziewiczy), co na moich dość wąskich oponach było momentami trudne. Dość powiedzieć, że przez większą część trasy na liczniku rzadko wyświetlała się liczba większa od 10.
Ale przynajmniej wiem, że po wczorajszej śnieżycy byłem dziś jedynym, który dotarł DDRką nad Miedwie:)
Niemal dokładna powtórka trasy z wczoraj, tyle, że zrobiona w odwrotną stronę (ma tę zaletę, że praktycznie nie korzysta się z dróg o większym ruchu samochodowym, co przy takiej pogodzie ma znaczenie).
Dzisiaj warunki diametralnie różne od wczorajszych. Pochmurno, bardzo silny, południowy wiatr, który najmocniej odczułem na odcinku od stacji benzynowej w Motańcu do Stargardu (do kompletu ostro zacinało śniegiem). W lesie spokojniej, chociaż też zdarzały się odcinki z mocniejszymi podmuchami.
W Niedźwiedziu postój na zakup pepsi coli + kilka na zdjęcia.
Nie chcę zapeszać, ale opony jak na razie sprawują się nienagannie. Ilość gleb w ostatnim czasie: 0. :)
Wreszcie po dość długim czasie udało się pojeździć. Przerwę usprawiedliwiałem kontuzją kolana, która przyplątała się z okazji biegania (po kolejnym biegu kolano zaczęło „ćmić”, a po następnym, który powinienem sobie odpuścić, niemal nie byłem w stanie zrobić kroku, o wchodzeniu i schodzeniu po schodach nie wspominam).
Jechało się wyśmienicie. Pogoda idealna, wiatr nie przeszkadzał, na drogach trochę suchego śniegu, nigdzie nie „tańczyłem”, nie zaliczyłem ani jednej glebki. Zmęczenie niemal nieodczuwalne, kolano-bez zarzutu. Tempo wyjątkowo relaksacyjne-dość powiedzieć, że max z dzisiejszej wycieczki to 26 z małym hakiem:)
Jeszcze trochę odczekam i wrócę do biegów (co absolutnie nie oznacza, że rower odstawiam).