Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2016

Dystans całkowity:855.30 km (w terenie 47.40 km; 5.54%)
Czas w ruchu:43:00
Średnia prędkość:19.89 km/h
Maksymalna prędkość:47.40 km/h
Suma podjazdów:2601 m
Suma kalorii:20810 kcal
Liczba aktywności:31
Średnio na aktywność:27.59 km i 1h 23m
Więcej statystyk

DPPD

Czwartek, 24 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

Na i z pokazu slajdów w Starej Komendzie

Środa, 23 listopada 2016 · Komentarze(5)
Kategoria komunikacyjnie
Wieczór spod znaku Mołdawii - najpierw na pokaz slajdów Janusza i jego brata z ich tegorocznej wyprawy do tego kraju (z małym udziałem Rumunii i Naddniestrza). A gdy wracam do domu i odpalam TOK FM zaczyna się właśnie audycja o Mołdawii.

To już ostatnie, tegoroczne podrygi na rowerze miejskim. Z końcem listopada zwijają je z ulic - będzie przerwa aż do marca. Będziemy musieli przeprosić się z tramwajami.

DPD + sprawy w mieście

Środa, 23 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie
Po pracy załatwić różne sprawy, w tym oddać do biblioteki trzymający w napięciu reportaż Jacka Hugo-Badera "Krótki film o miłości" - rzecz o wyprawie po ciało Berbeki i Kowalskiego po pamiętnej, tragicznej ekspedycji na Broad Peak.

DPPD + zakupy w Dąbiu

Wtorek, 22 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie
Po pracy numer 2 zawijam jeszcze aż do Dąbia na zakupy, a potem jeszcze muszę zajechać do pracy numer 1 - jak się nie ma w głowie to trzeba...

DPD + "kerfur" na Prawobrzeżu

Poniedziałek, 21 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie
Po pracy na zakupy, tym razem nie w lidlu w Dąbiu, tylko w Carrefourze przy Struga. Specjalnie tak zrobiłem, bo dzięki temu mogłem zlustrować stan ulicy Wiosennej po remoncie, w tym wybudowanej tam, całkiem przyzwoitej, asfaltowej DDRki. Jednak ta infrastruktura rowerowa poszła mocno do przodu w ostatnich latach, szczególnie to widać i czuć, gdy trzeba się kawałek przejechać po koślawej, polbrukowej śmieszce z nastawianymi po środku latarniami.

Przypadkowa Trzebież

Niedziela, 20 listopada 2016 · Komentarze(8)
Kategoria wycieczka
MAPA

Miałem dzisiaj w sumie mało czasu. Raz, że za późno się obudziłem - bez budzika, dopiero po 10! Ale jestem usprawiedliwiony, to po bardzo pracowitym tygodniu. A po drugie - po 14 powinienem być w domu. Więc nie było zbyt wiele czasu na jeżdżenie. Tym większy miałem do siebie żal, że nie wstałem o 7 i nie pojechałem na miejsce zbiórki na wyjazd, który zaproponował mi jurektc (przepraszam!).

Cóż było robić. Postanowiłem przejechać się asfaltówką, która prowadzi od leśniczówki w Zalesiu. Z tym, że na skrzyżowaniu, na którym odbija się w lewo w kierunku Jeziora Piaski (~2,5 km od szosy na Dobieszczyn) chciałem pojechać prosto i zobaczyć dokąd dojadę. W mojej wyobraźni powinna to być podpolicka Nowa Jasienica, a więc miejsce, które dawało by spory zapas czasu na powrót i wyrobienie się na spotkanie. Moje przypuszczenia wzięły się z wyjazdu sprzed dwóch tygodni, kiedy to przejeżdżałem przez Nową Jasienicę na przestrzał, w drodze z Drogoradza do Bartoszewa. Jechałem więc sobie radośnie przed siebie, ze zdumieniem widząc przybywające kilometry na garminie. Oho, myślę sobie. Ta Nowa Jasienica to musi być już naprawdę całkiem blisko Polic. Pewną wątpliwość poczułem, gdy pod ostrym kątem wpadła w moją drogę z prawej strony inna asfaltówka. Oj, pomyślałem wówczas, żebym nie wpakował się aż do Drogoradza. Ale nie, Drogoradza nie było, pojawiła się za to jakaś hala, a potem w oddali przejazd kolejowy, a zaraz za nim ruchliwa szosa. A więc pewnie jestem w Niekłończycy albo innym Uniemyślu. Gdy dojechałem do tej drogi zdębiałem. Po prawej stronie miałem dworzec w... Trzebieży :P

Co było robić - po małej bitwie z myślami decyduję o odwrocie i sprawdzeniu tego "wlotu", o którym pisałem. Okazało się, że po krótkiej chwili dojechałem stamtąd do Drogoradza, a potem, znajomym szlakiem, do Nowej Jasienicy. Tam odbijam w lewo, przez Turznicę do Jasienicy. W samej Jasienicy jadę na Tatynię, w której całkiem bez sensu dokładam sobie jeszcze kilometrów docierając niemal pod bramy polickiej "chemii". Tutaj też okazało się, że jednak nie muszę się tak bardzo spieszyć do domu, więc wydłużam sobie powrót przez Leśno Górne i drogę na Podbórz - fatalną, błotnistą, rozjechaną przez quady. Efekt jest taki, że zmęczony i głodny, resztkami sił dojeżdżam do domu. Udana niedziela. A to zaskoczenie w Trzebieży warte wszystkie pieniądze - uwielbiam takie momenty :)