Rano dogoniłem tramwaj, który spotkałem pod piekarnią - tuż koło niej jest przystanek. Potem musiałem jeszcze z buta przejść pół kilometra do stacji rowerowej. A mimo to udało się go na Bramie Portowej złapać. Wcale nie jechałem szybko, tak po prostu jest ustawiona sygnalizacja, że co skrzyżowanie tramwaj stoi w nieskończoność.
Po pracy załatwiłem jeszcze odbiór roweru, który został w pracy na Prawobrzeżu, a ja wróciłem jeszcze do Centrum w kombinacji miejski + tramwaj.
Na autobus w drodze do pracy, potem z tramwaju na dyżur na Bukowe i na koniec miejskim z Bukowego aż na Niebuszewo, prawie 13 km, a więc dotychczasowy rekord - wstrząsające przeżycie :P
Mając do wyboru autobus miejski i takiż rower wybrałem ten drugi, mimo lekkiej mżawki. Nie wiem czy to był dobry wybór, los wolałby chyba autobus, bo po pierwsze rower zaciął się w stojaku: formalnie miałem go na stanie, a w rzeczywistości był ciągle wpięty (uratował mnie serwisant Bike`S, który akurat podjechał pod stację). A jak już wypiąłem sobie właściwy to na ziemię runęła torba ze skromnymi zakupami. Był wśród nich słoik (z tłustym pesto), który oczywiście się rozbił. Z przyczyn logistycznych towarzyszył mi w podróży do samego końca ;)
Po pracy zawiozłem czerwonego na serwis z powodu dziwnych dźwięków dobiegających z tylnego koła. Z czasem okazało się, że to najprawdopodobniej szprychy, bo obręcz i piasta są ok, zaś te pierwsze są do d*. Jednak z wymianą kółka wstrzymam się do wiosny. Rower stał na Bukowym aż do piątku - tym samym wydałem na siebie wyrok: komunikacja miejska + rowery miejskie ;)
Po pracy na zakupy w lidelku. Paradoksalnie najwygodniej dojeżdża się do tego w Dąbiu, choć jest daleko. Rekordy bije lidl niebuszewski - pod górę, po koślawym bruku i w bardzo dużym ruchu. Dodam, że jest najbliższy, ale ze zrozumiałych względów nawiedzany tylko na piechotę ;)
Wczoraj (10 listopada) Jacek/Hopfen zaproponował mi wypad w kameralnej, szczecińskiej grupce na świąteczny, niepodległościowy obiad do knajpy Sorena w Neu Grambow. Słyszałem o niej same dobre rzeczy już jakiś czas temu, więc nie mogłem odmówić. Cel kulinarny - ciężko o lepszą motywację ;)
Był asfalt, było błoto takie, że zapychało hamulce i błotniki, było grzane wino na DDRce pod Neu Rosow, było prześwietne, domowe żarcie w Zum Bauernhof (KLIK), w tym ekstra gołąbki i czerwona kapusta na słodko, były nieznane drogi i przede wszystkim doskonała kompania ;)