Dla mnie rower miejski odpada, obca jest mi myśl jazdy na nie swoim, nie dopasowanym pod swoje preferencje rowerze.
dornfeld 11:28 poniedziałek, 21 listopada 2016
O! To ostatnie dobre. Ja ostatnio trafiłem na taki bez hamulca pod ręką - tylko w nogach. Uczucie szokujące, Ci powiem :)
michuss 21:13 niedziela, 20 listopada 2016
Mi się zdarzyło już reklamować odpadający pedał, latające siodełko, brak hamulców, niemożność wypięcia dziesięciu rowerów pod rząd, a nawet... zniknięcie całej stacji :)
Trollking 20:53 niedziela, 20 listopada 2016
One do takich dystansów nie są stworzone. Czasami, jak masz szczęście, to trafisz na jak ja to mówię "szybki" egzemplarz: z dobrze napompowanymi kołami i sprawną przekładnią, nie zrzucającą z tego najcięższego biegu. Ale to rzadkość. Mimo wszystko do takich krótkich przejażdżek w obrębie centrum są niezastąpione.
michuss 20:27 niedziela, 20 listopada 2016
W czerwcu zrobiłem miejskim ponad 14 kilosów. Traumę mam do dziś :)
Trollking 20:05 niedziela, 20 listopada 2016