m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2011

Dystans całkowity:1023.79 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:43:55
Średnia prędkość:23.31 km/h
Maksymalna prędkość:53.09 km/h
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:85.32 km i 3h 39m
Więcej statystyk
  • DST 83.54km
  • Czas 03:42
  • VAVG 22.58km/h
  • VMAX 46.40km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polując na...

Środa, 29 czerwca 2011 • dodano: 03.07.2011 | Komentarze 4

STARGARD-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka-Reptowo-Niedźwiedź-Szczecin(Zdunowo-Wielgowo-Dąbie-Słoneczne-Centrum-Dąbie-Wielgowo-Zdunowo)-Niedźwiedź-Motaniec-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-STARGARD

Mała pielgrzymka po szczecińskich sklepach rowerowych w poszukiwaniu promocyjnych authorów (czyt. rok produkcji 2010). Zakończona sukcesem w CETUSie na Kaszubskiej, odbiór po urlopie... :)


  • DST 32.15km
  • Czas 01:20
  • VAVG 24.11km/h
  • VMAX 37.55km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Betonówka

Wtorek, 28 czerwca 2011 • dodano: 29.06.2011 | Komentarze 0

STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Siwkowo-Małkocin-Klępino-STARGARD

Standardowe kółeczko, dzisiaj spacerowo.


  • DST 111.49km
  • Czas 04:46
  • VAVG 23.39km/h
  • VMAX 53.09km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ińska Wstęga przez Bytowo

Niedziela, 26 czerwca 2011 • dodano: 27.06.2011 | Komentarze 4

STARGARD-Strachocin-Ulikowo-Pęzino-Barzkowice-Tarnowo-Dobrzany-Krzemień-Bytowo-Ciemnik-Kozy-Dobrzany-Wiechowo-Barzkowice-Pęzino-Ulikowo-Strachocin-STARGARD



Zakładałem zrobić około 80 km, a na koniec znów przekroczyłem stówkę.

Nie chce mi się za bardzo rozpisywać. Pogoda była ok, pochmurno, ale nie za zimno; deszcz lekko mnie zmoczył jedynie w Dobrzanach i przez kilka km po ruszeniu z tej miejscowości.

Głównym celem była Ińska Wstęga, ale chciałem do niej dojechać inną, klimatycznie wyglądającą asfaltówką, czyli trasą Dobrzany-Krzemień-Bytowo. Moje przewidywania sprawdziły się w 100%-droga co prawda nie jest tak interesująca jak Kozy-Ciemnik, ale też jest bardzo fajnie-wąsko, przez las i pięknie położone dwie wsie-Krzemień i Bytowo.

Oczywiście Kozy-Ciemnik, czyli wspomniana Ińska Wstęga poza wszelką konkurencją. Nadal uważam, że jest to najpiękniejsza droga w Zachodniopomorskiem-jeziora raz z jednej, raz z drugiej strony, serpentyny i oczywiście dzika zwierzyna. Będę tam wracał na pewno, bo sama w sobie może być celem wypadu.

Wrzucam odrobinę zdjęć, ale i tak nie oddają uroku miejsca. Po prostu trzeba się tam wybrać, a potem jak najczęściej wracać;)

Wiatraki pod Pęzinem © michuss


Golina-Barzkowice © michuss


Droga Tarnowo-Szadzko © michuss


Droga Dobrzany-Krzemień © michuss


Wjazd do Krzemienia © michuss


Stawy Bytowskie © michuss


Stawy Bytowskie © michuss


Początek Ińskiej Wstęgi © michuss


Na Ińskiej Wstędze © michuss


Na Ińskiej Wstędze © michuss


Na Ińskiej Wstędze © michuss


Pod Sulinem © michuss


Pod Goliną © michuss
Kategoria wycieczka


  • DST 118.85km
  • Czas 05:07
  • VAVG 23.23km/h
  • VMAX 36.50km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stepnica

Czwartek, 23 czerwca 2011 • dodano: 23.06.2011 | Komentarze 2

STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Strumiany-Kliniska Wlk.-Rurzyca-Łozienica-Goleniów-Modrzewie-Krępsko-Stepnica-Widzieńsko-Wierzchosław-Goleniów-Zabród-Stawno-Przemocze-Poczernin-Lubowo-Żarowo-STARGARD



Po anemicznym weekendzie (ledwie pięćdziesiąt kilka km w niedzielę) trzeba było nadrobić zaległości. Jako, że wczoraj dostałem zaproszenie do znajomych do Stepnicy, postanowiłem zeń skorzystać. Co prawda rano targały mną wątpliwości-we wtorek tak się strułem, że myślałem, że wykręcę się cały na lewą stronę. W środę poczułem się lepiej, ale jednak ciągle nie idealnie i podobnie było dzisiaj rano. Koniec końców jednak zdecydowałem się ruszać, wcześniej zjadając, nie do końca rozsądnie, miskę spaghetti bolońskiego.

Lubowo-pozostałość po styczniowej powodzi © michuss


Trasa wiodła nieco inną drogą niż zazwyczaj w kierunku Goleniowa. Dotychczas z upodobaniem korzystałem z wariantu przez Strumiany, Stawno, Zabród, a dzisiaj nieco go zmodyfikowałem, skręcając na leśnej krzyżówce 4 km za Strumianami w lewo, w kierunku Klinisk Wielkich. Zaskoczenia wielkiego nie było-droga w podobnym stanie jak w kierunku Stawna, czyli strasznie dziurawa. Najlepszym patentem pozostaje jazda samym środkiem, z małymi wahaniami „kursu”. Niespodziewanie szybko dobijam do krzyżówki z trasą S3/S6, przez którą przeprawiam się dzięki sympatycznemu kierowcy, który (nie do wiary!) znacznie zwalnia, widząc jak oczekuję na przejazd na drugą stronę drogi. Dzięki wielkie, bo ruch od strony Szczecina był dziś, że tak powiem, niemożebny;)

Przez Kliniska przejeżdżam raz dwa. Cały czas mam wrażenie, że jadę przez podwejherowskie Kębłowo-wieś ma bardzo podobny układ ulic. Docieram do krzyżówki-w lewo Lubczyna i Szczecin, w prawo Goleniów. Jadę oczywiście w prawo.

Po chwili docieram do Rurzycy, gdzie na wjeździe do miejscowości zastaję strażackiego stara, który blokuje przejazd. Oczywiście z powodu procesji Bożego Ciała (to druga dzisiaj, pierwszą mijałem w Lubowie). Mijam strażaków, którzy krzyczą tylko za mną, żebym uważał. Słusznie, bo towarzystwo idzie całą szerokością drogi, a także trawiastym poboczem, dzięki czemu przez chwilę muszę rower przeprowadzić.

Droga zamknięta. Bo procesja. © michuss


Dalej droga już bezproblemowo. Mijam goleniowski park przemysłowy, wiadukt pod „eską” i po chwili wjeżdżam do Goleniowa. Do tej pory, od Klinisk miałem praktycznie cały czas silny wiatr w plecy.

Na rondzie w okolicy parku wodnego skręcam w lewo, na Stepnicę i Świętą. Na odcinku do Modrzewii mijam trójkę rowerzystów. W samej miejscowości staję na uzupełnienie płynów i kupno czegoś do obiadu. Dodam, że wzdłuż drogi biegnie tu całkiem przyzwoity ciąg pieszo rowerowy, z nawierzchnią asfaltową i prawie bez pieszych. W międzyczasie, podczas delektowania się mirindą owa trójka mnie mija, ale po kilku km znów się spotykamy, bo robią sobie odpoczynek przy drodze.

Ciąg pieszo-rowerowy w Modrzewiu © michuss


W Stepnicy jak zwykle, krótka wizyta w porcie, a raczej przy bramie, która jest teraz zamknięta na głucho, bo trwają jakieś roboty budowlane. Potem niezwykle miłe spotkanie, połączone z przepysznym obiadem:)

Wjazd do Stepnicy © michuss


Jedna dziurka, a ile radości ;) © michuss


Wejście do portu w Stepnicy © michuss



Droga powrotna wiedzie przez Widzieńsko i Wierzchosław-droga tutaj fatalna, strasznie dziurawa, ale za to z bardzo małym ruchem samochodowym.

Wierzchosław © michuss


Po dotraciu do „trójki” w okolicach Miękowa podejmuję decyzję o wykorzystaniu nieotwartej jeszcze obwodnicy. Asfalt równy, szeroko. Jedynym minusem jest wiatr, który daje mi się tutaj we znaki.

Na obwodnicy Miękowa (przyszła S3) © michuss


Gdy obwodnica dociera do starego przebiegu trójki przez chwilę jadę wąską drogą wśród dużego ruchu, ale po chwili zauważam, że po drugiej stronie biegnie droga techniczna, do której się przeprawiam i dalej spokojnie toczę się już w stronę Goleniowa przez fatalnie zaprojektowany, za wąski wiadukt.

Od Goleniowa wybieram szlak przez Zabród, żeby w lesie schować się przed wiatrem, który może być niekorzystny.

Za Stawnem zauważam na horyzoncie stalowe chmury zwiastujące deszcz. Na szczęście zmoczyło mnie tylko lekko, kawałek za Przemoczem, podczas drogi na skróty przez pole w kierunku betonówki i dalej, Poczernina.

Od Poczernina powrót standardowy, pokrywający się zresztą z moją poranną marszrutą.
Kategoria wycieczka


  • DST 57.34km
  • Czas 02:25
  • VAVG 23.73km/h
  • VMAX 36.50km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na siłę, czyli bardzo leniwa niedziela

Niedziela, 19 czerwca 2011 • dodano: 19.06.2011 | Komentarze 0

STARGARD-Giżynek-Golczewo-Cargotec-pas startowy-Cargotec-Golczewo-Giżynek-Stargard-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Siwkowo-Małkocin-Klępino-STARGARD

Dzisiaj jazda na siłę.

Rano obudziłem się z bólem zatok i nie miałem żadnej motywacji do jazdy. Tym bardziej, że pogoda za oknem nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. W końcu się zebrałem przed samym południem i ruszyłem w kierunku Warnic przez pas startowy. Jednak na jego końcu, po dojrzeniu stalowej chmury ciągnącej w moim kierunku podjąłem decyzję o... odwrocie. Do Stargardu jechało mi się niezwykle szybko, bo wiatr miałem w plecy. W samym mieście dopada mnie ulewa, która kończy się jak docieram pod klatkę. Jednak decyduję się już na zostanie w domu i ewentualny dojazd paru km wieczorem.

Po drzemce, obiedzie i paru innych obowiązkach ponownie wyjeżdżam o 18. Oczywiście nagle znika słońce i zaczyna padać-deszcz mam spod Żarowa aż do Poczernina. Potem w miarę ok. Od Małkocina do Stargardu wiatr boczny z tendencją do wmordewindu, ale dzisiaj wiatr to w sumie loteria-raz w plecy, zaraz w twarz.

Słaby weekend generalnie.

Betonówka © michuss


Pole pod Poczerninem © michuss
Kategoria wycieczka


  • DST 32.31km
  • Czas 01:16
  • VAVG 25.51km/h
  • VMAX 36.50km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wieczorna betonówka

Piątek, 17 czerwca 2011 • dodano: 19.06.2011 | Komentarze 0

STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Siwkowo-Klępino-Małkocin-STARGARD

Moja tradycyjna trasa.

Dzisiaj miałem okazję się przekonać jak trudno dodzwonić się na 112. Otóż na wjeździe do Stargardu na ul. Morskiej (wjazd od Klępina) na wysokości ogródków działkowych przy samej drodze pętał się duży, agresywny pies (amstaff albo jakaś krzyżówka amstaffa). Ponieważ zwierz rzucił się za mną w pogoń przyjąłem taktykę "bezruchu", czyli niemal natychmiast zatrzymałem się i zasłoniłem się rowerem. Pies stracił trochę pewności siebie i ujadając oddalił się w kierunku bramy, przy której wcześniej sobie "urzędował".

Ja natomiast wyjąłem telefon i zadzwoniłem pod 112. Przez 10 minut słuchałem powtarzanej w kółko frazy "Komenda Powiatowa Policji w Stargardzie Szczecińskim, proszę czekać", by w końcu złożyć zgłoszenie. Dyżurny przyjął i zobowiązał się wysłać patrol...


  • DST 5.73km
  • Czas 00:16
  • VAVG 21.49km/h
  • VMAX 34.26km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrót z Bolszewa do Stargardu (SKM + PR)

Niedziela, 12 czerwca 2011 • dodano: 19.06.2011 | Komentarze 0

BOLSZEWO-Wejherowo-PKP-STARGARD

Po wczorajszym dystansie miałem obawy czy dam radę przejechać ten kawałek na dworzec;) Na szczęście obyło się bez problemów, poza problemami z "czterema literami" nawet nie odczuwałem jakiegoś szczególnego zmęczenia.

Podróż jak to podróż koleją;) Od Wejherowa do Słupska jadę SKM-należą się słowa uznania, bo firma nie bierze ani grosza za przewóz roweru. Skład po remoncie, poza zroweryzowaną rodzinką, która jedzie z Wejherowa do Strzebielina jestem w "służbówce" sam.

W Słupsku mam godzinę do pociągu osobowego w kierunku Szczecina. Tutaj niestety rozczarowanie, bo podstawiony zostaje tzw. "edek" (jednostka elektryczna serii ED72). Ten typ ma tak, że na jedym końcu są dwa przedziały pierwszej klasy (łapie się do nich też "służbowy", w który należy wstawić rowery). Jako, że zgodnie z rozkładem pociąg ten nie prowadzi pierwszej klasy można tam wsiadać bez oporów, dzięki czemu w bardzo komfortowych warunkach jedzie rower i jego właściciel. Niestety, dzisiaj okazało się, że końcówkę pociągu stanowi klasa druga, gdzie przedział na rowery jest bardzo ciasny. W Słupsku oprócz mnie wsiadają jeszcze dwie osoby z rowerami, więc mam obawy jak to będzie się rozwijało dalej-do Stargardu może się jeszcze trochę rowerzystów ewentualnie nazbierać. Na szczęście w takim samym zestawie docieramy do mojej stacji docelowej, dzięki czemu bezproblemowo wydostaję się z rowerem. Aha, Przewozy Regionalne za przewóz roweru skasowały mnie złotówkę (promocja weekendowa "Kolej na rower").


  • DST 320.00km
  • Czas 14:14
  • VAVG 22.48km/h
  • VMAX 48.39km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

>300 km

Sobota, 11 czerwca 2011 • dodano: 12.06.2011 | Komentarze 10

STARGARD-Chociwel-Ińsko-Drawsko Pomorskie-Czaplinek-Borne Sulinowo-Szczecinek-Biały Bór-Miastko-Role-Łubno-Górki-Niepoględzie-Czarna Dąbrówka-Cewice-Popowo-Nawcz-Paraszyno-Strzebielino-BOLSZEWO



Nie skłamię jeśli napiszę, że pomysł na taką wyprawę chodził za mną od dawna. Zależało mi, żeby ze Stargardu, w którym obecnie mieszkam dojechać za jednym zamachem do rodzinnego Wejherowa, a konkretniej podwejherowskiego Bolszewa. W piątek wieczorem okazało się, że sobotę będę miał całą wolną i w związku z tym zrewidowałem swój plan odnośnie weekendowej wizyty w Trzebiatowie. Wieczorem naszykowałem sobie sakwy z rzeczami, które były mi niezbędne (w efekcie wiozłem dwie dość lekkie sakwy-wolę to niż jedną, mocniej obciążoną). Pobudka w sobotę o 4.15, na śniadanie mleko z musli, ciepła herbata i ruszam w drogę.

Na samym starcie, zaraz za domem mijam biegnącego chodnikiem amatora porannego joggingu-zapadło mi to w pamięć jako najbardziej charakterystyczny element startu;) Na zegarku była 4.55. Przejeżdżam przez uśpiony jeszcze Stargard, na ulicach praktycznie nie ma samochodów. Miasto opuszczam krajową „dwudziestką”, która będzie mi dziś towarzyszką na dość długo. Dodam, że nie przepadam za wyjazdem ze Stargardu to trasą-raz, że jest zazwyczaj bardzo ruchliwa, a dwa, że przez dość długi czas ciągnie się upierdliwym podjazdem (upierdliwy, tzn. taki, że za bardzo go nie widać, ale prędkość wskazuje, że coś „nie tak”). Na szczęście pierwsza wada siłą rzeczy była wyeliminowana-samochodów wyprzedzających mnie praktycznie nie było, za to trochę zadziwił mnie dość duży ruch pojazdów zmierzających do Stargardu. I jeszcze jedno-dość gęsta mgła unosząca się nad łąkami, która nadaje niesamowitego klimatu, charakterystycznego tylko dla wczesnych poranków.

Wyjazd ze Stargardu, 5.15, przede mną jeszcze ok. 315 km © michuss


Staram się nie myśleć o czekających mnie kilometrach-na razie w myślach ułożyłem sobie etap do Chociwla, o dalszej trasie nie myślę.

Chociwel, około 6 rano © michuss


No, może w pobliżu Chociwla zaczynam się zastanawiać czy w kierunku Drawska udać się przez Węgorzyno, czy przez Ińsko. W końcu wybieram drugi wariant, przy okazji zaliczając drogę Długie-Ińsko przez Linówko-trasa bardzo malownicza, szczególnie w końcowym odcinku, gdy biegnie wzdłuż jeziora. Do Ińska docieram na siódmą (Chociwel minąłem po szóstej). Nie zatrzymuję się w mieście, kierując się wylotem na Węgorzyno, ale w Storkowie jadę prosto, drogą, która prowadzi do „dwudziestki”. Tutaj łapię się na dość zabawnej pomyłce-otóż po spojrzeniu na licznik, na którym widnieje liczba 52 km odliczam sobie odległość, która została mi do celu (w myślach odejmuję sobie w zaokrągleniu 50 – 320) i w wyniku matematycznego błędu wychodzi mi, że to już tylko 170 km:) Dopiero po chwili orientuję się, że do tej i tak pokaźnej przecież liczby trzeba jeszcze dodać 100.

Przy krzyżówce drogi z Ińska z „dwudziestką” robię sobie krótki postój-przebieram się z długich dresów w krótkie spodenki oraz ściągam polar i od tego momentu jadę na krótki rękawek. Droga na odcinku do Drawska beznadziejna-dziura na dziurze, jedzie się fatalnie, bo ciężko utrzymać jako taki rytm na tych wybojach. W samym mieście, gdzie jestem niemal punkt ósma, jako potwierdzenie „wojskowych stereotypów” mija mnie transport czołgów na specjalnych, szerokich platformach, szczególnie ciekawie wygląda mijanie z tirem jadącym z naprzeciwka-kierowcy jadą ostrożnie, bardzo powoli, a ja omijam całość chodnikiem. Potem szybko wyciągam aparat, ale jest już za późno. Wcześniej, na potwierdzenie swojego pobytu pstrykam fotkę przy obelisku upamiętniającym gen. Sikorskiego.

Drawsko Pomorskie © michuss


Dla odmiany odcinek Drawsko-Złocieniec bardzo fajny. Równy asfalt i korzystny wiatr (wieje z zachodu i z północnego zachodu) pozwalają utrzymać równe tempo, ok. 24-25 km/h. Pewnie dałoby się pojechać szybciej, ale nie chcę niepotrzebnie tracić sił. Pogoda jest super, na niebie pojedyncze chmury, nie jest gorąco. Morale, jak na razie, wysokie.

Złocieniec również mijam bez zatrzymywania. Zaraz za miastem wyprzedzam dwójkę rowerzystów-sądząc po ekwipunku jadą na ryby. Dodam, że mimo dość zaawansowanego wieku panowie radzą sobie całkiem nieźle, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę stan nawierzchni, który ponownie nieco zbija mnie z tropu. Na szczęście sytuacja ma miejsce tylko na wylocie i kawałek dalej droga nieco się poprawia. Mijam Siemczyno z interesującym, zaniedbanym pałacem-jednak sądząc po tablicach coś się zaczyna tutaj dziać, chyba jest nawet udostępniany dla gości.

Do Czaplinka zajeżdżam na wpół do dziesiątej. Robię sobie zdjęcie przy drogowskazie z nazwą miasta (z racji warunków oświetleniowych zdjęcie przedstawia widok „za siebie”).

Wjazd do Czaplinka, ok. 9.30 © michuss


Tutaj pierwsze zakupy-biorę cztery banany i litrową colę. Jednego banana i kilka łyków coli wypijam i po krótkim postoju w okolicy charakterystycznego, jajowatego ronda ruszam dalej. Droga wyprowadza pod górę-na początku podjazd jest dość ostry, ale potem sytuacja podobna jak zza Stargardu, czyli droga wygląda na równą, a prędkość w granicach 18-19 km/h. Po sporządzeniu profilu w bikemap zauważam to nachylenie, które potem przeradza się w spadek i przyjemnie doprowadza mnie przez gęsty las do Łubowa. To kolejna miejscowość wyznaczona przeze mnie na „etap”, bo tutaj żegnam się, ale nie definitywnie, z „dwudziestką” i skręcam w kierunku Bornego Sulinowa. Uznaję, że to o wiele ciekawszy wariant niż jazda krajówką. W końcu Borne samo w sobie stanowi atrakcję i zależy mi, żeby pokonać je na rowerze.

Po skręcie w Łubowie przekracza się przejazd w linii kolejowej Szczecinek-Runowo Pomorskie. Stacja fajnie wygląda, wyposażona jeszcze w kształtowe semafory, których już coraz mniej na polskich torach.

Stacja PKP Łubno © michuss


Dalej droga wiedzie przez łąki, by po chwili, po zmianie nawierzchni na „płytową” wprowadzić w sosnowy las. Tutaj jedna, albo dwie długie proste, znaki informujące o atrakcjach związanych z charakterem tej miejscowości (między innymi umocnienia Wału Pomorskiego) i wjeżdżamy do tego sympatycznego miasteczka. W architekturze wyraźnie dominują bloki powojskowe, pewnie jeszcze przedwojenne. Poza tym ruch rowerów na ulicach, a przynajmniej na tej głównej, prowadzącej z zachodu na wschód jest zakazany, a to dlatego, że wytyczono ścieżki rowerowe (nawierzchnia z kostki niefazowanej, o ile się zorientowałem to jednokierunkowe). Zatrzymuję się na kilka zdjęć i ruszam dalej.

Borne Sulinowo, ok. 10.30 © michuss


Borne Sulinowo © michuss


Borne Sulinowo © michuss


DDR po borneńsku © michuss


Cmentarz żołnierzy radzieckich w Bornem Sulinowie © michuss


Jest stosunkowo wcześnie (godz. jedenasta), a ja mam już całkiem blisko do Szczecinka, który stanowi dla mnie pewną granicę, bo do tego miasta z przeciwnego kierunku (z Bolszewa) jechałem już w zeszłym roku w lipcu i trasę już zaliczyłem. Z Bornego przez Krągi ponownie dojeżdżam do „dwudziestki” i po kilku kilometrach żwawego pedałowania docieram do Szczecinka, z daleka dostrzegając dymiące kominy Kronospanu.

Panorama na Szczecinek od strony południowo-zachodniej © michuss


Na tym odcinku uświadamiam sobie, że przez najbliższy kawałek wiatr nie będzie moim sprzymierzeńcem, bowiem od Szczecinka do Białego Boru będzie wiał mi w twarz, pod kątem, ale jednak w twarz.

W samym Szczecinku odmawiam sobie postoju-w planach zakładałem, że zjem tutaj jakiś obiad, ale, że nie jestem głodny to nie widzę sensu, żeby zmuszać się do jedzenia. Ruszam więc dalej, tak jak wspominałem, „dwudziestką” w kierunku Białego Boru. Między Szczecinkiem a Marcelinem jest dość nieprzyjemny fragment, bo wzdłuż szosy biegnie ciąg pieszo-rowerowy, ale o nawierzchni... szutrowej. Ja nie mam ochoty się tamtędy wlec i jadę po asfalcie, ale kilku „klaksonowych” nauczycieli się znalazło.

DDR Szczecinek-Marcelin © michuss


Zaraz za Marcelinem wyprzedzam rowerzystę, który niespiesznie zmierza w tym samym co ja kierunku. Znowu mam powody do narzekania na dziurawą nawierzchnię, dodatkowo wzbogaconą tym co chyba najgorsze, czyli koleinami na samym skraju jezdni, które skutecznie uniemożliwiają trzymanie się prawej strony. Do tego spory ruch ciężarówek, autobusów, słowem niefajny jest ten fragment. W Gwdzie Małej i Wielkiej w związku z dużym natężeniem ruchu i brakiem pobocza decyduję się na chodnik. Potem mijam odgałęzienie na Czarne (brałem pod uwagę tą szosę w planowaniu podróży) i kawałek dalej, na charakterystycznym, ostrym zakręcie (kto jechał odcinek Szczecinek-Biały Bór wie o czym mówię) zatrzymuję się na popas w pobliżu linii kolejowej. Wykonuję telefon do domu, że prawdopodobnie, jeśli wszystko dobrze pójdzie to wieczorem będę:) Po skończonym posiłku ruszam ze zdumieniem dostrzegając tego samego człowieka, którego wyprzedzałem zaraz za Marcelinem. Tutaj zaczyna się męczący psychicznie fragment-składa się z wielu prostych, asfalt na krawędzi jest dziurawy, ew. znajdują się w nim głębokie koleiny, a jakby tego było mało to jeszcze wiatr, zgodnie z moimi przewidywaniami, ostro daje w twarz. Po smętnych kilku kilometrach wyjeżdżam z lasu i przez pola i łąki docieram do pierwszej miejscowości na tym wrednym odcinku, do Drzonowa. Dalej korzystam ze ścieżki rowerowej, łączącej tą wieś z kolejną-Przybrdą.

DDR Drzonowo-Przybrda wzdłuż DK 20 © michuss


Oczywiście ścieżka jest z polbruku, droga obok trzyma mniej więcej poziom, a ścieżka faluje-to w górę, to w dół, ale przynajmniej daje odsapnąć od ciężarówek i osobówek mknących z południa kraju w kierunku Ustki. W Przybrdzie zjeżdżam ponownie na szosę i przez Biała oraz kolejną, bardzo długą prostą docieram do Białego Boru.

Zjazd do Białego Boru © michuss


Tutaj zatrzymuję się przy sklepie na kolejne zakupy-znowu banany, półtoralitrowa butelka wody i półlitrowa napoju izotonicznego. Do tego piętnastominutowy postój przy centralnym placu Białego Boru i po chwili wspinam się drogą wylotową z miasta.

Odcinek do Miastka dość przyjemny. Ruch wprawdzie nadal duży, ale poprawia się nawierzchnia, szczególnie po wjeździe do województwa pomorskiego.

Przekroczyłem granicę województw, godz. 13.50 © michuss


Wjazd do Miastka jest dość efektowny-droga sprowadza serpentynami, odsłaniając piękną panoramę na tę miejscowość.

Zjazd do Miastka, w oddali widoczna stacja kolejowa © michuss


Tutaj mam ostatnią szansę, żeby zjeść coś ciepłego-następna większa miejscowość to będzie dopiero Czarna Dąbrówka niedaleko Lęborka. Jednak decyduję, że nie będę się zmuszał-nie mam absolutnie ochoty ani na kebab, ani na pizzę, poza tym w sakwach sporo bananów, zapasy czekolady i batonów musli. Trochę potem pożałuję tej decyzji, ale uda mi się częściowo z niej „wykaraskać”.

Na drogi za Miastkiem czekałem najbardziej. Pamiętałem je z zeszłorocznego przejazdu oraz z wcześniejszych podróży samochodowych. Nie chcę się powtarzać, ale gęsta sieć asfaltowych, wąskich szos w gęstych lasach sprawia bardzo dobre wrażenie. Jest jednak jeden szkopuł... Otóż jakoś nie zanotowałem faktu, że jechałem w zeszłym roku głównie z góry, a teraz oznaczało to, że po przekroczeniu 200 km dystansu dziennego w zasadzie dopiero zaczęły się podjazdy. Może to fakt tego dystansu i ogólnego zmęczenia, ale miałem wrażenie, że cały czas podjeżdżam. Jeśli na chwilę droga łapała poziom to zaraz i tak rozpoczynała się wspinaczka. Jeśli, nie daj Boże, przez jakiś czas miałem zjazd to wspinaczka była oczywiście jeszcze „ostrzejsza”. Te „problemy” zaczynają się dla mnie gdzieś w okolicach Szydlic, gdzie jeszcze zatrzymuję się, żeby uwiecznić fajny wiadukt nad dawną linią kolejową Miastko-Bytów.

Wiadukt nad dawną linią kolejową Miastko-Bytów © michuss


Potem morale mi spada, jedzie się coraz wolniej. W pewnym momencie zostaję zmuszony, żeby zatrzymać się w środku podjazdu (a nigdy tego nie robię), żeby posilić się czekoladą-po prostu czuję jak momentalnie „wysiadł mi prąd”. Marzy mi się coś „na słono”, a nie tylko czekolada, banany i batony musli.

W Kwiśnie ma miejsce fajna scenka rodzajowa-uwieczniam wjazd do tej wioski, a w tle maszeruje jakaś pani z wózkiem i małym chłopcem. W momencie jak kończę robić zdjęcie to są już prawie na mojej wysokości. Ruszam i po chwili docieram do zabudowań, z których wyszli i wtedy... Niech za komentarz wystarczą znamienne słowa owej pani, wykrzyczane gdzieś zza moich pleców: „Pan się nie boi, ona nie gryzie!”. ;)

"Pani od psa" w Kwiśnie © michuss


Wspinam się do Żabna, wspinam się do Roli, potem wspinam się dalej, cały czas czekając kiedy zacznie się droga w dół. Kojarzę mniej więcej profil i byłem prawie przekonany, że powinienem mieć tutaj już zjazdy, a tu nic. Lekko w dół i znów pod górę.

Typowa, podmiastecka, leśna asfaltówka © michuss


Wreszcie, kilka km przed Łubnem zaczyna się zjazd. Do tej wsi wpadam około 16, robię jeszcze zakupy w tutejszym sklepie. Spełniam swoje marzenie o kabanosach i bułce do tego-konsumpcja następuje kawałek za Łubnem na jednym z leśnych parkingów.

Kolejnym celem jest skrzyżowanie z drogą Bytów-Słupsk pod Kołczygłowami. Stąd dalej, zapomnianą przez wszystkich asfaltówką do Górek (fajny, długi zjazd; w zeszłym roku szarpałem się tu nieźle, bo na tym odcinku jechałem już bez tylnych biegów-urwana linka). Za Górkami, a jakże!, znów pod górę. Na szczęście nie jest to długi podjazd, poza tym zostaje wynagrodzony dwoma bardzo ostrymi zjazdami w dolinę Słupi, do Gałęźni. Na jednym z tych dwóch zjazdów uzyskuję mój dzisiejszy maks, nawet nie wspomagając się siłą mięśni.

Oczywiście nie ma nic za darmo i po chwili wspinam się bardzo ostro do góry, do Gałęźni Wielkiej. Tutaj obieram kierunek na wschód i przez Niepoględzie docieram do malowniczo położonego Gałęzowa (tuż nad brzegiem niewielkiego jeziora). Na tym odcinku spotykam dużą ilość podpitej młodzieży, w tym zalanego w sztok rowerzystę, który jedzie od lewej do prawej i odwrotnie całą szerokością krętej, wąskiej drogi (oczywiście po wyprzedzeniu go coś tam nieskładnie ryczał za mną). Od Gałęzowa jeszcze krótki fragment wąskiego asfaltu i dobijam do wojewódzkiej drogi Słupsk-Unichowo-Bytów.

Pod Gałęzowem © michuss


Nią jadę tylko do Unichowa, gdzie z kolei skręcam w lewo, w drogę również wojewódzką z Bytowa do Lęborka. Przy okazji fotografuję budynki o ciekawych, okrągłych dachach, które zawsze przykuwały moją uwagę, gdy jeździłem tędy samochodem.

Ciekawe dachy w Unichowie © michuss


Rozpoczynam monotonny fragment, którego metę stanowią Cewice, z pośrednim punktem etapowym w Czarnej Dąbrówce;)

Zjazd do Czarnej Dąbrówki © michuss


Jestem już bardzo zmęczony i mam nieodpartą ochotę wykąpać się i zjeść coś dobrego. Rozpoczynam odliczanie kilometrów do celu, bo zostało ich już niewiele.

W Cewicach mylę drogę i skręcam za szybko w prawo. Jednak w porę naprawiam swój błąd i po chwili mknę dziurawym asfaltem do Łebuni, która ładnie majaczy w oddali.

Łebunia na horyzoncie © michuss


W tejże mały myk-najpierw w lewo (droga wojewódzka Sierakowice-Lębork), a potem w prawo-wąski asfalt do Popowa. Powoli robi się szaro, cienie coraz dłuższe.

Od Popowa fragment, którego się obawiałem-kilka kilometrów szutru, do tego pod górę.

Szuter Popowo-Dzięcielec © michuss


Nie jest jednak tak źle, aczkolwiek średnia systematycznie maleje (zarówno ta netto, jak i brutto). Po zakończeniu „wspinaczki” zdobywam w Dzięcielcu asfaltówkę Lębork-Nawcz, którą kieruję się do Nawcza właśnie.

Malownicze łąki pod Nawczem © michuss


Tutaj ponowny odcinek „terenowy”-na początku szuter, a potem rozjeżdżony przez quady piach. Ze zjazdu w dolinę Łeby do Paraszyna nie mam żadnej radości, bo moje szosowe opony momentalnie wychwytują grząski piach, co kończy się tym, że szybko muszę łapać równowagę, a po tylu kilometrach nie jest to proste;) W paraszyńskich lasach wypada mi 300 km dzisiejszego przejazdu.

Pierwszy taki przypadek w moim życiu :) © michuss


Piachy pod Paraszynem © michuss


Od Paraszyna z włączonym już oświetleniem do Strzebielina, gdzie na krajowej „szóstce” odzyskuję wigor. Nie zdoła to jednak wpłynąć na średnią, którą skutecznie zaniżyłem na omawianych szutrowych podjazdach, o tych za Miastkiem nie wspominając.

Wyprawę wieńczy podjazd w Charwatyni, który pokonuję bez zatrzymania, a potem bezrefleksyjnie, automatycznie pedałuję przez Kębłowo, zjeżdżam z tzw. Gościcińskiej Góry i melduję się w Bolszewie o 21.20. Sympatycznym zbiegiem okoliczności pod klatką schodową na liczniku wyświetla się równe 320,00. Łatwo zapamiętać, czas zresztą też-14h14`.

W podsumowaniu muszę napisać, że jednak zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby pokonanie tej trasy w drugą stronę. Cieszę się jednak, że przełamałem barierę 300 km, która od dawna mnie
„meczyła”-teraz kolej na 400 km, choć na razie sobie tego nie wyobrażam (prawdę powiedziawszy po pierwszym pokonaniu 200 km też nie wierzyłem, że kiedyś pokonam granicę 300). :)

  • DST 32.04km
  • Czas 01:16
  • VAVG 25.29km/h
  • VMAX 38.67km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Betonówka

Czwartek, 9 czerwca 2011 • dodano: 03.07.2011 | Komentarze 0

STARGARD-Żarowo-Smogolice-Poczernin-Siwkowo-Małkocin-Klępino-STARGARD


  • DST 121.60km
  • Czas 05:03
  • VAVG 24.08km/h
  • VMAX 43.80km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dobra i Dobrzany

Niedziela, 5 czerwca 2011 • dodano: 05.06.2011 | Komentarze 2

STARGARD-Klępino-Storkówko-Parlino-Maszewo-Jenikowo-Wojtaszyce-Dobra-Dobropole-Chociwel-Starzyce-Długie-Kozy-Dobrzany-Kępno-Marianowo-Czarnkowo-Pęzino-Ulikowo-STARGARD



Z racji upału nie chciałem wybierać się jakoś szczególnie daleko, a ponieważ ostatnio stawiam sobie na mapie kreski na „zaliczonych” drogach postanowiłem trochę pouzupełniać braki.

Ze Stargardu ruszam na północ z wykorzystaniem mojej ulubionej trasy wyjazdowej na ten kierunek, czyli przez Klępino i Małkocin, gdzie skręcam na Storkówko, a co za tym idzie dojeżdżam do „betonówki” w bliskości skrzyżowania z drogą wojewódzką bodajże 106, prowadzącą z Kamienia do Pyrzyc. Tą trasą pokonuję kilka dobrych kilometrów, a to dlatego, że ruch nie jest jakiś ogromny, a tego się przy słonecznej niedzieli spodziewałem (to najszybsza droga nad morze dla stargardzian, pyrzyczan, a dodatkowo skrót dla ludzi jadących „z Polski”). Początkowo chciałem w Maszewie skręcić na Redło, ale jednak jadę na Jenikowo tradycyjnie, opisywaną drogą. Ten odcinek nie jest wybitnie atrakcyjny-obfituje w długie proste, za którymi nie przepadam (pamiętałem to zresztą z zeszłorocznej trasy Łobez-Stargard, gdy jechałem odcinek od Dębic do Maszewa).

W Jenikowie skręcam na Dobrą, w kolejną drogę wojewódzką, ale bardzo mało ruchliwą. Co chwila sięgam po bidon, bo suszy mnie dzisiaj okrutnie-nie ma się co dziwić w cieniu zapowiadali około 29 stopni i pewnie tyle jest. Dzisiaj jest jeden z tych rzadkich dni, kiedy człowiekowi nie przeszkadza, że jedzie pod wiatr.

Krótko za Wojtaszycami wypijam praktycznie cały zapas wody jaki miałem (900 ml w bidonie i 0,5 l w plecaku, w butelce), wobec czego w Krzemiennej zatrzymuję się przy czynnym sklepie. Półtoralitrowa butelka zapewnia mi uzupełnienie zapasów, a dodatkowo wypijam to co zostało. Króŧko później wpadam do Dobrej-byłem tu kilka razy i zawsze jechałem w kierunku od Wojtaszyc do Łobza, stąd dzisiaj miałem okazję poznać nieznane mi zakątki, w tym stację kolejki wąskotorowej, która robi niesamowite wrażenie. Szkoda, że pewnie już nigdy nie zajedzie tutaj pociąg. Ja mogę tylko żałować, ponieważ gdzieś tak w 1998 roku wybrałem się z kolegą na zaliczenie kolejki wąskotorowej w Koszalinie (kierunek Świelino)-rozważaliśmy wtedy przyjazd do Stargardu Szczecińskiego i podróż do Dobrej właśnie, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na Koszalin. Co ciekawe koszalińska wąskotorówka też padła kilka lat temu, ale działa tam grupa zapaleńców, dzięki czemu udało się przywrócić kursowanie pociągów. Dodatkowego smaczku sprawie dodaje fakt, że udało się pozyskać część taboru z Dobrej-i bardzo dobrze, bo tutaj jedyne co może to stać i niszczeć...

Dobra Nowogardzkie © michuss


Wnętrze wagonu wąskotorowego © michuss


Dobra z perspektywy kolejowej © michuss


Wnętrze wagonu wąskotorowego w Dobrej © michuss


Od Dobrej sympatyczną DW do Chociwla. To też mój debiut, nigdy jeszcze nie miałem okazji, zawsze było jakoś nie po drodze. Na ostatnich km przed Chociwlem droga jest pięknie wyremontowana i jedzie się bardzo przyjemnie. Szczególnie, że ten odcinek poprowadzony jest przez sosnowy las, dzięki czemu można się rozkoszować aromatami;)

Przez Chociwel przejeżdżam bez zatrzymania. Zastanawiam się jedynie co oznaczają wymazane sprayem numery na drzewach tworzących aleję wjazdową od strony Dobrej. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale być może ktoś przymierza się do tego, żeby wyciąć te dorodne drzewa...

Z Chociwla postanawiam pojechać do Dobrzan. Prawdę powiedziawszy chciałem uwiecznić, póki jest jeszcze okazja, oryginalne nazwy ulic w tym mieście. Widać mieli ważniejsze problemy niż zmiana patronów, dzięki czemu wciąż jeszcze można zrobić zdjęcie tabliczce z nazwiskiem Świerczewskiego czy z Armią Czerwoną. Gdzieś mi się obiło o uszy, że przymierzają się do zmian, więc nie chciałem zwlekać, a takie zdjęcie to przecież fajna pamiątka.

Za Chociwlem droga jest niezwykle malownicza, wije się przez pagórki, widoki są pierwsza klasa. Niestety, coraz bardziej doskwiera mi temperatura-prawie się gotuję.

Maki pod Starzycami © michuss


"Wóz" strażacki w Długim © michuss


Uczucie zostaje spotęgowane na stromym podjeździe do Białej. W Kozach zatrzymuję się ponownie przy sklepie i półtoralitrowym żywcem uzupełniam zapasy wody-to wystarczy mi już do celu.

Zaraz za Kozami mija się skrzyżowanie z świetną, widokową drogą, tzw. Ińską Wstęgą, a zaraz potem wjeżdża do Dobrzan.

Dobrzany, 2011 rok © michuss


Tutaj uwieczniam wspominane tabliczki i dalej, przez Marianowo, Czarnkowo (ale nie wprost z Marianowa, tylko boczną drogą od szosy Marianowo-Barzkowice), Pęzino i Ulikowo dojeżdżam, nie będę krył-naprawdę zmęczony, do Stargardu.

Ruina wieży kościelnej w Wiechowie © michuss
Kategoria wycieczka