Zaoszczędzone paliwo, czyli do i z pracy :)
Czwartek, 31 marca 2011
· Komentarze(2)
Kategoria wycieczka, komunikacyjnie
STARGARD-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka-Motaniec-Niedźwiedź-Szczecin (Zdunowo-Wielgowo-Dąbie-port-Dąbie-Wielgowo-Zdunowo)-Niedźwiedź-Reptowo-Cisewo-Grzędzice-Żarowo-STARGARD
#
Dzisiaj wreszcie miałem wolne popołudnie, dzięki czemu mogłem samochód zostawić pod domem, a do pracy dojechać rowerem.
Rano wybywam z chałupy około godzinę wcześniej niż gdybym zrobił to samochodem. Jadę tradycyjnie do Kobylanki (od Zieleniewa udaję, że ścieżki rowerowej nie ma, bo jest w opłakanym stanie). Od Kobylanki najpierw planowałem jechać dziesiątką (droga czteropasmowa z szerokim poboczem), ale, że łączy się to potem z jazdą pozbawionym pobocza odcinkiem Płonia-Kijewo to postanowiłem wykorzystać nowy asfalcik między Motańcem a Niedźwiedziem, a potem przez las dotrzeć do szpitala w Zdunowie. Tak zrobiłem-pod szpitalem byłem równo o 7.15 (czyli 50 minut od wyjazdu), a potem skierowałem się Bałtycką i Tczewską do Dąbia. Ruch na szczęście niewielki, jechało się dobrze. A od Dąbia nawet bardzo dobrze, bo po przyzwoitej ścieżce rowerowej (acz łyżkę dziegciu dodam, bo już jest mocno pofałdowana, ale to w sumie nic takiego).
Z powrotem jadę identycznie aż do Wielgowa. Początkowo planowałem przebić się przez las do Wielichówka, ale zdecydowałem się na jakieś zakupy w Zdunowie, bo zrobiłem się głodny i co gorsza spragniony. Przy przejeździe kolejowym kupuję sobie napój i dwa snickersy, i posilony ruszam w dalszą drogę·
Do Niedźwiedzia tak samo jak rano, a potem odbijam w kierunku Reptowa, z którego przez otwierany na żądanie przejazd kolejowy (tym razem miałem szczęście, bo jechały dwa samochody, dla których otwarto przejazd; w sierpniu musiałem się tarabanić z rowerem na dziko, bo nikt nie zareagował na moje dzwonienie) w kierunku Cisewa. Potem przez lasy do Grzędzic-Majątku, by po chwili wjechać do samych Grzędzic. Jako, że chcę dobić do 80 km decyduję się na jazdę do Żarowa, a potem ścieżką rowerową do Stargardu, gdzie zadowolony, ale i dość mocno zmęczony kończę ekonomiczną przejażdżkę. Ekonomiczną dlatego, że oszczędność na paliwie, które bym spalił jadąc samochodem wynosi prawie 22 zł (po odliczeniu napoju i snickersów i tak jestem 15 zł do przodu). Teraz pewnie będę bardziej skłonny jeździć całą trasę rowerem-w zeszłym roku miałem miesięczny na PKP i jeśli jechałem rowerem to bilet był po prostu "niewykorzystany", a obecnie jazda rowerem przekłada się na realne pieniądze, które zostają w kieszeni. Na zakończenie dodam, że pieniądze te zdążyłem już wykorzystać na zakup reportaży Kapuścińskiego z polskiej prowincji z lat 50 ubiegłego wieku:)
#
Dzisiaj wreszcie miałem wolne popołudnie, dzięki czemu mogłem samochód zostawić pod domem, a do pracy dojechać rowerem.
Rano wybywam z chałupy około godzinę wcześniej niż gdybym zrobił to samochodem. Jadę tradycyjnie do Kobylanki (od Zieleniewa udaję, że ścieżki rowerowej nie ma, bo jest w opłakanym stanie). Od Kobylanki najpierw planowałem jechać dziesiątką (droga czteropasmowa z szerokim poboczem), ale, że łączy się to potem z jazdą pozbawionym pobocza odcinkiem Płonia-Kijewo to postanowiłem wykorzystać nowy asfalcik między Motańcem a Niedźwiedziem, a potem przez las dotrzeć do szpitala w Zdunowie. Tak zrobiłem-pod szpitalem byłem równo o 7.15 (czyli 50 minut od wyjazdu), a potem skierowałem się Bałtycką i Tczewską do Dąbia. Ruch na szczęście niewielki, jechało się dobrze. A od Dąbia nawet bardzo dobrze, bo po przyzwoitej ścieżce rowerowej (acz łyżkę dziegciu dodam, bo już jest mocno pofałdowana, ale to w sumie nic takiego).
Z powrotem jadę identycznie aż do Wielgowa. Początkowo planowałem przebić się przez las do Wielichówka, ale zdecydowałem się na jakieś zakupy w Zdunowie, bo zrobiłem się głodny i co gorsza spragniony. Przy przejeździe kolejowym kupuję sobie napój i dwa snickersy, i posilony ruszam w dalszą drogę·
Do Niedźwiedzia tak samo jak rano, a potem odbijam w kierunku Reptowa, z którego przez otwierany na żądanie przejazd kolejowy (tym razem miałem szczęście, bo jechały dwa samochody, dla których otwarto przejazd; w sierpniu musiałem się tarabanić z rowerem na dziko, bo nikt nie zareagował na moje dzwonienie) w kierunku Cisewa. Potem przez lasy do Grzędzic-Majątku, by po chwili wjechać do samych Grzędzic. Jako, że chcę dobić do 80 km decyduję się na jazdę do Żarowa, a potem ścieżką rowerową do Stargardu, gdzie zadowolony, ale i dość mocno zmęczony kończę ekonomiczną przejażdżkę. Ekonomiczną dlatego, że oszczędność na paliwie, które bym spalił jadąc samochodem wynosi prawie 22 zł (po odliczeniu napoju i snickersów i tak jestem 15 zł do przodu). Teraz pewnie będę bardziej skłonny jeździć całą trasę rowerem-w zeszłym roku miałem miesięczny na PKP i jeśli jechałem rowerem to bilet był po prostu "niewykorzystany", a obecnie jazda rowerem przekłada się na realne pieniądze, które zostają w kieszeni. Na zakończenie dodam, że pieniądze te zdążyłem już wykorzystać na zakup reportaży Kapuścińskiego z polskiej prowincji z lat 50 ubiegłego wieku:)









