Dość późno wyjechałem, ale za to w zamian dość żwawo się zbierałem w czasie jazdy. Duży trójkąt, którego wierzchołki tworzyła moja chałupa, miasto Pyrzyce i skrzyżowanie DW31 z DW122 pod Widuchową. Dłuższy postój na "cepeenie" w Widuchówku. Tamże oranżada i sok. Od tego miejsca chamskie rąbanie pod wiatr, który wcześniej dość znacznie pomagał. Od Czarnowa do Pyrzyc, starą trójką mknąłem jak zaczarowany. Do Bań też w miarę, potem już trochę gorzej, no a końcówka dość męcząca. Ale - udało się, ponad 100 zrobione drugi raz w tym miesiącu.
Wycieczka po Bukowej z koleżką z pracy i jego pierworodnym. Pojechaliśmy do Uroczyska Mosty, zahaczyliśmy o Jezioro Węglino i Binowskie, a nawet zaliczyliśmy ławeczkę w samym Binowie. Krótka, acz udana wycieczka.
C. d. pokazywania "zachpomu" - zachwytom nie było końca ;) Dzisiaj autem wraz z rowerami teleportowaliśmy się do Kołobrzegu. A stamtąd, najpierw po mieście od atrakcji do atrakcji, potem zaś przejechać się jedną z przebogatej sieci dróg rowerowych wytyczonych w śladzie dawnych kolejek wąskotorowych. Pogoda w sumie ok, ale strasznie, ale to naprawdę strasznie wiało. Trochę nas zmęczył ten wicher, więc zamiast zahaczyć aż o Karlino, Rymań czy Dźwirzyno wracamy do Kołobrzegu, gdzie zajeżdżamy do najsłynniejszej smażalni ryb, czyli do Rewińskiego. Smażony halibut tamże. Warto :)
Z Anią, przyjaciółką jeszcze z czasów nauki na olsztyńskim UWM, w ramach pierwszej części prezentacji podkoszalińskiego zachpomu wybraliśmy się na objazd Jeziora Jamno. Co tu wiele pisać? Fajnie, bez marudzenia, z super widokami, przez dzicz miejscami (a tak blisko Koszalina!). Do tego tematów do rozmowy nazbierało się tyle, że nawet nie zauważyliśmy kiedy te 50 km było za nami. Stosunkowo krótki, ale EPICKI wyjazd. Do powtórzenia.