C. d. pokazywania "zachpomu" - zachwytom nie było końca ;) Dzisiaj autem wraz z rowerami teleportowaliśmy się do Kołobrzegu. A stamtąd, najpierw po mieście od atrakcji do atrakcji, potem zaś przejechać się jedną z przebogatej sieci dróg rowerowych wytyczonych w śladzie dawnych kolejek wąskotorowych. Pogoda w sumie ok, ale strasznie, ale to naprawdę strasznie wiało. Trochę nas zmęczył ten wicher, więc zamiast zahaczyć aż o Karlino, Rymań czy Dźwirzyno wracamy do Kołobrzegu, gdzie zajeżdżamy do najsłynniejszej smażalni ryb, czyli do Rewińskiego. Smażony halibut tamże. Warto :)
Komentarze (8)
ja bym mógł z Lewelinką jeździć, ale ona spod Lublina to połowa wypadłaby gdzie? chyba koło Łodzi ;-)
A ja do Kołobrzegu mam duży sentyment, bo kojarzy mi się z dzieciństwem i podróżami do Trzebiatowa do cioci i wujka oraz przesiadkami tamże :)
Tunia, z Trójmiasta. No to jak wpadnie nam do głowy pojeździć trochę na rowerach to trzeba się spotkać gdzieś w połowie. Czyli Pomorze Środkowe. Wiadomo ;)