Wpisy archiwalne w miesiącu

Grudzień, 2018

Dystans całkowity:320.40 km (w terenie 14.30 km; 4.46%)
Czas w ruchu:16:28
Średnia prędkość:19.46 km/h
Maksymalna prędkość:39.00 km/h
Suma podjazdów:1141 m
Suma kalorii:8095 kcal
Liczba aktywności:10
Średnio na aktywność:32.04 km i 1h 38m
Więcej statystyk

DP

Piątek, 21 grudnia 2018 · Komentarze(5)
Kategoria komunikacyjnie
Jak się miało okazać ostatnia jazda w tym roku. Czyli co? Wypadało by krótko podsumować ;)

Pomimo tego, że grudzień był bardzo słaby (bardzo dużo spraw "pozarowerowych") to podsumowując cały 2018 nie mogę narzekać. Przejechane dwa duże maratony, w tym ten, na którym najbardziej mi zależało - MPP. Codzienne dojazdy do pracy też pozwoliły całkiem sporo kilometrów "nabić" - udało się przekroczyć 13000 km. Jest ok.

DPD

Czwartek, 20 grudnia 2018 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

DPD

Środa, 19 grudnia 2018 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

PD

Wtorek, 18 grudnia 2018 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie
Z powrotem przez lidla w Dąbiu, Wyspę Pucką, Dziewoklicz.


DP

Piątek, 7 grudnia 2018 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

DPD

Wtorek, 4 grudnia 2018 · Komentarze(6)
Kategoria komunikacyjnie
Po pracy jadę na zakupy i udaje mi się (z kronikarskiego obowiązku: w "kerfurze") nabyć polecane usilnie przez Trollkinga dodatki do kanapek :) Potwierdzam - są pyszne.


DP-biblioteka-D

Poniedziałek, 3 grudnia 2018 · Komentarze(5)
Kategoria komunikacyjnie
Po pracy do biblioteki - na Barnima. Znam ją, bo gdy mieszkałem na Słowackiego to często wpadałem. Duży wybór i komfortowe warunki do podejmowania decyzji :) Wziąłem "Biednych ludzi z miasta Łodzi" o tamtejszym getcie. Wstrząsające bardzo, ale ciężko było się oderwać. Prawie (o ile pamiętam) 600 stron łyknięte raz-dwa.

W gołoledzi do Wełtynia

Sobota, 1 grudnia 2018 · Komentarze(9)
Kategoria wycieczka
MAPA

Dzisiejszy wyjazd nie był chyba najlepszym pomysłem. Raz, że obudziłem się z kiepskim samopoczuciem, a dwa, że od rana radio trąbiło, żeby wystrzegać się spacerów, bo na terenie całego zachpomu panuje gołoledź, pada marznący deszcz, a karetki nie mogą obrobić się z wożeniem wszystkich chętnych na gips do szpitala. Było, nie było - zjadłem śniadanie, wypiłem kawę, podumałem i stwierdziłem, że spróbuję dojechać do Marwic, gdzie można kupić dobry ser produkowany na terenie miejscowego gospodarstwa ekologicznego. O niebaczny! Jak szybko musiałem zweryfikować te plany! Do Radziszewa szło ok - DK31 posypana solą i miała mokrą nawierzchnię, ale po skręcie w DW119 na Gardno zaczęły się lodowe łaty. Gdy staję na pierwsze zdjęcie i zawracam przednie koło ucieka w bok. Szczęsliwie udało się to "ustać", a żadnego samochodu na horyzoncie nie było. Czym prędzej uciekam w las, a tam gorzej. To znaczy lepiej. Bo drogi cale pokryte lodem, widać, że wszystko co na nie spadło z nieba od razu zamarzło. Ale że jest na nich trochę "chropowatości' w postaci kamyków to dało się jakoś po tym jechać.

W Brynkach już wiem, że z Marwic dziś nici, ale decyduję, ze odświeżę sobie drogę do Wełtynia, którą podróżowałem dwa lata temu wracając z Pacholąt. Tu jest jeszcze gorzej, bo znikają opisywane wyżej "chropowatości". Spory kawałek prowadzę rower, a ten szaleje - tylne koło zaczyna mnie samo z siebie wyprzedzać na tym śliskim. Cyrk, jeżeli ktoś to widział z boku to miał ubaw, a jeżeli by stał bliżej to usłyszałby jakie wiązki rzucam.

Z Wełtynia DW120. Jadę bardzo asekuracyjnie w odróżnieniu od kierowców, którzy biorą chyba udział w jakimś wyścigu. Możliwe, że do dumnie stojącego w Gardnie Dino. Niestety, nie wpadłem na pomysł, by zabrać z sobą sztabę i nie robię tam zakupów. Będzie okazja kolejnym razem, mors ;) Po śliskim asfalcie dojeżdżam do Chlebowa, gdzie skręcam w prawo, ku Puszczy Bukowej i tu zaczyna się długa "gehenna". Drogi na polu są całkiem odkryte i jest nia nich czysty, żywy lód. Po skibach ciężko to objechać, bo ziemia nie jest zmarznięta na tyle, by koło się w nią nie zapadało. Trzeba iść, ale i to nie jest takie łatwe! :) Dużo lepiej robi się po wjeździe między drzewa, ale za to na koniec dostaję jeszcze długie pasmo bruku, co na bolący dość mocno łeb działa jak płachta na byka. Porządnie zmęczony, po blisko 3 godzinach jazdy (ledwie 35 km!) dojeżdżam do domu i od razu zasypiam na prawie 3 godziny.