Wyjechałem bez większego planu. Chciałem przejechać się do Niemiec. Ale najpierw, by uciułać trochę km na starcie, do centrum miasta ruszyłem przez Dąbie i DDRką wzdłuż Przestrzennej. Gdy dobijałem w okolice Łasztowni zauważyłem pod Trasą Zamkową stojącego rowerzystę w koszulce BBT. Zaciekawiony obejrzałem się, a to dawno niewidziany ;))) czerkaw we własnej osobie. Mało tego! Właśnie dzwoniący do mnie z zapytaniem o wspólną przejażdżkę! :) Tak więc dalej pojechaliśmy już razem. Najpierw postój na lody u Dutkiewicza, a potem już leniwe snucie się przed siebie - do Niemiec wjeżdżamy przez Lubieszyn, ale docieramy tam okrężną drogą przez Stobno i Dołuje. Dalej do Bismark i bocznymi, spokojnymi, równymi jak stół asfaltami wieziemy się aż do Lebehn, gdzie pokazuję kompanowi podjazd po idealnie spasowanych płytach pod Ladenthin. Dalej ostro w dół, a potem w górę aż pod Nadrensee. Kolejne km dobieramy jadąc nie prosto do Rosow, a odbijając do Tantow, skąd już prościutko przez Międzyodrze wpadamy do Gryfina. Tam, zgodnie z tradycją shake, a potem jeszcze tłucząc się po bocznej drodze przez Żabnicę i Dębce docieramy do DK31 w Daleszewie. Trochę czerkaw tam cierpiał, bo jechał na szosówce. Ale za to malownicze widoki na rzekę zaliczone. Kończymy u mnie honorowym piwkiem, po którym Paweł odjeżdża na pociąg do domu. Fajna przejażdżka.
Kolejne spotkanie z jeloną i czerkawem. I kolejne kulinarne. Tym razem wpadliśmy do Bro Burgers na Rayskiego, czyli miejsca, do którego przenieśli się chłopaki z foodtrucka stojącego (pod tym samym szyldem) na Bramie Portowej. Robili zacne burgery i nic się nie zmieniło. Poza tym, że jest teraz dużo więcej miejsca i można zjeść pod dachem. Czekałem na swojego "mandżura" prawie 40 minut, ale warto było.
Gości odprowadzam do Zdunowa na pociąg, a stamtąd już sam, przez Starą Drogę Bieszczadzką w Bukowej kieruję się do chałupy.