Po auto do miasta. A przy okazji chciałem zobaczyć stojący przy Nabrzeżu Bułgarskim rurociągowiec Apache II. Niestety, prawie nic z wiaduktu nie było widać. Szkoda, bo statek mocno nietypowy, rzadko taki oryginał zawija do portu.
Udało się wykroić chwilę na rower przy niedzieli. Jazda do Gryfina, dalej Chwarstnica szlakiem zwiniętych torów. Powrót polami przez Wełtyń, Gardno i na koniec w dół przez Chlebowo do Radziszewa domknąć pętlę.
Znów z Adamem - dobry kompan, bo nie marudzi (a jeżeli już to jest to marudzenie w jakiś tam sposób uzasadnione :P), ma podobne podejście do jazdy rowerem, a przy tym jeszcze dobrze się rozmawia. Dziś "sponsorem" naszego wyjazdu był stety-niestety wolny piątek. Tym razem dojazd samochodami pod niemiecką granicę w Lubieszynie. I stamtąd na spokojne, równe, asfaltowe dróżki u sąsiadów. Widoki pierwsza klasa, ale takie już październikowe. Aha, jeszcze owoce z przydrożnej gruszy w Schmagerow - dawno tak dobrych nie jadłem, też pierwsza klasa.
Na fali tego, że udało mi się tak wymodelować grafik w pracy, że miałem wolną końcówkę tygodnia postanowiłem zrobić sobie ultra wycieczkę, do której pasował by powyższy epitet. Padło na Kołobrzeg, ale nie najkrótszą drogą, tylko z zaliczeniem co fajniejszych ostępów leśnych i polnych. W tym celu usiadłem dzień wcześniej do stravy i wytyczyłem sobie trasę z podstawowym założeniem - jak najmniej asfaltu i - w miarę możliwości - raczej odludziami. Muszę nieskromnie powiedzieć, że udało się to bardzo dobrze (do tego stopnia, że miałem potem problemy z zaopatrzeniem, bo nigdzie nie było otwartego sklepu - dopiero w Sławoborzu rzuciłem się na picie). Przy okazji odkryłem parę fajnych dróg, które wpisuję na listę do ponownego przejechania. Szczególnie w rejonie Ińskiego PK. Równe, szybkie szutry, trochę bruków, trochę piachu, ale ze zdecydowaną przewagą tych pierwszych - spektakularnych wtop nie zaliczyłem. Do tego stare, poniemieckie, zarastające cmentarze, mocno nadgryzione zębem czasu rudery w wioskach zapomnianych przez wszystkich. Jeszcze zwierzęta. W samym IPK trafiam na przebiegające mi drogę stado jeleni, na wyciągnięcie ręki! :)
Wyjechałem dość wcześnie (około 5.45, jeszcze na starcie miałem Bukową po ciemku), a to dlatego, że chciałem zdążyć na ostatni bezpośredni z Kołobrzegu o 17.15. To się udało, nawet z pewnym zapasem czasu, ale i trasę w końcowej części skróciłem o około 15 km (a przy okazji wybierając bardzo wygodny asfalt drogi wojewódzkiej), omijając tym samym między innymi Podwilcze, gdzie jest, a przynajmniej osiem lat temu była imponująca ruina pałacu rodu Podewils. Innym razem, trudno.
Postoje. Najdłuższy, a na pewno najważniejszy z perspektywy pokonywania wymagających km po "górkach" ińskich był postój w Chociwlu, gdzie pod sklepem urządziłem sobie najlepsze w takich sytuacjach śniadanie - świeża drożdżówka i jogurt do picia. Klasyka. Zeszło z 20 minut.
Trochę bez celu, ale gdy dotarłem w okolice Załomia to postanowiłem podjechać do S6/S3 starym wjazdem do Dąbia. Kiedyś była to główna arteria wlotowa i wylotowa z tej dzielnicy, ale zmieniło się to kilka lat temu po oddaniu węzła o nazwie Dąbie. Przyroda szybko odbiera co jej, pobocza drogi są całkiem zarośnięte, miejscami wykoślawione przez korzenie. W sumie to nie dziwne, prowadzi przez sam środek Puszczy Goleniowskiej.
A ja w końcu dostałem się pod płot odgradzający ten stary wyjazd od "eski". I tam niespodzianka, bo okazuje się, że przy okazji odnowiono stary witacz-kotwicę. Kojarzę go z bardzo starych filmów o przebudowie "szóstki" między Szczecinem a Goleniowem, publikowanych jakiś czas temu na fb przez GDDKiA. Stanął tam pewnie w latach sześćdziesiątych, może siedemdziesiątych. Z czasem zarósł i prawie w ogóle nie było go widać, choć nie ukrywam, że czasem oko mi "uciekało" w jego stronę, gdy obok przejeżdżałem. Teraz jest fajnie wyeksponowany - mała rzecz, a cieszy ;)
Nawrotka w przysiółku Bahnhof Geesow, oddalonego o około 2 km od wsi o tej samej nazwie, jedzie się idealnie równą płytówką.
W tamtą stronę trochę nadłożyłem km przez Bukową, Brynki, dalej polnymi drogami aż do Czepina i wjazd do Gryfina normalnie, po DK31. Wracam już ścieżką wzdłuż Odry, tak długo jak się dało. Pogoda spoko, nie wiało zbyt mocno, idealne warunki.