Podczerwone, Ząb, Głodówka, Kuźnice
Poniedziałek, 8 czerwca 2020
· Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
Dobrze, że miałem z sobą rower w górach, bo na dzień kiepskiej pogody w Tatrach, po wcześniejszych zdobyczach "górskich" taka odskocznia była jak znalazł.
Pojechałem znaną mi z MPP trasą, choć nieco ją zmodyfikowałem. Najpierw wspiąłem się przez Kościelisko do Kir, a potem, długim, łagodnym zjazdem dotarłem DW aż do Podczerwonego. Tamże odbicie na DDRkę w śladzie dawnej linii kolejowej, ale jadę tylko kawałek, do skrzyżowania z szosą Czarny Dunajec - Ratułów. To już fragment znany z MPP. Fajnie przejechać się za dnia, bo w 2018 we wrześniu kończyliśmy ten maraton z czerkawem już w ciemnościach. Niestety, tatrzańska panorama nie wyglądała zbyt impoująco, bo wszystko zasłaniały ciężkie, deszczowe chmury. Podhale na szczęście nie było w aż tak złym położeniu, momentami świeciło nawet słońce.
Całkiem nieźle poszedł mi podjazd pod Ząb, wręcz zorientowałem się dopiero po chwili, że to JUŻ on. Jakoś z tym bagażem km w nogach, w świetle latarni wyglądał bardziej... epicko :) Na samym starcie nawet wyprzedzam jakiegoś szoszona :) Potem szalony zjazd - przekraczam barierę 70 km/h. Ale już ze śmiercią w oczach, potem jadę "asekuracyjniej" ;) Od Poronina solidny podjazd - najpierw pod Bukowinę, a potem aż pod Głodówkę, gdzie na tarasie wypijam kawę i zjadam jakiś deser.
Ostatnie km to już zjazd od Wierchporońca do Cyrhli i przez Jaszczurówkę docieram do ronda pod Kuźnicami (wcześniej rzuca mi się drogowskaz do sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik - to jeszcze chyba lepsze od tej koszalińskiej, Trzykroć Przedziwnej).
Do Kuźnic wspinam się przyzwoitą, asfaltową DDRką, to nowość. Pod górę w deszczu, w dół też w strugach i trochę niebezpiecznie, bo momentalnie na budziku wyskakuje 50+, a tu sporo spacerowiczów niezbyt ogarniętych. Zjeżdżam na dół, aż za dworzec PKP, a potem wspinam się jeszcze fajnym asfaltem ulicy Kasprusie i jej przedłużeniem, czyli Strążyskiej, robię zdjęcie z owcami i wracam na kwaterkę. To nie koniec, bo wieczorem jeszcze piesza wycieczka. Aktywny, pożegnalny dzień :)














