Po pracy, żeby trochę się poruszać. Trasa znana i sprawdzona, tym razem przejechana w obie strony szutrem między Łubnicą i Dębcami, a dalej do i z Gryfina przez Żabnicę.
W Mescherin fotografuję zakręt, na którym kilkanaście dni temu mało się nie wyrżnąłem. Jechałem z góry i postanowiłem brawurowo opóźnić użycie hamulca, trochę jak mors. Mogło skończyć się marnie. Już w miejscu zrobienia zdjęcia ma się za sobą dość stromy zjazd. Natomiast w miejscu, w którym stoję zorientowałem się przy niewielkim ruchu kierownicy, że będzie bardzo ciężko wyjść z tego cało (innymi słowy - bezpiecznie pokonać zakręt, który widać dalej). W obliczu spektakularnej gleby postanowiłem wytracić prędkość przy użyciu ściany budynku widocznego na łuku. Udało się - bez strat w sprzęcie, a i chałupa nie ucierpiała.
Jedna z moich ulubionych, okolicznych tras, czyli nad Odrę do Mescherin. Tym razem dla odmiany pojechałem DK31 aż za Daleszewo, gdzie skręciłem na Dębce (niejako w opozycji do wariantu, który katuję ostatnio do znudzenia, mianowicie wzdłuż wału od Łubnicy aż do Dębców, dzięki temu omija się kawałek DK31). Potem też omijałem DK31 przez kiepskiej jakości nawierzchnie w miejscowości Żabnica i pseudo-dzielnicy Gryfina - Mniszki.
Do samego Mescherin nieszczęsną DDRką przez Międzyodrze. Stan nawierzchni jest coraz gorszy, polbruk się zapada i co kilkanaście metrów tylne koło dostaje wycisk.
Na zakupy po składniki do przygotowania chaczapuri. To jest jednak bardzo ekonomiczne danie ;) Zrobiłem w sobotę ciasto i przygotowałem farsz serowy i ostatni placek będę jadł jutro - tyle, że się od pewnego czasu odżywiam bardziej "odpowiedzialnie". Mniejsze porcje, więcej umiaru - chwalę sobie efekty :D
Najpierw do portu, do mojej ex-pracy, gdzie miła pogawędka na tematy wszelakie. Potem do miasta - oczywiście do Reczyńskich po chleb.
W obie strony jechałem przez Wyspę Pucką i, co za tym idzie, nieprzyjemną ul. Floriana Krygiera. Na wyspie w stronę "do" jechałem po wale i to tak długo jak się da, po trawiastych wertepach także. A powrót po płytach. Niestetyż zauważyłem, że zniknął kultowy, wyspiarsko-pucki krzywy sklepik, gdzie od samego robienia zakupów można było dostać zawrotów głowy, a co dopiero pracując tam na co dzień. Dla pani ekspedientki to raczej zmiana na plus, minus dla atrakcyjności Wyspy.