Dzisiaj otwarcie filharmonii, konkretnie jej nowej siedziby w Szczecinie. Obiekt ma niezwykle kontrowersyjną architekturę, wielu osobom się nie podoba, inni są zachwyceni. Na początku zaliczałem się do pierwszej grupy, jednak z czasem przekonałem się i zasiliłem szeregi tej drugiej ;) Budynek szczególnie atrakcyjnie wygląda wieczorem, gdy elewacja jest podświetlona, a właściwie sama z siebie się podświetla. Zainteresowani znajdą szczegóły na googlach, ja dorzucam jedno zdjęcie (szczegółu) od siebie, zrobione dziś, gdy "służbowo" przebywałem w okolicy.
Rano szybko, tak szybko jak tylko można do pracy ;) Dojazd uwieńczony wizytą w sklepiku portowym.
Powrót: najpierw koleżance z pracy pokazać drogę przez Dąbie, Kijewo, ulicą Świętochowskiego w kierunku os. Nad Rudzianką i dalej Zdrojów. Całkiem fajne uczucie, gdy pokazuje się miasto jego rodowitym mieszkańcom. To nie pierwszy przypadek. Choć i tak szczyt szczytów był, gdy pod Hrubieszowem (będąc tam pierwszy raz w życiu) wskazywałem drogę tubylcom ;)
Potem, bo przecież niecałe 20 km w tempie ślimaczym, w porywach do żółwiego to przy idealnej pogodzie za mało, postanawiam podjechać do Lubczyny na plażę nad Jeziorem Dąbie. Jak postanowiłem, tak uczyniłem-droga "tam" przez Czarną Łąkę, powrót przez Rurzycę (nie mylić z RÓŻYCĄ, chorobą zakaźną trzody chlewnej).