m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 78.00km
  • Czas 04:01
  • VAVG 19.42km/h
  • VMAX 38.50km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Trzebiatowa do Białogardu

Środa, 11 sierpnia 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

TRZEBIATÓW-Bielikowo-Dargosław-Gorawino-Siemyśl-Trzynik-Gościno-Karlino-Białogard-PKP-WEJHEROWO


  • DST 226.29km
  • Czas 10:14
  • VAVG 22.11km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocą do Trzebiatowa

Niedziela, 8 sierpnia 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

WEJHEROWO(21.28)-Lębork(22.54)-Słupsk(1.33)-Sławno(3.00)-Koszalin(5.10)-Ustronie(6.54)-Kołobrzeg(7.23)-TRZEBIATÓW(9.15)

RELACJA Z "PRECLA":

Jest niedziela, 8 sierpnia 2004. Długo planowany wypad rowerowy
zamierzam wcielić dziś w życie. Po przygotowaniu roweru (sakwy, dwa white-ledy
z przodu i dwa czerwone migajace no-name z tylu) zamierzam ruszyc w odwiedziny
do rodziny w zachodnipomorskim Trzebiatowie. Nie byloby w tym nic
nadzwyczajnego, gdyby nie to, ze mieszkam w oddalonym o 226 km Wejherowie (a
raczej Bolszewie kolo Wejherowa), zamierzam dotrzec tam w jeden dzien, a
dokladniej noc. Bo na rower wsiadlem o 21.28.
Szybko kieruje sie na krajowa szostke, do ktorej nie mam daleko. Od
teraz, az do Koszalina dzielnie bede musial przemierzac jej pobocza.
Poczatkowo nie jest jeszcze zupelnie ciemno. Jedzie sie dobrze. Ruch panuje
wyraznie mniejszy, niz w dzien. Sa juz momenty, ze przez dluzszy czas jade
niewyprzedzany przez zaden samochod. Okolo 3 kilometry od domu czeka mnie
podjazd pod tzw. Goscicinska Gore. Bedzie to chyba zarazem ostatni tak "ostry"
podjazd na tej dlugiej trasie.
Dzieki temu, ze jestem calkowicie "swiezy" nie nastrecza on mi
zadnych klopotow. No, trzeba tez dodac, ze nie jest to jakis wymagajacy szczyt
(to po prostu wzgorze morenowe). Po zdobyciu wzniesienia, przy slupku
kilometrowym 287 zeruje licznik etapow, aby sprawdzic dokladnosc wskazan mojej
sigmy. Robi sie coraz ciemniej. Swiatla z przodu lekko oslepiaja, zwlaszcza,
ze kierowcy nie zawsze rezygnuja z drogowych, gdy widza zblizajacy sie z
naprzeciwka rower. Dla rownowagi musze napisac, ze nieskracanie swiatel przez
nadjezdzajacych z tylu, znacznie poprawia widocznosc tego, co przede mna.
W mojej glowie kotluja sie mysli. Czy dam rade, czy jestem chory
psychicznie, decydujac sie na cos takiego, czy bede bezpieczny, czy nie lepiej
zawrocic i polozyc sie do wlasnego lozka? Na szcescie nie ulegam tym
slabosciom mojej natury. Dodatkowo przekonuje mnie to, ze po okolo 8 km od
domu dokonuje zjazdu w gleboka pradoline rzeki Łeby. Pobocze jest ok. Nie ma
zadnych dziur. Ruch niewielki. Jest juz zupelnie ciemno. O 22.03 mijam
Strzebielino. Tu niestety konczy sie pobocze i tak bedzie juz az do Lęborka.
Za wsia wjezdzam w odcinek lesny. Obawiam sie dzikich zwierzat przebiegajacych
przez szose. Na szczescie nie wpada na mnie zadna sarenka, ani inny borsuk ;).
Wczoraj przed zasnieciem przechodzily mnie ciarki na mysl samotnej jazdy przez
las po ciemku. Dzis bez obaw zatrzymuje sie na trawce przy drodze,
przepuszczajac zblizajace sie kolumne samochodow z jakims TIR-em na czele. Za
chwile droga znow pusta. Wiatr w plecy, wiec jedzie sie lekko. Nie widze
licznika, ale dominuje przelozenie 3-6, wiec nie jest zle. 22.14-wjezdzam do
Bozegopola, ktore rownie szybko opuszczam. Przecinam przejazd kolejowy linii
Gdansk-Szczecin. Zdaje sobie sprawe, ze tory znajda sie po mojej lewej stronie
dopiero za Slupskiem... Czy dojade? Nie mam pojecia.
Teraz dalsza meczarnia droga bez pobocza. Raz po raz zjedzam do rowu
puszczajac trabiace ciezarowki. Odczytuje tez SMSa od kumpla z Darlowa, ktory
pisze, ze jestem pieprzniety, ale jakby co to moge dotrzec do Darlowa i u
niego odpoczac. Kolejno mijam Wielistowo (tu do dlaszej jazdy zagrzewa mnie
dwoch facetow, ktorzy z okna krzycza: "Dawaj, dawaj"-przyjaznie macham im
reka, oni sie smieja), Godetowo i o 22.54 zatrzymuje sie na obwodnicy Leborka,
w poblizu fabryki frytek. Tu dokonuje pierwszego napojenia oraz spozycia
banana. Dalej sciezka rowerowa dojezdzam do ronda, za ktorym wracam znow na
droge. Tu z naprzeciwka zbliza sie gosciu w stroju rowerowym na jakims goralu.
Macham mu, ale nie patrzy w moja strone. O 23.10 mijam ostatnie skrzyzowanie
szostki w Leborku i wyjezdzam w ciemnosci odcnika do Slupska. Drogowskaz
zachecajaco pokazuje: "Slupsk 50". No coz, trza jechac.
Teraz jest bardzo ciemno. Ruch maly, wiec razno grzeje przed siebie.
Pobocze w stanie bardzo dobrym. O 23.29 mijam wies Pogorzelice. Za nia ostry
zakret w lewo i wjezdzam po raz drugi w odcinek lesny. Jest lekko pod gorke,
czego nie widac z racji ciemnosci i mgly, ale czuc w oporach roweru... Po
kilkunastu minutach mijam ten paskudny fragment trasy i wyjezdzam na pola,
ciagnace sie po horyzont, a jasno oswietlone polowicznym ksiezycem. Niebo
wspaniale rozgwiezdzone. Znowu jest rowno lub nawet lekko z gorki. O godzinie
0.18 przkeraczam Łupawę, a kawałek dalej, przy skrzyżowaniu z drogą na
Kartuzy, na przeciwko stacji benzynowej zatrzymuje sie na picie, banana, smsa
do dziewczecia i bulke z nutella. Trace w ten sposob jakies 10 minut.
1.32. Mijam slupski ratusz, a o 1.45 opusczam uspione miasto. Ruch
praktycznie zerowy. Smigam teraz w kierunku Sycewic. Tu tuz za przejazdem
kolejowym znowu picie i jedzienie. Po "doladowaniu akumulatorow" jedzie sie
wyraznie lepiej. Wiatr z tylu sie wzmaga. Ostro grzeje i o 2.45 wjezdzam juz
do Slawna. Ludzi na ulicach-0. Grzejac przez miasto o malo co nie wpadam na
zwloki kota. W ostatniej chwili je mijam, cieszac sie swym refleksem ;).
Jeszcze przed chwila niepokoily mnie lekkie zawroty glowy. Teraz nie ma juz po
nich sladu.
Za Slawnem droga wiedzie lekko pod gore. Nie widac tego, ale czuc, co
doluje w kontekscie przed chwila osiaganych, wysokich predkosci... O 3.32
mijam gminne Malechowo. Za ta wsia jest ostro w dol. Rozpedzam sie wiec,
osiagajac tu najwyzsza predkosc podczas calej wyprawy... mizerne 43 km/h.
Przed Sianowem robi sie jasno. Zatrzymuje sie wiec na sniadanko. Staje w
poblizu oryginalnego znaku drogowego. Jedna polowa znajduje sie po lewej
stronie szosy. Jest to tablica z namalowana polowa czerownego kola, w w
srodku, w bialym polu znajduje sie cyfra 7, po prawej zas druga polowa kola i
cyfra 0. Fajno to wezdrzy, jak mawiaja Kaszubi. Po jedzonku siadam na rower i
juz z gory wjedzdzam do Sianowa (godz. 4.40), o malo nie rozbijajac sie na
slupku betonowym, ktory stoi na poboczu.
Za miastem rozpoczyna sie podjazd pod Gore Chelmska (tu tez sprawdzam
stan licznika-slupek 147 km, wskazanie 138,82, czyli zgubilo sie 180 metrow,
to chyba niezle?). Nie jest jednak tak zle, jak myslalem. Szybko wjezdzam na
szczyt wzniesienia, a potem w nagrode z gory do Koszalina (godz. 5.08).
Kolejny postoj na smsa i ubior bluzy, bo zrobilo sie zimno. O 5.32 przejezdzam
pod wiaduktem kolejowym i ruszam na Kolobrzeg. Poczatkowo sciezka rowerowa, a
od Mscic juz asfaltem. Na sciezce rowerowej wyprzedzam rowerzyste. To pierwsze
wyprzedzanie na trasie ;). Sloneczko juz przyjemnie grzeje. O 6.54 mijam
stacje kolejowa w Ustroniu Morskim, a o 7.23 wjezdzam do Kolobrzegu.
Przejezdzam sie sciezka rowerowa biegnaca wzdluz morza. Okolo 7.50 stawiam sie
na dworcu PKP, gdzie konsumuje reszte bananow (2), pozstale bulki i wypijam
jeszcze wody. Dzwonie tez do cioci, informujac ja, ze opuszczam Kolobrzeg i za
poltorej godziny bede w Trzebiatowie.
Jedzie sie lekko. Mam swiadomosc tych ostatnich kilometrow, ktore
zaczynam pieczolowicie odliczac. Pojawia sie silny bol w lydce, a takze nizej,
w okolicach stawu skokowego. O 9.10 wjezdzam do Trzebiatowa ze swiadomoscia,
ze dalej bym chyba nie dal rady dojechac... Psychika? Pewnie tak... Pod
blokiem jestem o 9.20.
Na sniadanko dostaje przepyszna jajecznice, a potem klade sie spac,
co robie do godziny 19.

Podsumowujac:
km: 226,29 km
vśr: 21,87 km/h
czas jazdy: 10h14`
czas drzwi-drzwi: 11h50`
vmax: 43 km/h
Kategoria >200 km, wycieczka


  • DST 32.84km
  • Czas 01:40
  • VAVG 19.70km/h
  • VMAX 31.30km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wejherowo

Czwartek, 5 sierpnia 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0



  • DST 34.56km
  • Czas 01:44
  • VAVG 19.94km/h
  • VMAX 35.30km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wejherowo

Środa, 4 sierpnia 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0



  • DST 33.78km
  • Czas 01:50
  • VAVG 18.43km/h
  • VMAX 54.10km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po powiecie wejherowskim

Wtorek, 3 sierpnia 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

WEJHEROWO-Stadion-Pętkowice-WEJHEROWO


  • DST 71.49km
  • Czas 04:27
  • VAVG 16.07km/h
  • VMAX 43.30km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrót ze Strzepcza

Sobota, 31 lipca 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

STRZEPCZ-Kam. Góra-Lubygość-Głodnica-Linia-Nawcz-Paraszyno-Barłomino-Milwino-Sychowo-Pętkowice-Biała-WH

W towarzystwie.


  • DST 58.32km
  • Czas 03:42
  • VAVG 15.76km/h
  • VMAX 46.00km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Strzepcz

Sobota, 31 lipca 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

WEJHEROWO-Biała-Pętkowice-Gowino-Robakowo-Luzino-Barłomino-Wyszecino-Tępcz-poligon-Tłuczewo-Linia-Głodnica-STRZEPCZ

W towarzystwie.


  • DST 78.89km
  • Czas 04:23
  • VAVG 18.00km/h
  • VMAX 46.60km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do sklepu rowerowego

Piątek, 30 lipca 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

WEJHEROWO-Rumia-Żuchliński-Rumia-Zbychowo-Bieszkowice-Przetoczyno-Częstkowo-Robakowo-WEJHEROWO


  • DST 46.18km
  • Czas 02:41
  • VAVG 17.21km/h
  • VMAX 29.60km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po powiecie wejherowskim

Czwartek, 29 lipca 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

WEJHEROWO-Biała-Pętkowice-Gościcino-WEJHEROWO


  • DST 150.38km
  • Czas 07:45
  • VAVG 19.40km/h
  • VMAX 47.10km/h
  • Sprzęt Author Horizon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sierakowice

Sobota, 24 lipca 2004 • dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0

RELACJA WYSŁANA NA "PRECLA":

Dzisiaj postanowilem wstac skoro swit i ruszyc na jakis maly wypadzik. Budzik
nastawilem na 4:45 rano i o 5:20 juz razno pedalowalem z Wejherowa droga nr 6
do Luzina. Bylo mgliscie, ale co jakis czas tu i owdzie przebijalo sie
niebieskie niebo. Dawalo to wiec szanse na lepsza pogode, chociaz w tych
porannych mgielkach jechalo sie bardzo OK.
Fajne wrazenia daje przejazd o tak wczesnej porze. Drogi puste, ruchu prawie
nie ma. Bywalo,ze na odcinku 5 km nikt mnie nie wyprzedzal (mowie o lokalnych
szosach). Mijalem Luzino, potem Barlomino, Poblocie, Strzepcz. Tu skrecilem w
lewo, na Mirachowo. Wkrotce moim oczom ukazala sie dolina rzeki Leby. Piekny
widok, szczegolnego uroku dodawaly mu nieustepujace mgly. Powietrze rzeskie, w
uszach gra Pink Floyd, jedzie sie swietnie, mimo, ze az do Mirachowa droga
wiedzie lekko pod gore. W tej miejscowosci skrecam w prawo, w kierunku wsi
Mojusz. Tutaj droga juz bardziej zdecydowanie pnie sie do gory. Wkrotce mgla
sie zageszcza do tego stopnia, ze mam wrazenie,ze podrozuje w "chmurach".
Ciagle podjezdzanie sprawia wrazenie pobytu w gorach. Lekka mzawka nie psuje
mi nastroju. Wszakze dopiero 7.30, a ja juz ponad 40 km od domu - tego jeszcze
nie przerabialem!
W Mojuszu skrecam w prawo, na droge Kartuzy-Slupsk. Jade nia okolo 6 km, az
do Sierakowic. Miasteczko dopiero ozywa, na ulicach niewielu ludzi, ale sklepy
juz pootwierane. Opuszczam Sierakowice bez zatrzymania i kieruje sie na Lebork
(droga 214). Wysylam smsy do znajomych z pozdrowieniami z Sierakowic :-).
Wiekszosc pewnie jeszcze spi.
Droga 214 docieram do Lebuni, gdzie postanawiam skrecic w lewo do Cewic. To
miejscowosc odlegla o 4 km. Docieram tam i zaraz wracam w powrotna droge. Do
wyzej wzmiankowanej Lebuni jade ta sama trasa, potem przez pola w kierunku
Popowa na trasie Linia-Lebork. Przed Popowem jest urokliwa wioseczka Okalice.
Bardzo fajnie wyglada przejazd przez nia. Zjezdzamy ze sporego wzniesienia,
wpadamy w "widny" zakret 90', krotka prosta i kolejny zakret o 90', tym razem
w przeciwna strone. A wszystko to na zjezdzie, wiec daje fajny efekt.
W Lini zatrzymuje sie przy opuszczonym dworcu kolejowym na linii Lebork-
Kartuzy. To obraz nedzy i rozpaczy. Wszystkie szyby potluczone. Co dalo sie
ukrasc zostalo ukradzione. Rowerek opieram o szyne i na peronie (pozbawionym
juz plyt chodnikowych) zjadam swoje sniadanko. Jest 9.40. Postanawiam wracac
przez tzw. "lasy strzebielinskie". w tym celu kieruje swe kola do miejscowosci
Tluczewo. Tu podejmuje sie skretu w lewo na Nawcz, Rozlazino, Godetowo.
Dojezdzam po 6km do tej pierwszej miejscowosci. Tu po wywiadzie z
miejscowym "farmerem" dowiaduje sie o pewna droge do Paraszyna kolo
Strzebielina. Mowi mi, ze to okolo 7km. Zadowolony ruszam, docierajac do
rozwidlenia drog lesnych. i tu popelniam blad. W wyniku zbyt szybkiego,
rutynowego "lookniecia" na mape wybieram zla droge. Na szczescie okazuje sie
ona byc bardzo dlugim zjazdem, po utwardzonej szutrowce. Piekna trasa, ale
niestety miast w Paraszynie laduje w Bozympolu Wielkim, odleglym od tego
pierwszego o jakies 6 km. Podejmuje sie odnaleznia drogi do Paraszyna. Nie
chce mi sie jednak tluc z powrotem przez las na gore, obieram wiec odpowiedni
kierunek (wschod) i jakas waska droge, oznaczona drogowskazem 'Lesnictwo
Paraszynek'. Mijam lesniczowke, rozstaj drog, na ktorym postanawiam skierowac
sie bardziej na poludnie. Droga staje sie coraz wezsza, coraz bardziej
podmokla, w koncu docieram do podnoza stromego wzniesienia, gdzie widac, ze
droga uzywana byla przez samochody do zwozki drewna. Na szczescie spotykam
jakichs facetow, ktorzy kieruja mnie na wlasciwy szlak. Po 20 minutach
docieram do Paraszyna, skad tez przez las do odwiedzonego juz dzis przeze mnie
Barlomina. Jako, ze zbliza sie 13 wracam do domu, pozwalajac sobie na lekko
okrezna droge przez Gore Pomorska.
Potem jeszcze jazda do dziewczyny i z powrotem i koncze sobote w ten sposob:
km: 150,38 km
av: 19,57 km/h
max: 47,1 km/h
czas: 7h45`25``

Dodatkowo dzis maly "jubileuszyk". Podczas powrotu do domu przkraczam swoj
14000 km na mym rowerku.
Kategoria wycieczka