Kobylanka
Jedyna szansa na wykręcenie paru km w weekend wykorzystana. Miałem plan na nieco dłuższą wycieczkę, ale okazało się, że w tylnej lampce baterie są na wyczerpnianiu. Co było robić - pojechałem do Kobylanki i wróciłem, jadąc cały czas DDRką.
Miałem, jak nigdy ;), ochotę pobyć sam ze swoimi myślami i miałem nadzieję, że około 20 na DDRce nikogo nie będzie. Na prostej między Morzyczynem a Kobylanką widzę migające w oddali czerwone światełko. Doganiam i wyprzedzam faceta już w Kobylance. Zawracam na samym końcu miejscowości i wracam do Stargardu. Okazuje się, że "światełko" znów jedzie niespiesznie przede mną. Ponownie wyprzedzam gościa tuż za Kobylanką. W niego wstępują nowe siły i zaczyna jechać "na kole". Ja zły, bo chciałem jechać sam. Facet dodatkowo odpala jakieś turbo-światło, chyba do oślepiania samolotów znajdujących się na wysokościach przelotowych;) Oślepiają mnie odbitym światłem znaki drogowe;) Klnę pod nosem, jadę swoim tempem, w końcu pozbywam się "ogona" zjeżdżając na promenadę. Ale to nie koniec. Ponownie doganiam gościa jeszcze przed wiadukcikiem rowerowym nad S10 i sytuacja powtarza się. Jednak jakoś przed Lipnikiem orientuję się, że typ został gdzieś z tyłu i w samotności docieram do Stargardu. ;)
Takie buty. ;)









