Dziwnów
MAPA
Miałem plan jechać na TdN do Schwedt, bo byłem rok temu i bardzo mi się spodobało. Ale raz - obudziłem się za późno (co nie dziwi, bo do domu z Wrocławia dotarłem około 22.30), a dwa - że jednak wolałem nie jechać w tak wielkim tłumie jaki towarzyszy tej imprezie.
Rano, po śniadaniu w postaci parówek, które okazały się niezwykle pożywne ;) zjechałem do Zdrojów i przez Dąbie, Kliniska skierowałem się do Goleniowa. Dalszy los wyprawy nie był określony - myślałem o Kamieniu, a w bardziej śmiałych planach o morzu. Ponieważ jechało się wyjątkowo cudownie, bo wiatr był słaby, a temperatura idealna, do tego słonecznie, postanowiłem pójść na całość, tym bardziej, że jeszcze nie zrobiłem dwusetki w tym roku;)
Do Dziwnowa jadę przez odludne lasy pod Stepnicą, potem Wolin i drogą wzdłuż zachodniego brzegu Dziwnej. Tutaj niestety pojawia się patologiczna DDRka z polbruku, która czasy świetności ma ewidentnie za sobą...
W Międzywodziu obowiązkowo na plażę,
potem kolejna pseudoDDR do Dziwnowa, gdzie zjadam lody i kupuję
napoje na dalszą drogę.
Do Kamienia DDR dla odmiany rewelacyjna
– asfaltowa, gładka i widać, że cieszy się powodzeniem wśród
miejscowych rowerzystów.
Miasto mijam bez zatrzymywania, bywałem
tu wielokrotnie, także na rowerze;) Opuszczam je ruchliwą i
nieprzyjemną wylotówką na Szczecin i z ulgą zjeżdżam w
Rzewnowie na DW106 w kierunku Golczewa. Jednak, o losie!, to na tej
drodze spotykam dwóch „gazetowców”, którzy niemal ocierają
się o moje pedałujące nogi...
W samym Golczewie pomyliłem drogę –
w pewnym momencie zorientowałem się, że jestem na trasie, której
nie znam, a powinienem być na znajomej drodze w kierunku Moracza.
Szybko naprawiam swój błąd, później jednak powtarzam go właśnie
w Moraczu, gdzie jak oczadziały kieruję się na Czarnogłowy, mimo
że powinienem na Łoźnicę (czyli, jak mówi drogowskaz na
Babigoszcz). :)
Od Łoźnicy odliczam km do Goleniowa –
tutaj chwyta mnie głód, dopiero po 16! Przejchałem taki kawał na
tych trzech parówkach z Morlin i małym lodzie w Dziwnowie :)
Rolka w rozmiarach godnych
długodystansowego cyklisty skutecznie zaspokaja mój głód, mogę
więc nieco zmienić plany powrotne i drogę... wydłużyć. Z Sowna,
miast ku Wielgowu, jadę ku Reptowu ;) Potem Motaniec i znana z
dojazdów stagradzkich szutrówka na Jezierzyce. Końcówka bez
wynaturzeń ;)
Wspaniały dzień, wspaniała wyprawa,
nie żałuję decyzji ani o milimetr! :)
Wypiłem: 0,7 l wody w bidonie + 0,5 l
pepsi + 1,5 l wody + 0,5 l wody + 0,5 l coli. Wiadomo co jadłem;)
Zdjęcia:
1) Mała osada w Puszczy Goleniowskiej.


3) Że tak powiem, impresja plażowa;)

4) Międzywodzie, konkretniej – plaża tamże;)

5) Równie ohydna, co wcześniej, DDRka z Międzywodzia do Dziwnowa.

6) Między Kamieniem a Golczewem.

7) Tak wita przyjezdnych od strony Kamienia Golczewo;)










