Szczecin (komunikacyjnie) + reptowskie piekło

Wtorek, 17 czerwca 2014 · Komentarze(6)
Kategoria wycieczka
SZCZECIN(BUKOWE-Zdroje-port-Zdroje-Bukowe-Zdroje-Dąbie-Wielgowo)-Niedźwiedź-SZCZECIN(Jezierzyce-Śmierdnica-Płonia-Klęskowo-BUKOWE)

MAPA DOJAZD

MAPA POWRÓT

REPTOWSKIE PIEKŁO

Rano do pracy szybko i sprawnie, w drodze powrotnej pan w samochodzie ZS 778AC miał gorszy dzień i za żadną cenę nie był w stanie znieść, że ktoś na rowerze mógłby być szybszy od niego. Bywa. :D

Znalazłem czas na mały wypadzik jeszcze wieczorem. Postanowiłem pojechać do Reptowa przez Wielgowo, przy okazji zaliczając przejazd Nowoprzestrzenną i węzeł Tczewska.

Na drodze między Wielgowem a Sownem decyduję się odbić w stronę reptowskich torfowisk. Tu jeszcze byłem wesół, potem sytuacja nieco się zmieniła. W pewnym miejscu zmyliłem skręt. To znaczy czułem, że powinienem pojechać w lewo, a pojechałem prosto. Czymś co od dłuższego czasu nie przypomniało drogi. Dotarłem do torów kolejowych i czegoś na kształt rowu biegnącego wzdłuż nich (ale nie przy samym nasypie) - momentami rowem dało się jechać, momentami się nie dało i trzeba było przedzierać się przez chaszcze - a to pokrzywy, a to maliny. Gdy nie dało się jechać oznaczało to, że albo w rowie było błoto albo woda. Cała masa wody - przy prowadzeniu roweru sięgała niemal po osie. W końcu, przemieściwszy się w ciągu 10 minut o 200 metrów decyduję przejść przez tory kolejowe na drugą stronę z nadzieją złapania drogi Zdunowo-Niedźwiedź. Przechodzę, krzaków mniej, ale po chwili trafiam na głęboki i szeroki rów wypełniony wodą. Decyduję się na przejście po rachitycznej gałęzi, która oczywiście natychmiast się łamie, a ja wpadam do pół łydki do brudnej wody. Dalej znów pokrzywy, już nawet nie zwracam uwagi na ich oparzenia, potem cała masa malin - boję się o opony, więc biorę rower w górę, co i tak jest bez sensu:) Czas jest nieubłagany - coraz bliżej zmierzchu, a ja nie bardzo wiem jak się z opresji wykaraskać! Koniec końców trafiam na zarys ścieżki, którą zaczynam kierować się na wschód, ku Reptowu. Docieram pod ambonę myśliwską i dostrzegam na łące ślad kół samochodowych. Teraz już idzie z góry - wyjeżdżam na skraju Niedźwiedzia i dalej, przez Jezierzyce i Świętochowskiego dobijam do celu.

Pierwszy raz zdarzyło mi się, że przed odstawieniem roweru muszę zajechać na myjnię, gdzie pod ciśnieniem usuwam zwały błota z roweru.

Szkoda, że nie da się zmyć z nóg bąbli i zadrapań. :P

Ale przygoda fajna. Faaajna... :)








Komentarze (6)

Michał, mam tak samo jak wpakuję się w jakieś wertepy. Klnę, wściekam się, ale prę do przodu z nadzieją, że będzie lepiej. A przynajmniej, że gorzej już być nie może. :D

ula 17:49 poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zawrócenie skazywałoby mnie na drogę przez mękę, a parcie do przodu mimo wszystko dawało jakąś nadzieję na lepsze. :D

michuss 12:13 poniedziałek, 23 czerwca 2014

żadna siła nie zmusiłaby mnie zagłębić się w te chaszcze.....brrrrrrrrrr :)

iwonka 13:22 niedziela, 22 czerwca 2014

Noo przygoda ;-) W takiej sytuacji to ja bym chyba jednak zawróciła ;-)

Monica 19:29 czwartek, 19 czerwca 2014

Trzeba było zabrać kosiarkę ze sobą

strus 08:15 czwartek, 19 czerwca 2014

W tych brzózkach to w sezonie kozaki rosną, a dzięki Twoje relacji będę wiedział gdzie się na maliny wybrać :). Ja kiedyś do tego samego rowu wpadłem, tylko troszkę w innym miejscu jak grzybów szukałem, noga mi się omsknęła jak przeskakiwałem, brązowa woda niezapomniana :)

Jarro 08:48 środa, 18 czerwca 2014
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!