Wieruszów - Kluczbork
Sobota, 18 października 2014
· Komentarze(3)
Kategoria wycieczka
WIERUSZÓW-Klatka-Mieleszyn-Bolesławiec-Chróścin-Gola-Byczyna-Łowkowice-Kujakowice Dolne-KLUCZBORK
MAPA
MAPA
Już przy poprzednim, opisywanym tu spotkaniu z Agnieszką (eranis) zapadła decyzja o powtórce. No i wyszło na to, że ten weekend powinien być idealny.
Na południe, w długą podróż ruszyłem TLK Przemyślanin, który jak na złość, od tego dnia, od 17 października zmienił trasę i miast z Kępna kierować się na Śląsk via Kluczbork robi to przez Wieruszów i Wieluń. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i podjąłem decyzję, że o godzinie 0.57 dokonam desantu na stacji Wieruszów Miasto, a pozostałe czterdzieści parę km pokonam na rowerze.
Jak postanowiłem tak zrobiłem. Podróż minęła bardzo szybko - np. między Stargardem a Środą pisałem, a potem wysłałem maila-wot tjechnika! ;) Oprócz mnie jechała jeszcze trójka rowerzystów, w tym jeden, który wysiadał w Pleszewie. Tzn. chciał wysiąść, bo przespał stację, a ja obudziłem go dopiero, gdy pociąg ruszył i za oknem przesunęła się tablica z nazwą stacji.
W Wieruszowie Miasto wysiadam planowo, czyli tuż przed pierwszą w nocy. Od razu po wyjściu zabieram się do wyciągania telefonu, bo z eranis umówiłem się, że dam Jej znak przed ruszeniem - prawdę mówiąc przypuszczałem, że to po to, bo będzie chciała wyjechać mi naprzeciw ;) Okazało się, że zrobiła mi duuużo większą niespodziankę, bo stała w ukryciu na peronie i przywitała mnie hasłem "dzień dobry". Kochana eranis! :) Tym niemniej przyznam, że w odwrotnej sytuacji postąpiłbym dokładnie tak samo :) Jakby tego było mało - Agnieszka naszykowała prowiant w postaci przepysznych racuchów z rodzynkami, którymi delektowaliśmy się we wiacie przystankowej w podwieruszowskiej Klatce. Ja ze swej strony uzupełniłem wieczerzę (bo chyba tak należy nazwać posiłek o 1 w nocy?) o schłodzoną sałatką owocową. A całość okraszona została przygotowaną przez Agę, przywiezioną w termosie, super mocną kawę. To dało nam niezłego kopa na pozostałą część trasy. Podsumowując: towarzystwo, rozmowa, jedzenie, picie - wszystko razem bezcenne.
Dalsza droga mija nam bardzo szybko. Nawet nie zauważam, gdy osiągamy rogatki opustoszałego (nic dziwnego, była prawie 4 nad ranem) Kluczborka, a chwilę później meldujemy się na miejscu. Bardzo się cieszę, że nie jechałem sam.











