DPPD + mini - kolizja
Rano trochę inaczej jak dzień wcześniej - mam teraz większą możliwość modyfikacji trasy. Pojechałem więc Trasą Zamkową miast przez Most Długi.
Po południu nieprzyjemna przygoda na Leszczynowej, na wysokości zjazdu do serwisu opon, myjni i warsztatu. Jadę, na szczęście dość ostrożnie, koślawym chodnikiem oznakowanym nieszczęśliwie jako ciąg pieszo rowerowy. W pewnym momencie mija mnie samochód jadący w tym samym kierunku co ja, czyli w kierunku ronda, jakiś dostawczy peugeot z orange. Chwilę później dość mocno zwolnił i gdy byliśmy niemal na tej samej wysokości ostro skręcił w prawo, w bramę, prosto mi pod koła. Dałem ostro po hamulcach, ale i tak władowałem się weń z impetem (mimo małej prędkości, może 20 km/h). Jedyne co ucierpiało to lewa ręka, która wcisnęła się między lusterko o karoserię tego samochodu. Rower cały, ja też - jedno szczęście, że nie byłem wpięty w pedały, bo pewnie lecąc na bok złamał bym tą rękę...
Kierowca bardzo uprzejmy: że przeprasza, że się zagapił, że szaro, że też dużo jeździ na rowerze, że mu głupio, itd. "Tu nie ma wprawdzie ścieżki rowerowej" - mówi, a ja prostuję: NIESTETY jest, bo pewnie gdybym jechał po jezdni to do niczego by nie doszło. Rozstaliśmy się w zgodzie. Grunt, że nic poważnego się nie stało. Jak tak teraz myślę to było moje pierwsze bliskie spotkanie z samochodem w całej mojej "karierze", czyli +/- 100000 km...
Powrót do domu w chłodnej mgle. Omijam Jasne Błonia ulicą Wyspiańskiego i Słowackiego, bo nie chciało mi się brudzić kół piachem tuż przed wniesieniem roweru do domu :P









