W drodze powrotnej awaria. Jeszcze w porcie przy zmianie biegów zrywa mi się linka tylnej przerzutki. To było do przewidzenia, od dłuższego czasu biegi ciężko wchodziły i spodziewałem się usterki. Jadę więc przez sklep rowerowy na Wyszyńskiego, gdzie kupuję dwie linki (bo przednia też zaraz się urwie), do domu i przystępuję do naprawy.
Nie znoszę majstrowania przy rowerze, bo przeważnie mam przy okazji dodatkowe "przygody". Tak było i tym razem. Okazało się, że coś blokuje "światło" śruby regulacyjnej, tej przy samej przerzutce - linka nie chce przejść ani w jedną, ani w drugą stronę. Zresztą już przy wyciąganiu starej, zerwanej linki ledwo ją tamtędy wyjąłem. W środku tkwi coś metalowego, ale za cholerę nie potrafię zgadnąć co to jest. Efekt jest taki, że linki nie da się przez nią przeciągnąć i muszę jutro kupić takie ustrojstwo. Także rano jadę single speedem ;)
Komentarze (4)
Moim marzeniem jest złożyć rower od zera. I dupa. Wiedzy i umiejętności brak, nie wspominając o czasie i kasie. Czy A. na pocieszenie M. zaserwowała może jakąś słodycz? ;)
A ja lubię majstrować przy rowerze. :) Lubię wiedzieć o stanie każdej śruby, łożyska, klocków, linek, uszczelek i innych pierdół dlatego raz w roku całkowicie rozkręcam, czyszczę i składam rower. Nawet wtedy jak nie trzeba nic wymieniać. :)
Pewnie resztki linki albo pancerza zostały w tej śrubie. Na Twoim miejscu wymieniłbym przynajmniej pancerz przy przerzutce. Często on jest przyczyną ciężkiej zmiany przełożeń.