Wyjeżdżamy wcześnie rano (jak na sobotę) - około 8. Pogoda jest przepiękna, poza tym, że jest dość zimno. Przez całą prawie wycieczkę termometr wskazywał -2 `C.
Nawierzchnia zróżnicowana - od gładkich asfaltów na niemieckich DDRkach, przez bruk pod Lubieszynem (niczego sobie) po niestrawny bruk na przejściu pod Bobolinem.
Kulinarnie dwa mocne punkty - coś a`la śniadanie w McD w Lubieszynie (kawa i ciastka). Potem miał być kebab z prawdziwą baraniną (w Only kebab robią czasami takie promocje), ale okazało się, że przybyliśmy na godzinę przed otwarciem lokalu. Co było robić? Pojechaliśmy na zwykłą rolkę z "wołowiną" ;)
Fartownie zdążyliśmy tuż przed ulewo-śnieżycą.
Komentarze (9)
Kulinaria najważniejsze są przecież - rowerowo nic nowego nas nie spotka :-) Z prawdziwej baraniny powiadasz, no skusiłbym się. Ten bruk Lubieszyn-Dobra bardzo lubię, solidna , dwudziestowieczna ,niemiecka robota, na szczęście bez udoskonaleń polskiej myśli brukarskiej. Ten bruczek w Schwennenz jest pewnie znacznie starszy i kładziony zapewne z dostępnego na polach surowca, w odróżnieniu od tamtego z Dobrej.
Ciarki mnie przeszły patrząc na zdjęcia. Bruk i ścieżki rowerowe - najgorsze przekleństwa ostatnich dwustu lat :) choć przyznać trzeba, że ta niemiecka jakaś taka... niepolska :)