DPD + Kołowo

Środa, 17 lutego 2016 · Komentarze(8)
Kategoria wycieczka
SZCZECIN(NIEBUSZEWO-Centrum-port-Zdroje-Klęskowo)-Kołowo-Sosnówko-SZCZECIN(Śmierdnica-Płonia-Sławociesze-Zdunowo-Wielgowo-Dąbie-Centrum-NIEBUSZEWO)

MAPA

Do pracy pojechałem standardową, lekko wydłużoną trasą. Ponieważ cały dzień była piękna pogoda, a wiedziałem, że po południu będę miał trochę wolnego czasu szykowałem się na okrężny powrót do domu. Wprawdzie koleżanka w pracy powiedziała mi, że szykuje się śnieżyca, ale widząc wiosenną aurę jedynie uśmiechnąłem się pod nosem.

Byłem w błędzie. Już na Walecznych w Zdrojach z nieba zaczęło lecieć coś białego, ale w niewielkich, ledwo, ledwo zauważalnych ilościach. Gdy wjechałem do Puszczy Bukowej sypało tego coraz więcej, co w połączeniu z jazdą pod wiatr zapewniało mało przyjemne doznania. Szczególnie, że miałem dłuższą przerwę od roweru ostatnio. Puls - jak oszalały, cały czas w okolicach 160-170.

Na górze zauważalnie zimniej - temperatura poniżej 0 i całkiem biało.

Drogę Bieszczadzką pokonałem jeszcze w szarówce, ale sypało tak, że nawigowałem trzymając się białej wstęgi przed sobą. Gdy zjechałem do miasta, do Śmierdnicy liczyłem na to, że śniegu nie będzie. I rzeczywiście, ulica Przyszłości była posypana solą i mokra. Co innego na dojeździe do Sławocieszy - ulica Przylesie biała, w dodatku pokryta całkiem grubą warstewką puchu. Tczewska to znów walka z błotem pośniegowym i kierowcami napierającymi na światłach drogowych.

DDRka przy Przestrzennej to już męczarnia i czołganie się do domu. Miałem wrażenie, że ktoś podpiął sanki do roweru tak ciężko się jechało. A to po prostu śnieg wciskający się między koło a błotniki, co okazało się po dotarciu do domu.

Od Placu Żołnierza w gęstym śniegu. Zrobiło się naprawdę miło, zimowo i lutowo. Nic prawie nie widziałem przez zalepione okulary, ale jakoś szczęśliwie dojechałem do domu, gdzie czekała na mnie tortilla nadziewana mielonym mięsem z czerwoną fasolą, mozzarellą, pomidorami i kakao. Coś wspaniałego! A. pobrała przepis (podobnie jak w przypadku ostatniej wołowiny w sosie piernikowym z grzybami i ciemnym piwem) z bloga kulinarnego, o którym dowiedziałem się niedawno. Blog nie byle jaki, bo prowadzony przez moją osobistą kuzynkę, a więc pozwalam sobie na reklamę: http://gingerbreath.blox.pl/html :P

Komentarze (8)

;)
Jakby była starsza, to bym jej podlinkował moje wpisy z dzikim żarciem. ;)) ;p

mors 23:17 wtorek, 1 marca 2016

Przekażę, z pewnością będzie jej niezwykle miło. ;)

michuss 22:15 wtorek, 1 marca 2016

Fajna, ale za młoda. ;p ;)

mors 22:06 wtorek, 1 marca 2016

Nie, nie. Ul. Żupańskiego.

Bloga polecam. Na odchudzanie jak znalazł :P

michuss 17:22 czwartek, 18 lutego 2016

Wnerwiłeś mnie opisem tej przepysznej tortilli. U mnie post, walka z nadwagą i słabością charakteru a tu taki strzał w wyobraźnię...

Z ciekawością zajrzę na bloga , żeby wystawiać się na pokuszenie :-)

A propos - ta piekarnia, którą chwalisz, to ta z ulicy Długosza ?

leszczyk 13:46 czwartek, 18 lutego 2016

Marek, tutaj jest tak samo. Chlapa na chodnikach, dzisiaj rano w pełni doceniłem posiadanie błotników.

Jurek, masz rację. Gdy podchodziłem pod drzwi naszego mieszkania i czułem apetyczny zapach na klatce schodowej ściskałem kciuki, by pochodził od nas. No i pochodził :D

michuss 10:38 czwartek, 18 lutego 2016

To nas omijają takie pogodowe atrakcje. Śniegu nie widzieliśmy już z miesiąc. Miło po trudach podróży usiąść do tak wykwintnego posiłku, przygotowanego przez bliską osobę. Tak trzymać! :)

yurek55 10:35 czwartek, 18 lutego 2016
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!