Pyrzyce przez Banie

Niedziela, 11 września 2016 · Komentarze(17)
Kategoria wycieczka
MAPA

Nie mam jakiejś szczególnej weny na pisanie ;) Dzisiaj postanowiłem pojechać na lodowego "szejka" do Gryfina, a potem się zobaczy. Gdy dotarłem do ulubionej, gryfińskiej lodziarni okazało się, że mają nowy smak, w dodatku w promocyjnej cenie - 5,9 zł za kubeczek o smaku arbuzowym. Skusiłem się, a do kompletu wziąłem jeszcze sprawdzoną truskawkę. Tak posilony zmobilizowałem się do wydłużenia wycieczki - zamiast prosto na Stare Czarnowo pojechałem na Pyrzyce przez Banie. Chyba nigdy nie jechałem w tę stronę (właśnie sprawdziłem we wszystko wiedzącym excelu - nigdy). Od Gryfina do Bań zdecydowanie więcej pod górę, za to później więcej w dół, chociaż też nie tak do końca, bo np. zaraz za Baniami dostaję podjazd na najwyżej położony punkt wyjazdu (ponad 80 m). Jednak potem jedzie się przednio.

W Pyrzycach zwalczam swój "szejkowy" nałóg, mimo, że widzę ludzi, którzy idą z tym nektarem bogów. Przez chwilę chciałem nawet zatrzymać dwie dziewczyny i spytać gdzie to kupiły, ale rozsądek mnie powstrzymał ;)

Potem wlatuję na "starą trójkę", która świetnie nadaje się do szybkich przelotów, głównie za sprawą szerokiego pobocza i dużo mniejszego niż kiedyś ruchu. Dzisiaj jednak okazała się dla mnie pechowa. W połowie drogi między Żabowem a Czarnowem łapię kapcia. Kawałek, około 200 m, maszeruję z buta, żeby dojść do cienia. Rozkładam się na poboczu z całym, że tak to określę, majdanem i rozpoczynam wymianę. Z lokalizacją przyczyny nie miałem problemu - duży kawałek szkła widoczny po pobieżnym przejrzeniu opony błyszczał wrednie ;) Potem nowa dętka, pompowanie małą pompeczką do sensownego ciśnienia (a więc ponad sto machnięć) i można zakładać. Gdy już to zrobiłem kręcę kołem, by sprawdzić czy wszystko ok. Niestety, nie ok. Koło ma spore bicie góra - dół, źle spasowała się opona. Spuszczam powietrze, poprawiam ją i pompuję ponownie. Nic, bez efektu. Trudno, myślę, pojadę i zobaczę jak jest. Heh. Po kilkuset metrach zjeżdżam na przystanek i zaczynam wszystko od nowa, ze szczególną uwagą ponownie zakładając oponę na obręcz. Mimo dołożenia wszelkich starań problem, choć znacznie mniejszy, dalej jest :/ Ponownie ruszam, ale dochodzę do wniosku, że po kilku kilometrach takiej jazdy dostanę epilepsji, o ewentualnych uszkodzeniach koła nie wspominając. A więc zatrzymuję się trzeci raz, z tym, że zakładam inną dętkę zapasową. Teraz poszło zdecydowanie lepiej. Niewielkie bicie było, ale zaraz przed założeniem jeszcze poprawiłem "na chama" oponę i wszystko wróciło do normy ;)

W Czarnowie staję na małe zakupy, a potem jadę już do domu z niewielką zawijką przez Wielgowo, żeby uniknąć ruchu na "dziesiątce" między Płonią a Kijewem. Korzystam z pasa prawego na Moście Pionierów, bo nie chcę ryzykować kolejnej gumy, która przy stanie chodnika tamże jest niemal pewna.

Pod sam koniec lekko odzywa się prawy achilles - ten, z którym żadnych problemów na i po BBT nie było. Drugi, ten "wadliwy" zniósł wyjazd bez najmniejszych zastrzeżeń ;)

Krótko mówiąc - pierwsza setka po BBT zrobiona :)

Co najlepsze - władowałem nieporęczne lustro do podsiodłówki, ale nie znalazłem motywacji do zrobienia choćby jednego foto ;)

Komentarze (17)

To by się zgadzało, bo chyba tyłu jeszcze w ogóle nie ściągałem. Przedmucham to przy najbliższej okazji, dzięki za wskazówkę :)

michuss 06:17 środa, 14 września 2016

Swoją pompką dobiję i do 11 bar. Chociaż takie problem z oponą miałem na trasie tylko jeden raz. Nie mam przy niej manometru, dlatego pompowałem "na oko", aż opona dobrze się ułożyła.
Dokładne wartości ciśnień wziąłem z użytkowania pompki stacjonarnej. Najczęściej takie problem miałem przy nowych oponach. Po kilku pompowaniach, ściaganiach itp problem znika.

4gotten 05:07 środa, 14 września 2016

Takie cyrki to rzadkość, zresztą jak widzisz jest cały szereg rozwiązań tej niekomfortowej sytuacji :P

Kuba, albo smoła, koniecznie gorąca :P

Daniel, dzięki za wskazówkę, spróbuję przy najbliższej okazji, z tym, że to możliwe do zrobienia dopiero w domu, bo przecież taką małą, ręczną pompką nie dobijesz chyba do 9 barów?

Wojtek - coś Ci się pomieszało. Na szejka jest tylko 30 km, ale potem trzeba z niego wrócić. To już inna para kaloszy ;)

michuss 23:06 wtorek, 13 września 2016

128 km na szejka ?? Michał pogięło Cię ?? :D

Trendix 21:32 wtorek, 13 września 2016

Kiedy nie chce mi się ułożyć opona to ją zawsze "przepompowuję". Zazwyczaj jeżdżę przy ciśnieniu 6,5 barów, a w przypadku problemów z oponą "dobijam" ją do ok. 9 barów. Jak już opona się ułoży obniżam ciśnienie do właściwego.

4gotten 19:50 wtorek, 13 września 2016

To ja już chyba wolę mieć średnią 18 ale za to nigdy nie mieć takich cyrków... ;]

mors 20:39 poniedziałek, 12 września 2016

Piotrek, Mirek - dzięki :)

Jurek - w całym zestawie pomysłów, które miałem zabrakło tego Twojego patentu. Muszę spróbować, chociaż wyglądało to tak, że na krótkim kawałku opona siedziała zbyt głęboko, a cała reszta była ok, więc nie wiem czy pomoże? ;)

michuss 19:43 poniedziałek, 12 września 2016

Na bicie opony mam taki patent.
Kiedy już założę dętkę i oponę ... dopompowuję trochę (żeby opona się wypełniła). Przetaczam ją ugniatając i dociskając do podłoża. Powinno się wszystko ułożyć. Dopompowuję jeszcze trochę i to samo. Potem powietrze do oporu .Powinno być dobrze ! :-)

Jurek57 17:04 poniedziałek, 12 września 2016

Jak zawsze nienaganna forma, szczególnie po tak morderczym BBT (a szejka również spróbuje)

srk23 14:24 poniedziałek, 12 września 2016

Przeczytane z zazdrością, gratuluję solidnego wypadu.

leszczyk 07:45 poniedziałek, 12 września 2016

Trollking, mam małe doświadczenie z szosówkami póki co, ale taka sytuacja wcześniej mi się nie zdarzyła, mimo, że już kilka razy zmieniałem oponkę ;) Pozdrów pyrzyczankę, o ile masz jeszcze z ową damą kontakt ;)

Jarro - ciężko się nie zgodzić ;) Nawet podczas jazdy myślałem sobie, że te nawierzchnie są stworzone pod "szosę".

michuss 06:54 poniedziałek, 12 września 2016

Jedna z fajniejszych tras na rower szosowy po naszej stronie granicy. Ja na starej trójce też kiedyś miałem pecha - dętka i zapas przebite.Bez "wozu technicznego" się nie obyło :). Muszę też zaliczyć szejka jak będę w Gryfinie.

Jarro 06:43 poniedziałek, 12 września 2016

Problemy z założeniem gumy w szosie - "uwielbiam" :)

A Pyrzyce dobrze mi się kojarzą, to miasto murów znam z wizytacji dawno temu u koleżanki :)

Trollking 21:56 niedziela, 11 września 2016

Jak jedziesz od Mescherin to na skrzyżowaniu z główną ulicą w lewo i za około 200-300 metrów po lewej stronie, kawałek za kościołem. Można wejść do środka, ale można kupić i z okienka. Za lody nie ręczę, ale te desery do picia są niezłe :)

michuss 21:51 niedziela, 11 września 2016

a gdzie w Gyfinie ? :P

tunislawa 21:40 niedziela, 11 września 2016
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!