Od czasu do czasu odbieram Igusię ze szkoły. Zdarzało się już, że dojeżdżałem do Łobza z tej okazji na rowerze. Dzisiaj też taki był plan, ale po pierwsze wczoraj "profilaktycznie" naładowałem sobie baterię do przedniej lampki, po drugie wiało z takiego kierunku, że szkoda było nie zdyskontować tego "na powrocie", po trzecie uznałem, że fajnie było by mieć świadomość, że prawie 50 zł zostało w kieszeni, bo nie pojechałem pociągiem.
Jak postanowiłem tak zrobiłem, przede wszystkim nastawiłem się psychicznie, że w Łobzie to dopiero pół, a nie całość. Po dojeździe na miejsce wiedziałem, że czuję się ok, nic nie boli, pogoda taka, że aż chce się jechać, więc po miło spędzonym dniu na placach zabaw, w lodziarni i jeszcze w wielu innych, ciekawych miejscach Łobza wsiadłem na rower ponownie i potoczyłem się, trochę inną drogą, bo nie przez Dobrą, a przez Stargard, do Szczecina. Jechało się wyśmienicie. No, może poza tym, że już w samym Szczecinie zaczął mnie z lekka kłuć Achilles, ale nie ten newralgiczny ;) Przejdzie. Musi przejść ;)
Zdjęcia:
1) Poranek na drodze Wielgowo - Sowno. Zawsze mnie frapuje kilometr bruku w samym środku lasu, jednocześnie w samym środku tej około ośmiokilometrowej drogi.
2) Centrum wsi Mokre. Niedawno były tu dożynki - wprawne oko dostrzeże elementy dekoracji :P
3) Między Mokrem a Krzemienną. Droga wysadzana jest jabłonkami, które pamiętają jeszcze poprzednich gospodarzy tych ziem. Utwardzony jest końcowy odcinek, w pobliżu Anielina. Zaraz za Mokrem jest kawałek bruku, a potem szuter i piach.
4) Rok albo i dwa lata temu poprzez bazę kolej.one.pl ktoś zadał mi pytanie czy znany jest mi stan toru łączącego Dobrą Nowogardzką z Mieszewem. To zlikwidowana w latach 90 wąskotorówka, którą można było dojechać do Reska, Gryfic, a po przesiadkach nawet i nad morze. Pytający trafił na jakiś mój wpis na niniejszym blogu z 2011 albo 2012 roku, w którym pisałem, że tor leży i powątpiewał, że taki stan utrzymuje się w momencie zadania pytania. Cóż. Okazuje się, że przynajmniej zaraz za Dobrą tor nadal kompletny - ciekawe jak to możliwe, że jeszcze niezainteresowali nim złodzieje? ;)
5) Okolice Ińska i okolice Łobza (poniżej) - idealnie pasują do określenia "zachodniopomorski interior" ;)
6) Cel na wyciągnięcie ręki.
7) Koszulka się wietrzy, żeby można ją było bez obaw zwinąć i schować po "przebierce" w cywilne ciuchy ;) Wiało tak, że po 5 minutach była sucha.
8) Żartom nie było końca ;)
9) Gimnastyka.
10) Ku zachodzącemu słońcu - w Cieszynie włączyłem oświetlenie, za Chociwlem zapadł zupełny zmrok.
11) Esencja nocnej jazdy - dobrze przyzwyczajać się do takiego widoku ;) Tutaj na DK20, tuż przed miejscowością Dzwonowo.
Komentarze (14)
40 centymetrowe włazy w EN57?! No nie mogę! Może jeszcze napisz, że mają ażurowe reflektorki? :P Zresztą co Ty możesz o nich wiedzieć - jak się jakiś spalinowozik zlituje i przyciągnie to może w mateczniku obaczysz :P ;)))
Z powiatowemi dyskusyjne? Ja nawet się nad wojewódzkiemi zastanawiałem ;)
Tak, sto razy bardziej wolę EN i to dźwiganie, bo przynajmniej potem mam kupę miejsca na ustawienie roweru, a nie tę rzezienkę, najczęściej z siedzącemi pasażery, w impulsie :P
Impuls wątpliwy??? ;p Wolisz dźwigać rower gdzieś na dach w EN? ;ppp
Ja ostatnio podliczyłem wszystkie swoje bilety PKP z ostatnich 4 lat i dostałem zawału (trochę ponad 1 wypłata). ;p Z powiatowemi to już dyskusyjne - chyba że w bezpiecznej odległości. ;p
mors, PKP już tyle ode mnie dostało, że bez wyrzutów zrezygnowałem tym razem z (wątpliwej) przyjemności przewożenia roweru impulsem :P Aha, jestem za obsadzaniem gminnych i powiatowych dróg drzewkami owocowemi!
W pierwszej chwili się "przeraziłem", że to będzie 200 w jedną, cały dzień zabawy na mieście i 200 w drugą. ;] Drzewa owocowe - czy to nie absurdalne, że tak proste I TANIE pomysły nie mogą się przebić? Oczywiście nie przy DK i wyższych, ale przynajmniej wszystkie gminne mogłyby być tak obsadzone.
PS. jako miłośnik kolei powinieneś się raczej cieszyć, gdyby te 50 zł zostało w kieszeni PKP. :D ;p
Kiedy towarzyszyłem ekipie DOOKOŁA POLSKI . Jechaliśmy z Międzyzdrojów do Jasienia drogami które biegły jak najbliżej naszej granicy. Były to w przeważającej swej masie drogi brukowe i polne. Rosły tam dziki ? jabłonie, grusze, mirabelki , śliwy , itp. Takie ekologiczne !!! bez ingerencji człowieka. Małe , nie wyrośnięte z robakami ale przepyszne i słodkie. Takiego smaku dzisiaj nie uraczysz ! :-) Nawet teraz jak się nadarzy okazja objadam się nimi jak je spotkam na drodze o tej porze !
To chyba jeszcze w PRlu byli dróżnicy (czy torowi), którzy sprawdzali stan torowiska, odpowiadali za swój odcinek - chyba nawet te domki przy liniach kolejowych były przez nich zamieszkiwane?
A z owocowymi drogami przy drodze - pomysł jest świetny. Do moich ulubionych należy droga Hohenreinkenorf - Gartz, gdzie rosną przepyszne czereśnie ;)
To obsadzanie kiedyś drzewami owocowymi dróg miało swój sens. Ludzie przemieszczali się wolno (pieszo , furmankami itp.) i przy okazji strudzeni mogli się pokrzepić ! Tylko wtedy o takie drogi ktoś dbał. Dzisiaj przy drogach , drzew się wręcz unika A jeśli się sadzi to tylko liściaste. Wiem co mówię ! Mój dziadek był kolejarzem. I opowiadał mi że przed wojną byli tacy kolejarze którzy dbali o tory.Co dzień chodzili wzdłuż torów i je lustrowali , sprzątali itp. Podobnie było z drogami. Z mojego dzieciństwa pamiętam że istniała instytucja RAKARZA. Który był odpowiedzialny za zbieranie martwych zwierząt z dróg . Dzisiaj rozjechany zwierzak leży na drodze tak długo aż zostanie wprasowany w asfalt . Komu to k...a przeszkadzało ?