Do Igi przez IPK

Piątek, 14 października 2016 · Komentarze(7)
Kategoria wycieczka
MAPA

Na piątek zaplanowałem odbiór córeczki ze szkoły w Łobzie. Tym razem kończyła o 12, więc stwierdziłem, że przypomnę sobie stare kąty Ińskiego Parku Krajobrazowego. Stare, no bo ostatni raz jeździliśmy tu ze shrinkiem. Niedługo będą trzy lata od tej eskpady. Do miesca startu mojej wycieczki, podchociwelskiego Lisowa, dojechałem pociągiem osobowym. Wybrałem to rozwiązanie jako alternatywę dla dojazdu do samego Łobza na dwóch kołach. Zyskałem dzięki temu kilkadziesiąt minut snu więcej, straciłem 22,6 złotych. Ale warto było.

Zaraz po wyjściu z pociągu, o 8.35, dopada mnie straszny ziąb. Termometr pokazuje 3 stopnie, a w cieniu zalega jeszcze na trawie szron. Na szczęście ubrałem się przyzwoicie, na tyle, że kilka kilometrów dalej ściągałem z siebie jedną warstwę (zostałem w zimowej bluzie, a pod spodem koszulka z krótkim rękawkiem; wymagało to zresztą krótkiej chwili w samej koszulce ;P). Było to o tyle oczywiste, że ślad wytyczyłem sobie w sporej części bocznymi, zapomnianymi gruntówkami - uroki wytyczania trasy przez OSM.

Przykrą niespodzianką były wyczerpane baterie w lustrzance. Jak na złość! Spakowałem tego grzmota i teraz tacham go na darmo! Nauczka na przyszłość, choć głowę bym dał sobie uciąć, że jeszcze niedawno baterie były pełne.

Z Linówka zadziwiająco szybko docieram do Starzyc leżących na drodze łączącej Chociwel z Dobrzanami i dalej Suchaniem. Zwykła powiatowa droga, nie żadna wojewódzka. Na marginesie, Dobrzany są ponoć jedynym miastem w Zachodniopomorskiem, przez które nie przebiega droga o randze wojewódzkiej lub wyższej. Ciekawostka :P No nic, szosą jadę kawałek, by zaraz za Długiem, w niezwykle jesiennych okolicznościach, odbić na Linówko. Dwa zakręty, długa prosta, cały czas lekko pod górę i w końcu łapię przejazd w zapomnianej już przez wszystkich linii wąskotorowej z Dobrzan do Ińska. Tuż za nim wieś Linówko, w której skręcam w lewo, w drogę prowadzącą do Powalic i dalej, do szosy Chociwel - Ińsko. Było to jedno z największych odryć tego wyjazdu, malowniczo wijąca się wąska wstęga asfaltu, w dodatku całkiem nieźle utrzymanego. Chwilę później jestem w Ściennem, a raczej na jego wschodnich opłotkach, z których myk-myk wbijam się w nieprzebrane, wspaniałe lasy Ińskiego Parku Krajobrazowego. To tutaj, nieopodal, przed zmianą granic województw w 1997 roku znajdowało się najwyższe wzniesienie województwa szczecińskiego - góra Głowacz. I w istocie, tereny robią się bardzo pagórkowate, szutrowe podjazdy dają w kość, takież zjazdy dostarczają masę emocji. Mijam miejsca, które kojarzę z wyjazdu ze shrikiem, między innymi bagnisko przed Sarnikierzem. We wsi tym razem nie odbijam na zapomniany cmentarz przedwojenny, tylko kieruję się na północ. Garmin, zgodnie z tym, co sobie wczoraj wytyczyłem, każe mi odbić w zarastającą drogę w prawo. Na szczęście nie po kilku kilometrach, tylko po kilkusetmetrach pojawia się ogrodzenie i napis "teren prywatny, wstęp zbroniony". Wracam się do szosy Winniki-Sarnikierz-Węgorzyno i jadę nią jeszcze niezbyt długi kawałek, by odbić w stronę "zagubionego" śladu w las. Kilka chwil później "łapię" go i w zgodzie z nim kieruję się ku Storkowu. Okazało się, że wytyczyłem sobie szlak jakąś zapomnianą, zarastająco-błotnistą drogą. Ale do Storkowa w końcu dojechałem.

Potem przelot asfaltem obok kopalni żwiru w Granicy, pod Ginawą przekraczam DK20, kawałek dalej, w Wiewiecku linię kolejową Runowo Pomorskie - Szczecinek i dojeżdzam do Brzeźniaka, gdzie niemal na 10 km zjadę z asfaltu. Super to była jazda. Super, poza małymi fragmentami. Krótko przed Łobzem drogę ponownie zagrodził mi płot. Na szczęście poletko było niewielkie i dało się to ominąć bokiem, ale potem sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy... Na szczęście nie wpłynęło to zbytnio na "rozkład jazdy" i w Łobzie melduję się planowo, od Lisowa pokonując 56 km, z czego 23 w terenie.

Po bojach samego z sobą decyduję się na powrót na dwóch kołach zamiast pociągiem. Droga wiodła standardową trasą przez Dobrą, Bagna, Sowno. 20 km za Łobzem zapada zmrok. Dokładnie jak miesiąc temu, z tym, że wtedy startowałem godzinę później. W Szczecinie melduję się około 22, po 4,5 godzinach przyjemnej jazdy.

Popełniłem eksperyment jeżeli chodzi o żywienie. Rano najadłem się musli z mlekiem, potem zjadłem 3 pierniczki w Łobzie, a przed drogą powrotną i w trakcie 4 batony musli. Wszystko. Strasznie mało. Było to błędem, który odczułem jednak dopiero po powrocie. Dopadła mnie straszna słabość, dosłownie słaniałem się na nogach i jedyne co byłem wstanie zrobić to paść bez zbędnych ceregieli do łóżka. Niemniej jednak całość wyjazdu uważam za udaną, szczególnie okolice Ińska, które przydało by się jeszcze nawiedzić z aparatem tej jesieni. Wtedy najpiękniej.








Komentarze (7)

Mirek - koniecznie! Masz tak blisko! A tereny są wspaniałe :)))

strus - dzięki, ale widzę, że i Ty nie zasypujesz gruszek w popiele :)

Trollking - fakt faktem, że to całe "ultra" przestawia trochę psychikę ;P

michuss 20:33 niedziela, 23 października 2016

Pięknie na tych zdjęciach. Drugie od dołu tapetowe :)

Gratuluję solidnego dystansu. Ale w końcu co to dla Ciebie, człowieku po rowerowych przejściach w tym sezonie... :)

Trollking 21:56 niedziela, 16 października 2016

Spory dystans jak na tą porę roku - GRATULUIJĘ

strus 11:39 niedziela, 16 października 2016

Ciekawa opowieść o tamtych terenach, na których nie byłem ponad 30 lat...mam zamiar to nadrobić w przyszłym roku.

srk23 10:13 niedziela, 16 października 2016

Do Canona jest dedykowana bateria, mam tylko jedną...

michuss 09:48 niedziela, 16 października 2016

Mimo coraz gorszej pogody całkiem fajna wycieczka.
Ja zawsze dwie baterie od lustra mam przy sobie ;-)

davidbaluch 09:16 niedziela, 16 października 2016

Sporo tego terenu :O
PS. zapomniałeś zapodać średniej. ;>

mors 23:06 sobota, 15 października 2016
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!