W tygodniu zaplanowałem, że w niedzielę, w jedyny wolny dzień, pojadę do Łobza zawieźć coś Idze. Jak postanowiłem tak zrobiłem: wczora z wieczora przygotowałem Hankę do jazdy, zamieniając opony tył na przód, przód na tył, a przy okazji załatałem dętkę, która została przebita podczas wyjazdu do Marwic tydzień temu.
Co do samej podróży do Łobza - nie ma co za wiele wymyślać. Przez chwilę miałem plan, by pojechać przez Nowogard, Płoty, ale szybko wybiłem go sobie z głowy za sprawą wąskiego, pozbawionego pobocza fragmentu z Nowogardu do Płot. Poza tym podobno dość zaawansowane są tam prace przy przygotowaniach do budowy S6, więc byłoby to dodatkowe utrudnienie. Nie zastananawiąjąc się dłużej skierowałem się sprawdzonym wariantem przez Stargard. Jednak przed Chociwlem, gdy jeszcze nie miałem sprecyzowanych dalszych planów pomyślałem, że warto byłoby trochę zwiększyć kilometraż, szczególnie, że pogoda dzisiaj idealna na rower. Skręciłem więc na Kamienny Most i przez Ińsko, a więc nieco na około dobiłem do Węgorzyna, skąd już rzut kamieniem do Łobza.
Po spotkaniu postanowiłem zdyskontować korzystny wiatr - wiało, przynajmniej w tamtym momencie z południowego zachodu i z zachodu. Ruszyłem na Świdwin po wyjątkowo dziurawym odcinku drogi wojewódzkiej. To był na szczęście ewenement w całym dzisiejszym dniu. Wszystkie pozostałe drogi bez zarzutu. Zaraz za Byszewem siada mi na koło rowerzysta i jedziemy tak razem aż do pierwszego ronda w Świdwinie, gdzie żegnamy się (i były to drugie zamienione słowa, wcześniej zapytał czy może powieźć się za mną, na co odpowiedziałem twierdząco i zająłem się słuchaniem muzyki).
W Świdwinie pod dworcem zjadam proteinowego batona i kalkuluję ile mam czasu na dojazd do Kołobrzegu, 50 km. Godzina 14.20. Bezpośredni pociąg (ostatni tego dnia) był o 17.19. Potem, po 19, jest jeszcze osobówka z przesiadką w Białogardzie, ale raz, że to dłużej, a dwa, że pociąg jadący ze Słupska mógł być zawalony ludźmi. Wychodzi mi, że powinienem zmieścić się z dużym zapasem czasu. Wprawdzie w trakcie drogi na północ musiałem się już zmagać z wiatrem, który przyjął niekorzystny kierunek (z północnego zachodu), ale dojechałem z blisko godzinną rezerwą do odjazdu pociągu. Po drodze, w pobliżu skrzyżowania z DK6 staję na zabytkowej stacji. Zabytkowej, bo jeszcze z dystrybutorami starego typu, z napisami "przed rozpoczęciem odmierzania liczydło winno wskazywać zero" ;)
W Kołobrzegu zjadam na dworcu zapiekankę, wypijam colę i czekam na pociąg, którym okazały się być dwa knypkowate szynobusiki. Ludzi sporo, miejsca niewiele, chociaż mi udało się nawet wygospodarować siedzące koło roweru. W Płotach przesiedliśmy się do większego składu, a tam na wejście niespodzianka: nawalony kompletnie "patriota". Piszę tak, bo w bluzie z wielkim znaczkiem PW. Niestety stałem się niechcący sprawcą problemów - na wejście go zbudziłem, bo śpiąc zajmował dwa miejsca. Natychmiast wstał, więc zająłem miejsce obok, ale po chwili na to jego usiadła jakaś pani. A więc już na starcie: miał dwa miejsce i smacznie spał. Teraz nie ma żadnego i stoi otumianiony. Wszystko przeze mnie ;) Wziął swoją siatkę i wybiegł na peron. Zostawił ją na trawniku i za chwilę był z powrotem w pociągu. Patrzę i oczom nie wierzę! On pakuje mi się na kolana! Natychmiast zerwałem się na równe nogi, rozkładane siedzenie się złożyło, a typ jak betonowy kloc walnął o ścianę. Oczywiście cała scenka wzbudziła wesołość, nawet u głównego zainteresowanego do czasu, gdy nie wskazałem mu na jego worek na peronie, dokładnie w momencie ruszania pociągu. Chwilę później, podczas kontroli okazało się, że miał jechać tym pociągiem, z którego się przesiedliśmy, a który wracał do Kołobrzegu. Gdy wychodziłem w Szczecinie Głównym, na końcowej stacji "patriota" dalej spał i pewnie szykował się na kolejny kurs do Płot ;)
Komentarze (19)
Jurków Ci u nas dostatek :P
yurek55, transplantacji Ci nie załatwię, ale przypuszczam, że jak zaczniesz na BB śmigać coraz dalej i przyzwyczajać się do ultra-dystansów to pewnie sam w końcu się na BBT zdecydujesz. Najstarszy zawodnik w 2016 miał bodajże 77 lat, więc wiesz...
jurektc, Ty nie ściemniaj tylko szykuj się na przyszły rok! Ja też w 2014 łapałem się za głowę na samą myśl o tej trasie. Jeździsz daleko i szybko, więc to wyzwanie stworzone dla Ciebie :)
jotwu, sam nie wiem co przyjemniejsze, walnięcie takiej trasy czy czytanie tych komentarzy ;)
Jurek, już chciałem się odgryźć, że jeżeli Ty za rok pojedziesz BBT to ja za 4 lata jadę MRDP, ale... Ale dotarło do mnie, że gotów jesteś to zrobić, więc tego nie napiszę ;)))
Zdanie na temat naszych "łysiarzy wyklętych" mamy pewnie tożsame. To taka hispteriada, tak samo bezmyślna i nastawiona na modę. Tylko że ciut grubsza i nie włażąca w te "arcymęskie" rureczki :)
Symbole patriotyczną są mi drogie, ale faktycznie skala patologii z ich "udziałem" budzi niesmak. Widziałem sondę uliczną, w której dres pytany o datę wybuchu PW nie radził sobie, mimo tego, że miał to na bluzie.... Osobiście uważam, że noszenie "odzieży patriotycznej" (co za nazwa) zobowiązuje do szczególnie nienagannego zachowania. A wracając na rower - gratuluję formy, doskonały dystans w świetnym tempie.
A torba była wyprodukowana przez jednego z forumowiczów na podróżach. Tam na bank w którymś wątku o tych torbach są namiary. Jeżeli jesteś zainteresowany to poszukam i wyślę Ci je.
Czy gdyby nosił bluzę z napisem ZCh Police uznał bym to za godne zacytowania? Oczywiście, że nie. A to dlatego, że akurat ten tutaj kontekst (i kontrast) jest, przynajmniej dla mnie, wręcz osłupiający, obrzydliwy i wcale nie tak rzadko spotykany. Zresztą z tego co kojarzę dyrektor muzeum powstania (a przy okazji polityk z partii PiS) również wypowiadał się bardzo krytycznie o skomercjalizowaniu tego znaku, umieszczaniu go na koszulkach, bo często przekłada się to na takie sytuacje jak opisana.
Opowieść o pijaczku zaiste zajmująca. Ale mam pytanie: - czy gdyby ów jegomość nosił bluzę z wizerunkiem "Che" Guevary, albo, czy ja wiem, napisem Zakłady Chemiczne Police, to też byś w swej barwnej opowieści uznał ten fakt za godny podkreślenia? PS. Hanka jest tak urodziwa, że nawet ta torba z tyłu nie odejmuje jej wdzięku i uroku. Co to jest, ile ma litrów, gdzie można kupić?