Bolszewo na czerwonym

Wtorek, 13 czerwca 2017 · Komentarze(14)
MAPA

W ramach przeprowadzki do Bolszewa zostało przetransportowanie drugiego roweru i paru rzeczy przy okazji. Akurat miałem trochę wolnego do wykorzystania to... Wiadomo ;)

Z pracy wychodzę jak zwykle o 19 i już od początku psuje mi się humor. Po bezchmurnym niebie, które dominowało przez cały dzień od zachodu idą ciężkie, granatowe chmury gwarantujące solidną zlewę. Dojeżdżam do charbela, gdzie jest w mojej opinii najlepszy kebab na Prawobrzeżu i tam przeczekuję ulewę. Ruszam  w drogę o 19.50. Czuję się nienajlepiej, bez weny do jazdy. Od razu na starcie kaskada czerwonych świateł, potem jeszcze zamknięte szlabany na Wiosennej, a jeszcze póżniej smsy, które nie mogą poczekać. Także na wyjeździe  z miasta średnia brutto wynosi marne 14 km/h. Do Goleniowa oczywiście sporo nadrabiam, ale bez szału. W ostatnim czasie napęd zaczął już z lekka strzelać, więc trzeba mieć lekką nogę. To też przekłada się na dostępne przełożenia i tempo jazdy, które jest dość wycieczkowe.

Pierwszy postój tuż za Goleniowem. Biorę łyka coli i wymieniam baterie w etrexie. Mijam się tu, jak potem okazało się na stravce, z trenującą szoszonką :) Od Goleniowa aż do Olchowa bezproblemowa jazda DK6. Ruch nawet nie był jakoś szczególnie uciążliwy. Potem mam kilka wymuszonych pauz, ponieważ dostaję kilka ważnych smsów, w tym taki który ma kluczowe znaczenie dla mojej przeprowadzki :) Zeszło na to kilkanaście długich minut, a przy okazji jeszcze trzeba było ściągać szelki od spodenek ;)

Droga od Kulic do Reska strawna, tyle, że sporo jest tam pod górę. W samym Resku melduję się równo o północy i potem już aż do Karlina nie zatrzymuję się w ogóle. Tuż przed planowanym postojem, na orlenie w podkarlińskich Krzywopłotach lekko zaczyna siąpić deszcz (teraz wyczytałem, że chwilę przed moim przyjazdem przetoczyła się tam potężna nawałnica). Ta stacja paliw jest świetnie zaopatrzona "kulinarnie". Biorę więc zapiekankę, herbatę, wodę do bidonu i jakiś jogurt do picia. Na to wszystko schodzi mi dwadzieścia kilka minut. Gdy zbieram się do wyjścia okazuje się, że leje... Chwilę czekam, deszcz odpuszcza. Zakładam na siebie przeciwdeszczową kurtkę i ruszam. Owa kurtka kilka kilometrów dalej ląduje z powrotem w sakwie i tam zostanie już do końca. Jeszcze grubo przed Koszalinem robi się jasno. Niestety, nie jest to piękny, słoneczny świt tylko paskudna szarówa, która raz po raz zlewa mnie deszczem - od mżawki, po solidną zlewę (jedną z nich przeczekuję na przystanku przed samym Sianowem).

I tak dalej toczę się aż do Słupska, gdzie na wjeździe od strony Bolesławic jest niesławny orlen, na którym niemal nic nie ma. Była za to czekolada na gorąco, na którą miałem wielką ochotę. Postawiła mnie na nogi. W międzyczasie przewalają się tłumy budowlańców z kilku busów - jadą do roboty. Każdy kupuje czteropak piwa i dodatkowo flaszkę. Coś strasznego, o 7 rano! :/

Za Słupskiem pogoda robi się przyjemna. Jeszcze w Redzikowie ściągam nogawki i drugą koszulkę, w której jechałem od Karlina. Wiatr wieje naprawdę mocno i sporo pomaga w tej części. Dość powiedzieć, że mimo dwa razy wcześniej "leciałem" tędy Hanką to właśnie dziś wykręciłem swoje PRy :) Przez cały czas zastanawiam się jak jechać dalej z Lęborka, bo na zatłoczoną "szóstkę", na tym odcinku bez pobocza nie miałem chęci. Odświeżam sobie więc szutrówkę, którą da się dojechać praktycznie aż do Kębłowa. Z tym, że ja trochę upraszczam sobie sprawę i na chwilę wjeżdźam na DK6 w Strzebielinie. Jednak już w Charwatyni z niej zjeżdżam i od Kębłowskiej Tamy wspinam się do Kębłowa stromym podjazdem. Kończę jeszcze omijając Górę Gościcińską bokiem. Też ze względu na olbrzymi ruch.

Cała eskpada bardzo udana, mimo braku motywacji i ślamazarnego początku. Trochę żałuję, bo mogłem powalczyć o niezły czas brutto, ale po postoju na orlenie w Lęborku plus zboczeniu w "teren" plus naoliwieniu przeskakującego już łańcucha nie było już o co walczyć. Choć może nie? Było o co - o byle pojeździk, z szukaniem odpowiedniego przełożenia, żeby jeszcze nie skakało. No nic, napęd zajechany na amen, ale udało się dojechać :)  W domu byłem dopiero po godzinie 13.

1. Goleniów, 21.20


2. Nowogard - Resko, 23.20


3. Koszalin, 4.22


4. Sianów, 4.44


5. Karnieszewice, 5.04


6. Malechowo, 5.53


7. Lębork, 10.26


8. Łęczyce, 11.14


9. Łęczyce, 11.27


10. Strzebielino, 12.47

Komentarze (14)

Wojtek, jeżdżę, wpisy uzupełnię jeszcze w ten weekend (mam nadzieję) ;)

michuss 17:57 sobota, 24 czerwca 2017

Michałku rower przetransportowałeś a gdzie teraz relacje z wycieczek z okolic Boleszewa ?? :)

Trendix 11:42 sobota, 24 czerwca 2017

Czteropak i flaszka to zestaw polskiego budowlańca zamiast śrubokręta, młotka i wiertarki ;) Jakbym chciał przejechac 300 km to dnia by mi nie starczyło ;)

jotka 06:23 sobota, 17 czerwca 2017

No cóż, jesteś nie do podrobienia a mam na myśli ogromny dystans przejechany w świetnym tempie i do tego z bagażami. Podziwiam tez za szczegółowe refleksje z trasy.

jotwu 05:35 sobota, 17 czerwca 2017

Gratulacje !!!! ja mam takie dystansy zakazane chyba już na stałe.

strus 16:23 piątek, 16 czerwca 2017

Michał powodzenia w nowym starym otoczeniu
Szkoda ze nie udało nam się razem gdzieś wyskoczyć
Będę za pomocą twojego aparatu poznawał nowe miejsca :))
Trzymaj się

marekburdzy 10:51 czwartek, 15 czerwca 2017

Miałem kiedyś jednoosobową firmę budowlaną ! (korpo !!!) :)
Zauważyłem , kiedy pracowałem u skromnych , starszych , niezamożnych ludzi to zawsze !!! byłem częstowany posiłkiem (obiadem). I byłem tym faktem poruszony !!!
Nie zdarzyło mi się niestety nigdy abym był tak "potraktowany" przez wykształconych , zamożnych i przedsiębiorczych młodszych !!! :((

Jurek57 06:40 czwartek, 15 czerwca 2017

strawula (dobrze byłoby wiedzieć jak Tobie IMENO ? :) )
Ja ich ślepo nie bronię. Tylko pokazuje jak ludzie siebie traktują ... !
Nie raz się zastanawiam kto jest większym prymitywem czy ten nietrzeźwy robol czy jego "chlebodawca" ? :(

Jurek57 06:34 czwartek, 15 czerwca 2017

Wezmę tych "roboli" w obronę. Bo sam kiedyś pracowałem na budowie.
Nie kojarzę "szanującej" się budowy gdzie pracuje się tylko 8 godzin. Minimum 50% tych ludzi robi na czarno i bez fachowego wykształcenia. Warunki pracy na budowach są delikatnie mówiąc różne ! A busy którymi dojeżdżają to w przeważającej mierze demobil. Płaca zaś jest "śmieszna".
(przypominacie sobie budowę autostrad ?)
Zastanawiam się czy sam bym od rana nie pił ... w takich okolicznościach ?

A co do Twojej jazdy Michał to "czapki z głów" !
Za dystans i samozaparcie ! :)

Jurek57 05:29 czwartek, 15 czerwca 2017

Marek, dzięki.

Trollking, masz na myśli "kaszebszczi"? ;))) Słupsk to już za daleko ;) A poważnie - nie, żadnych wschodnich naleciałości, normalni, klasyczni, wrogo nastawieni do obcych (nawet ja w tych obciślakach z tą swoją czekoladką do picia byłem im tam wyraźnie nie w smak) Polacy :P

michuss 22:40 środa, 14 czerwca 2017

Dystans imponujący, tak jak i widok na sakwy :) Gratki :)

Z ciekawości - ci robotnicy to tylko Polacy byli czy można było usłyszeć pewien akcent...? Ja tylko pytam! :)

Trollking 20:38 środa, 14 czerwca 2017
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!