m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 449.00km
  • Teren 3.60km
  • Czas 18:26
  • VAVG 24.36km/h
  • VMAX 47.70km/h
  • Kalorie 12299kcal
  • Podjazdy 1467m
  • Sprzęt Hanka
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szczecin-Poznań-Łódź

Sobota, 20 lipca 2019 • dodano: 21.07.2019 | Komentarze 8

MAPA

Plan na Łódź miałem już rok temu. Okazało się, że będę miał sprzyjająco ułożone dyżury w pracy, przy okazji koleżanka-instagramowiczka co to chcieliśmy poznać się w realu też miała wolne, więc nie pozostało mi nic innego jak ułożyć trasę i pojechać. Do tego pierwszego, dość ryzykownie, użyłem pewnej aplikacji. Można powiedzieć, że w ręce aplikacji Komoot powierzyłem ducha mego ;) Wyszedłem na tym nieźle - na 450 km trasie wyszły niecałe 4 km szutru, nie bardzo podłej jakości ;) Po prawdzie można by i to wyeliminować, bo w zakładce rodzaj nawierzchni wyświetla się "paved" i można sobie opracować objazdy. Po wyeliminowaniu dwóch dłuższych odcinków doszedłem do wniosku, że te kawałeczki strawię. I bardzo dobrze, bo dzięki temu Ner przekraczałem w uroczym miejscu, przy młynie, gdzie nigdy bym w życiu nie trafił. I pewnie nie trafię ;)

Wyjazd w piątek wieczorem, o 18.30. Wiedziałem, że mogę sobie folgować z czasem, bo spotkanie było ustalone na 24 h później. A do przejechania 450 km, brutto mniej jak 20 km/h. Pojechałem więc niespiesznie, fotografując to i owo. W Barlinku, chwilę po zapadnięciu zmroku staję na orlenie, który kojarzę z dwóch innych wyjazdów: z Shrinkiem w 2018 i 4gottenem oraz Wąskim w 2016. Przesyłam zdjęcia na insta do relacji, przywidzewam długi rękaw, krótki mocując do podsiodłówki i ruszam. Tutaj tracę niestety czujnik temperatury garminowski. Od dawna licho się trzymał, zaniedbałem poprawę mocowania to teraz mam :( Morale trochę spadło, dodatkowo nadwątlone stromym podjazdem na wyjeździe z miasteczka i deszczem, który akurat zaczął padać. Nie stanowi on problemu, wręcz przyjemnie chłodzi, bo noc jest ciepła. O dziwo, ruch do Strzelec też dość duży. Mijam stojące na awaryjnych auto, które roztrzaskało sarenkę. W ogóle dzikiej zwierzyny dość dużo się przewinęło, na szczęście obyło się bez spotkań pierwszego stopnia :) W Strzelcach krótki postój na rondzie i zjazd w dolinę Noteci. Kolejne zatrzymanie dopiero w Międzychodzie, na pełnej pijanej młodzieży stacji orlenu. Wzruszam ramionami na to towarzystwo, rower opieram tradycyjnie o półkę z płynami do spryskiwaczy i po chwili delektuję się colą i pierogami z mięsem. Bo kajazerek-rumsztyk oczywiście co? Nie ma ;) Uzupełniam też wodę do "bidonów" i o punkt 2 ruszam dalej. Wpadam na DK24 i nią ciągnę bez zatrzymania aż do Pniew, gdzie łączy się z DK92. Na obu ruch dość mały. 90% stanowią ciężarówki poruszające się w "sznurach" i zachowujące bezpieczny odstęp, sygnalizując kierunowskazami manewr wyprzedzania, co doceniam, bo dzięki temu ci jadący daleko z tyłu widzą, że coś jest na rzeczy. Coś na rzeczy, a konkretnie tarcza hamulcowa od przyczepy na poboczu była też w Kwilczu. Nie zauważam jej i z pełnym impetem wpadam kołem przednim i tylnym. Z wrażenia aż zawracam sprawdzić co to było... Szczęśliwie nic się nie stało, a ja dostaję nauczkę, że trzeba obserwować dokładnie drogę. Pniewy przejeżdżam miastem, a nie obwodnicą. Potem odliczam już km do Poznania, jednak na przedmieściach ślad każe zjechać mi w bok i na dzień dobry dostaję 2 km przyzwoitego szutru, który kończę przy pałacu w Jankowicach. Potem wiochy, które kojarzę z wpisów Trollkinga, jak np. Lusówko czy Wysogotowo.

Poznań przejeżdżam dokładnie cały na przestrzał, zaliczając nawet skrzyżowanie przy dworcu głównym PKP. Do godziny 6 brakuje kilkunastu minut, więc wszystkie żabki zamknięte, a ja marzę o chrupiącej bułce i kabanosach. Ukojenie znajduję na stacji lotosu. Stanowią je cappucino i zapiekanka, potem jeszcze cola i mleko (!). Miasto opuszczam już w gorszym humorze, bo ślad prowadzi jakąś trzypasmową arterią, a ja wybieram prowadzącą wzdłuż DDRkę asfaltową, która po chwili odbija w stronę jakiegoś osiedla, a ja zostaję jak "obsrany" ;) Koniec końców jakoś tak kombinuję, że przebiegam przez trzy pasy z jednej strony, by dostać się na właściwą jezdnię ;)

Następne km mijają dość sprawnie, mimo, że krajobraz dość monotonny. Znów zaliczam jakiś szutrowy skrót, potem mijam zadbane miasteczka - Środa Wlkp., Pyzdry. Fotografuję pałac w Winnej Górze. Dość często zatrzymuję się - o ile nie chce mi się zbytnio jeść, o tyle pochłaniam niebotyczne ilości picia wszelkiego rodzaju, tworząc mieszanki wybuchowe jak np. truskawkowe mleko muller milch i cola na to :) 

Kawałek za Pyzdrami przejeżdżam przez fajne skrzyżowanie. Fajne, bo jadąc MPP przecinaliśmy je w poprzecznym kierunku - miejscowość Łukom. W Tuliszkowie odbijam ostatnią "setkę", wypijam radlera jeżeli dobrze pamiętam i ruszam dalej trafiając na najbardziej antyrowerowe miasto tego wyjazdu, którym jest Turek. Na wjeździe i na wyjeździe z miasta liczne, gówniane, podziurawione, poprzecinane wyjazdami z posesji, pełne szkła i syfu CPRy. To w otoczeniu zakazu ruchu na rowerze. Jednak muszę też przyznać, że na wylocie, na krajówce na Łódź z ulgą korzystam z tej alternatywy, bo ruch masakryczny, a kierowcy nieostrożni... Obawiałem się, że aplikacja do samej Łodzi poprowadzi mnie tą DK72, ale na szczęście w Uniejowie każe mi jechać prosto, na Ozorków, a potem odbijam w boczne asfalty. W bidonach sucho, a sklepu ani widu, ani słychu... W końcu jednak znajduję jeden otwarty i świetnie zaopatrzony :) Lodówki chłodzą, a nie, jak to jest w zwyczaju w małych, wiejskich sklepikach stoją ciemne i "ciepłe". Decyduję się nawet na arbuza, a pani pożycza mi do niego nożyk. Na to, a jakże!, mleko muller milch, bo organizm się domaga ;) Szczęsliwie - żadnych przygód później ;)

Na krótko znów wpadam na DK72, potem przez Zgniłe Błoto docieram do granic Łodzi i całkiem sensownymi, spójnymi DDRkami docieram do Parku Poniatowskiego, gdzie się umówiliśmy i gdzie zaczyna się jeden z najfajniejszych jeśli nie najfajniejszy sobotni wieczorów tego roku :)















< ><><>< ><><>











<>< ><><><>< ><><>





Komentarze
Trollking
| 22:53 wtorek, 23 lipca 2019 | linkuj Ano jest ślad, faktycznie :)

Tak, to Rataje - tam urzędnicy za czasów Grobelnego tak namieszali, że współcześni spece od standardów rowerowych nie dają rady. bo trzeba by skasować co najmniej jedną estakadę lub osiedle :)

Szkoda, że nie dałeś informacji, że będziesz się pchał tamtędy, znalazłoby się kilka alternatyw.
mors
| 22:49 poniedziałek, 22 lipca 2019 | linkuj Wtopa podwójna, bo w przyczepach zasadniczo nie ma hamulców tarczowych. :) ;ppp
michuss
| 21:49 poniedziałek, 22 lipca 2019 | linkuj Dzięki wszystkim.

Troll, ślad jest. Kryje się pod odnośnikiem „mapa” u góry. Tak, chyba to były okolice Rataj. Zapamiętałem, bo w drodze powrotnej w autobusie dwie panie się o to kłóciły ;)

Jurek, może się mijaliśmy... :) Sytuacja na szczęście nie była aż tak zła, by wzywać pomoc ;)

mors, tak mi się napisało o tej przyczepie. Dla zwiększenia dramaturgii :P
Trollking
| 19:55 poniedziałek, 22 lipca 2019 | linkuj O cholera, znów poszalałeś, kosmos :)

Ciekawie Cię poprowadziło po okolicach Poznania - skąd te Jankowice to nie mam pojęcia :) Ale za to widziałeś te moje codzienne pola, pola, pola, pola... :)

Szkoda, że nie dodałeś śladu, ale jak na moje ta DDR-ka zmylająca to ta prowadząca od Ronda Rataje... Powiem Ci, że nawet ja nie wiem, jak się z niej wydostać :)

Łódzkie jest masakryczne jeśli chodzi o DDR-ki, ale to, co wkleiłeś przebija nawet moje najgorsze wspomnienia stamtąd :)

Brawo za całokształt! :)
Jurek57
| 17:30 poniedziałek, 22 lipca 2019 | linkuj Oooo ... świetnie !
Trochę cię ta nawigacja przećwiczyła. Przynajmniej w Poznaniu.
Ale ja to mówię z pozycji autochtona. :-)

O szóstej rano byłem pod telefonem a nawet pod kierownicą (dostawczaka). I mogłem służyć jako konsultant .

Może nawet się mijaliśmy ? :)

pozdrawiam
leszczyk
| 12:20 poniedziałek, 22 lipca 2019 | linkuj Jeszcze raz serdecznie gratuluję wyczynu, no ale motywacja do niego była mocna :-) !
strus
| 06:47 poniedziałek, 22 lipca 2019 | linkuj Po raz kolejny po cisxy burza kilometrów, gratulacje.
mors
| 00:00 poniedziałek, 22 lipca 2019 | linkuj A gdzie link do jej Insta i do Waszego wieczoru? ;p ;)

No i jak poznałeś, że ta tarcza hamulcowa była akurat od przyczepy??? :O

PS. "Następne km mijają dość sprawnie, mimo, że krajobraz(...)" - gorzej z przecinkami :)) ;ppp
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!