Szczecin-Poznań-Łódź

Sobota, 20 lipca 2019 · Komentarze(8)
MAPA

Plan na Łódź miałem już rok temu. Okazało się, że będę miał sprzyjająco ułożone dyżury w pracy, przy okazji koleżanka-instagramowiczka co to chcieliśmy poznać się w realu też miała wolne, więc nie pozostało mi nic innego jak ułożyć trasę i pojechać. Do tego pierwszego, dość ryzykownie, użyłem pewnej aplikacji. Można powiedzieć, że w ręce aplikacji Komoot powierzyłem ducha mego ;) Wyszedłem na tym nieźle - na 450 km trasie wyszły niecałe 4 km szutru, nie bardzo podłej jakości ;) Po prawdzie można by i to wyeliminować, bo w zakładce rodzaj nawierzchni wyświetla się "paved" i można sobie opracować objazdy. Po wyeliminowaniu dwóch dłuższych odcinków doszedłem do wniosku, że te kawałeczki strawię. I bardzo dobrze, bo dzięki temu Ner przekraczałem w uroczym miejscu, przy młynie, gdzie nigdy bym w życiu nie trafił. I pewnie nie trafię ;)

Wyjazd w piątek wieczorem, o 18.30. Wiedziałem, że mogę sobie folgować z czasem, bo spotkanie było ustalone na 24 h później. A do przejechania 450 km, brutto mniej jak 20 km/h. Pojechałem więc niespiesznie, fotografując to i owo. W Barlinku, chwilę po zapadnięciu zmroku staję na orlenie, który kojarzę z dwóch innych wyjazdów: z Shrinkiem w 2018 i 4gottenem oraz Wąskim w 2016. Przesyłam zdjęcia na insta do relacji, przywidzewam długi rękaw, krótki mocując do podsiodłówki i ruszam. Tutaj tracę niestety czujnik temperatury garminowski. Od dawna licho się trzymał, zaniedbałem poprawę mocowania to teraz mam :( Morale trochę spadło, dodatkowo nadwątlone stromym podjazdem na wyjeździe z miasteczka i deszczem, który akurat zaczął padać. Nie stanowi on problemu, wręcz przyjemnie chłodzi, bo noc jest ciepła. O dziwo, ruch do Strzelec też dość duży. Mijam stojące na awaryjnych auto, które roztrzaskało sarenkę. W ogóle dzikiej zwierzyny dość dużo się przewinęło, na szczęście obyło się bez spotkań pierwszego stopnia :) W Strzelcach krótki postój na rondzie i zjazd w dolinę Noteci. Kolejne zatrzymanie dopiero w Międzychodzie, na pełnej pijanej młodzieży stacji orlenu. Wzruszam ramionami na to towarzystwo, rower opieram tradycyjnie o półkę z płynami do spryskiwaczy i po chwili delektuję się colą i pierogami z mięsem. Bo kajazerek-rumsztyk oczywiście co? Nie ma ;) Uzupełniam też wodę do "bidonów" i o punkt 2 ruszam dalej. Wpadam na DK24 i nią ciągnę bez zatrzymania aż do Pniew, gdzie łączy się z DK92. Na obu ruch dość mały. 90% stanowią ciężarówki poruszające się w "sznurach" i zachowujące bezpieczny odstęp, sygnalizując kierunowskazami manewr wyprzedzania, co doceniam, bo dzięki temu ci jadący daleko z tyłu widzą, że coś jest na rzeczy. Coś na rzeczy, a konkretnie tarcza hamulcowa od przyczepy na poboczu była też w Kwilczu. Nie zauważam jej i z pełnym impetem wpadam kołem przednim i tylnym. Z wrażenia aż zawracam sprawdzić co to było... Szczęśliwie nic się nie stało, a ja dostaję nauczkę, że trzeba obserwować dokładnie drogę. Pniewy przejeżdżam miastem, a nie obwodnicą. Potem odliczam już km do Poznania, jednak na przedmieściach ślad każe zjechać mi w bok i na dzień dobry dostaję 2 km przyzwoitego szutru, który kończę przy pałacu w Jankowicach. Potem wiochy, które kojarzę z wpisów Trollkinga, jak np. Lusówko czy Wysogotowo.

Poznań przejeżdżam dokładnie cały na przestrzał, zaliczając nawet skrzyżowanie przy dworcu głównym PKP. Do godziny 6 brakuje kilkunastu minut, więc wszystkie żabki zamknięte, a ja marzę o chrupiącej bułce i kabanosach. Ukojenie znajduję na stacji lotosu. Stanowią je cappucino i zapiekanka, potem jeszcze cola i mleko (!). Miasto opuszczam już w gorszym humorze, bo ślad prowadzi jakąś trzypasmową arterią, a ja wybieram prowadzącą wzdłuż DDRkę asfaltową, która po chwili odbija w stronę jakiegoś osiedla, a ja zostaję jak "obsrany" ;) Koniec końców jakoś tak kombinuję, że przebiegam przez trzy pasy z jednej strony, by dostać się na właściwą jezdnię ;)

Następne km mijają dość sprawnie, mimo, że krajobraz dość monotonny. Znów zaliczam jakiś szutrowy skrót, potem mijam zadbane miasteczka - Środa Wlkp., Pyzdry. Fotografuję pałac w Winnej Górze. Dość często zatrzymuję się - o ile nie chce mi się zbytnio jeść, o tyle pochłaniam niebotyczne ilości picia wszelkiego rodzaju, tworząc mieszanki wybuchowe jak np. truskawkowe mleko muller milch i cola na to :) 

Kawałek za Pyzdrami przejeżdżam przez fajne skrzyżowanie. Fajne, bo jadąc MPP przecinaliśmy je w poprzecznym kierunku - miejscowość Łukom. W Tuliszkowie odbijam ostatnią "setkę", wypijam radlera jeżeli dobrze pamiętam i ruszam dalej trafiając na najbardziej antyrowerowe miasto tego wyjazdu, którym jest Turek. Na wjeździe i na wyjeździe z miasta liczne, gówniane, podziurawione, poprzecinane wyjazdami z posesji, pełne szkła i syfu CPRy. To w otoczeniu zakazu ruchu na rowerze. Jednak muszę też przyznać, że na wylocie, na krajówce na Łódź z ulgą korzystam z tej alternatywy, bo ruch masakryczny, a kierowcy nieostrożni... Obawiałem się, że aplikacja do samej Łodzi poprowadzi mnie tą DK72, ale na szczęście w Uniejowie każe mi jechać prosto, na Ozorków, a potem odbijam w boczne asfalty. W bidonach sucho, a sklepu ani widu, ani słychu... W końcu jednak znajduję jeden otwarty i świetnie zaopatrzony :) Lodówki chłodzą, a nie, jak to jest w zwyczaju w małych, wiejskich sklepikach stoją ciemne i "ciepłe". Decyduję się nawet na arbuza, a pani pożycza mi do niego nożyk. Na to, a jakże!, mleko muller milch, bo organizm się domaga ;) Szczęsliwie - żadnych przygód później ;)

Na krótko znów wpadam na DK72, potem przez Zgniłe Błoto docieram do granic Łodzi i całkiem sensownymi, spójnymi DDRkami docieram do Parku Poniatowskiego, gdzie się umówiliśmy i gdzie zaczyna się jeden z najfajniejszych jeśli nie najfajniejszy sobotni wieczorów tego roku :)















< ><><>< ><><>











<>< ><><><>< ><><>


Komentarze (8)

Ano jest ślad, faktycznie :)

Tak, to Rataje - tam urzędnicy za czasów Grobelnego tak namieszali, że współcześni spece od standardów rowerowych nie dają rady. bo trzeba by skasować co najmniej jedną estakadę lub osiedle :)

Szkoda, że nie dałeś informacji, że będziesz się pchał tamtędy, znalazłoby się kilka alternatyw.

Trollking 22:53 wtorek, 23 lipca 2019

Wtopa podwójna, bo w przyczepach zasadniczo nie ma hamulców tarczowych. :) ;ppp

mors 22:49 poniedziałek, 22 lipca 2019

Dzięki wszystkim.

Troll, ślad jest. Kryje się pod odnośnikiem „mapa” u góry. Tak, chyba to były okolice Rataj. Zapamiętałem, bo w drodze powrotnej w autobusie dwie panie się o to kłóciły ;)

Jurek, może się mijaliśmy... :) Sytuacja na szczęście nie była aż tak zła, by wzywać pomoc ;)

mors, tak mi się napisało o tej przyczepie. Dla zwiększenia dramaturgii :P

michuss 21:49 poniedziałek, 22 lipca 2019

O cholera, znów poszalałeś, kosmos :)

Ciekawie Cię poprowadziło po okolicach Poznania - skąd te Jankowice to nie mam pojęcia :) Ale za to widziałeś te moje codzienne pola, pola, pola, pola... :)

Szkoda, że nie dodałeś śladu, ale jak na moje ta DDR-ka zmylająca to ta prowadząca od Ronda Rataje... Powiem Ci, że nawet ja nie wiem, jak się z niej wydostać :)

Łódzkie jest masakryczne jeśli chodzi o DDR-ki, ale to, co wkleiłeś przebija nawet moje najgorsze wspomnienia stamtąd :)

Brawo za całokształt! :)

Trollking 19:55 poniedziałek, 22 lipca 2019

Oooo ... świetnie !
Trochę cię ta nawigacja przećwiczyła. Przynajmniej w Poznaniu.
Ale ja to mówię z pozycji autochtona. :-)

O szóstej rano byłem pod telefonem a nawet pod kierownicą (dostawczaka). I mogłem służyć jako konsultant .

Może nawet się mijaliśmy ? :)

pozdrawiam

Jurek57 17:30 poniedziałek, 22 lipca 2019

Jeszcze raz serdecznie gratuluję wyczynu, no ale motywacja do niego była mocna :-) !

leszczyk 12:20 poniedziałek, 22 lipca 2019

Po raz kolejny po cisxy burza kilometrów, gratulacje.

strus 06:47 poniedziałek, 22 lipca 2019

A gdzie link do jej Insta i do Waszego wieczoru? ;p ;)

No i jak poznałeś, że ta tarcza hamulcowa była akurat od przyczepy??? :O

PS. "Następne km mijają dość sprawnie, mimo, że krajobraz(...)" - gorzej z przecinkami :)) ;ppp

mors 00:00 poniedziałek, 22 lipca 2019
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!