Szczecin komunikacyjnie
Rano do pracy-standardowo, najkrótszą (w miarę) trasą.
Po pracy, dla urozmaicenia postanawiam wypuścić się pierwszy raz w tym roku (i raptem trzeci raz w ogóle) na rowerze do Niemiec. Drogami naszego sąsiada zaliczam jedynie symboliczną przejażdżkę, bo raptem kilka km od dawnego przejścia granicznego w Rosówku do przejścia na moście na Odrze pomiędzy Gryfinem a Mescherin.
Jechało się bardzo przyjemnie, aczkolwiek naszło mnie parę smutnych refleksji. W zeszłym tygodniu miałem okazję spędzić kilka dni w Hamburgu i zobaczyłem na jakich zasadach funkcjonuje ruch rowerowy w tym mieście. Rower traktowany jest (przynajmniej) równorzędnie z pieszym oraz z samochodem. Ludzi na rowerach-masa; nie ma się co dziwić-infrastruktura doskonała. Dzisiaj miałem okazję poobserwować jak to się robi u nas. No i przybiło mnie trochę. Na odcinku od Cukrowej do Przecławia, wzdłuż ruchliwej ulicy poprowadzone jest „coś”. No właśnie-”coś”. Ani to prawidłowo oznakowane, ani nie zapewnia śladowego chociaż komfortu jazdy (nie mówię, żeby droga była asfaltowa, ale sytuacja kiedy korzenie drzew rozwalają kostkę, położoną zapewne kilka lat temu to skandal), ani bezpieczeństwa-na skrzyżowaniach z drogami podporządkowanymi do głównej, wzdłuż której biegnie ścieżka ani śladu znaków poziomych, o pionowych nie wspominając. Efekt-kierowcy nagminnie wymuszają pierwszeństwo, cały czas bierze się udział w „walce”. Rozpędzić i tak nie ma się za bardzo jak, bo wszechobecne dziury to uniemożliwiają.
Potem naszła mnie refleksja, że jednak się da. Na zjeździe od niemieckiej drogi nr 2 (z Rosow do Schwedt) w kierunku Gryfina występuje częściowo nawierzchnia z bruku. W trosce o dobro rowerzystów ktoś wpadł na genialny w swej prostocie pomysł-na poboczach z obu stron znajdują się wąskie paski asfaltu, które umożliwiają wygodny i spokojny zjazd na rowerze. Kawałek dalej-Polska i „wspaniała” ścieżka rowerowa na Międzyodrzu. Nie wiem czy jakiś kretyn zaprojektował to celowo, czy inny idiota tak to zbudował, ale mniej więcej co 5 m jest głębokie wcięcie w kostce, co skutkuje ciągłym podbijaniem kół na nierównościach. Debilizm...
Za Gryfinem przyjemnie. Wiatr boczny. W Gardnie mijam się z rowerzystą, który na rondzie nadjechał od strony Radziszewa i skręcił w kierunku Gryfina. Może się mylę, ale facjatę tego osobnika kojarzę ze zdjęć na BS i chyba był to sam gadbagienny;) Potem z kolei szosowiec-w Żelisławcu łatał dętkę.
Dalej, między Kartnem a Glinną przydarza mi się coś dość dziwnego;) W pewnym momencie pojawia się nieznaczny opór w trakcie jazdy. Jakby lekko hamulec dociskał do obręczy. Zdezorientowany zatrzymuję się i kręcę tylnym kołem w powietrzu-nic. Obraca się swobodnie. Jadę dalej-znowu coś mnie „spowalnia”. Nie wiem na ile było to złudzenie, a na ile zmęczenie. Okaże się jak wsiądę najbliższym razem na rower. Tu małe pytanie od laika w sprawach technicznych-czy zużycie suportu może dawać takie „objawy”? Bo ten co mam już sporo przejechał.
Foty:

Dawne przejście graniczne Rosówek-Rosow© michuss

Zjazd nad Odrę od niemieckiej strony© michuss

Droga Mescherin-Gryfino; po lewej pseudo-ścieżka rowerowa© michuss









