Zlot BS w Goleniowie
Niedziela, 29 stycznia 2012
· Komentarze(5)
Kategoria wycieczka
STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Przemocze-Podańsko-Goleniów-Bolechowo-rozlewiska Iny pod Stawnem-Sowno-Reptowo-Morzyczyn-promenada nad Miedwiem-Zieleniewo-STARGARD
Taki, a nie inny plan na dzisiaj został spowodowany wczorajszą informacją od Shrinka, który przekazał mi, że w Goleniowie kebab zamierzają zjeść szczecińscy „bikestatsowicze”, przy współudziale nowogardzkiej grupy oraz, być może, stargardzkiej, którą miałem reprezentować swoją skromną osobą.
Dzień rozpocząłem od wizyty na słynnej, niezwykle popularnej ostatnio giełdzie w Płoni, gdzie można znaleźć całkiem przyzwoite rowery. Pojechałem tam z zamiarem znalezienia czegoś dla mamy. I już znalazłem, jednak po telefonie do niej okazało się, że chce jeszcze zakup przemyśleć. Nie pozostało mi nic innego jak podziękować za odstawiony już rower, pożegnać się z wybierającymi i ruszyć do Stargardu.
Po śniadaniu udałem się na planowane miejsce zbiórki, czyli dworzec PKP w Goleniowie, po drodze wykonując dwa zdjęcie, w tym jedno, które się tu znajdzie:)

Spotkać mieliśmy się o 12, więc asekuracyjnie nieco ruszyłem o 10. Złożyło się jednak tak, że na dużej części trasy wiatr mocno mi pomagał i w efekcie na dworcu znalazłem się już o 11.30. Nie zmartwiło mnie to specjalnie, bo miałem wolny, polecany ostatnio przez Dornfelda w jego wpisie, grzejnik w dworcowej poczekalni. Osuszyłem nieco bluzę, czapkę i rękawiczki. Akurat zdążyłem to zrobić, gdy do poczekalni wkroczyli Shrink i Giorginio12, stanowiący tzw. grupę nowogardzką. Po krótkiej dyskusji oraz sfotografowaniu się ku zdumieniu Sz. P. Babci Klozetowej (jakże wielkie musiało być jej zdziwienie, ponieważ krótko przed moim przybyciem wygrzewał się tu także Dornfeld) przywitaliśmy chłopaków ze Szczecina, sztuk pięć, w kolejności alfabetycznej: AreG, KrzysioMil, Lewy, Misiacz, Monter.

Ponownie nastąpiła procedura wykonania grupowego zdjęcia na tle słynnego grzejnika. Po kilku minutach od przybycia szczecinian opuściliśmy to niezwykle przytulne miejsce i udaliśmy się do pobliskiej kebabowni, by coś kalorycznego zjeść. Skończyło się na zbiorowej konsumpcji pizzy tureckiej. Uczta trwała jakieś 40 minut, po czym zapadła decyzja, że udajemy się w kierunku Sowna, po drodze nawiedzając rozlewisko Iny pod Stawnem.
Trasa wiodła najkrótszą drogą, tj. przez Zabród i Bolechowo, gdzie odbiliśmy od asfaltowej drogi do Stawna i gruntowym skrótem, zaliczając przy okazji fotostop przy ruinach bolechowskiego młyna dotarliśmy do asfaltu łączącego Stawno z Kliniskami.

Skręt w prawo i po około kilometrze cieszymy się wspaniałym widokiem potężnego, zamarzniętego rozlewiska rzeki. Nie mogło być inaczej-kolejna sesja fotograficzna.


Po postoju cofnęliśmy się tam skąd przyjechaliśmy, czyli do skrótu z Bolechowa, który przecina asfalt i dalej, wygodną szutrówką biegnie, skracając drogę do skrzyżowania „betonówki” z drogą ze Stargardu do Goleniowa przez Przemocze. W międzyczasie zatrzymaliśmy się przy interesującym, wypalonym pniu starego dębu (zdjęcia) i szybkim tempem osiągnęliśmy wspomniane skrzyżowanie. Tutaj Shrink i Giorginio12 podjęli decyzję o powrocie do Nowogardu-nie dziwota, wszak mieli do przejechania coś koło 40 kilometrów. Pozostała część towarzystwa udała się do Sowna, skąd bez postoju wjechaliśmy na drogę łączącą tę wieś z Reptowem i Wielgowem. I właśnie na rozstaju drogi odłączyłem się od grupy i pomknąłem, choć to słowo mocno na wyrost w kierunku Reptowa. Z Reptowa pojechałem sobie zapomnianym przeze mnie skrótem do Morzyczyna (przez las), a następnie doturlałem się do promenady nadmiedwiańskiej. Dopiero tutaj poczułem zmęczenie. Wcześniej, przy jeździe w grupie nie było tak odczuwalne. Teraz miałem jednak przed sobą fragment pod wiatr-fakt, krótki, ale jechało mi się fatalnie. Na „podjeździe” do Lipnika osiągałem jakieś 15-16 km/h. Dalej nie było nic lepiej. Tradycyjnie-nogi jak z waty i ledwo, ledwo do domu. Im bliżej tym gorzej. Doszło nawet do tego, że ze 2 razy zatrzymałem się, by trochę tchu złapać (i łyknąć mleka z tubki). Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie silny, zimny wiatr.
Podsumowując-niezwykle udana wycieczka, fajnie było poznać rowerzystów znanych do tej pory tylko z sieci w realu. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za wspólne kilometry dzisiaj.
Taki, a nie inny plan na dzisiaj został spowodowany wczorajszą informacją od Shrinka, który przekazał mi, że w Goleniowie kebab zamierzają zjeść szczecińscy „bikestatsowicze”, przy współudziale nowogardzkiej grupy oraz, być może, stargardzkiej, którą miałem reprezentować swoją skromną osobą.
Dzień rozpocząłem od wizyty na słynnej, niezwykle popularnej ostatnio giełdzie w Płoni, gdzie można znaleźć całkiem przyzwoite rowery. Pojechałem tam z zamiarem znalezienia czegoś dla mamy. I już znalazłem, jednak po telefonie do niej okazało się, że chce jeszcze zakup przemyśleć. Nie pozostało mi nic innego jak podziękować za odstawiony już rower, pożegnać się z wybierającymi i ruszyć do Stargardu.
Po śniadaniu udałem się na planowane miejsce zbiórki, czyli dworzec PKP w Goleniowie, po drodze wykonując dwa zdjęcie, w tym jedno, które się tu znajdzie:)

Most dawnej kolei wąskotorowej nad rozlewiskami Iny pod Żarowem© michuss
Spotkać mieliśmy się o 12, więc asekuracyjnie nieco ruszyłem o 10. Złożyło się jednak tak, że na dużej części trasy wiatr mocno mi pomagał i w efekcie na dworcu znalazłem się już o 11.30. Nie zmartwiło mnie to specjalnie, bo miałem wolny, polecany ostatnio przez Dornfelda w jego wpisie, grzejnik w dworcowej poczekalni. Osuszyłem nieco bluzę, czapkę i rękawiczki. Akurat zdążyłem to zrobić, gdy do poczekalni wkroczyli Shrink i Giorginio12, stanowiący tzw. grupę nowogardzką. Po krótkiej dyskusji oraz sfotografowaniu się ku zdumieniu Sz. P. Babci Klozetowej (jakże wielkie musiało być jej zdziwienie, ponieważ krótko przed moim przybyciem wygrzewał się tu także Dornfeld) przywitaliśmy chłopaków ze Szczecina, sztuk pięć, w kolejności alfabetycznej: AreG, KrzysioMil, Lewy, Misiacz, Monter.

Shrink i Giorginio przy najsłynniejszym grzejniku w zachodniopomorskim (***)© michuss
Ponownie nastąpiła procedura wykonania grupowego zdjęcia na tle słynnego grzejnika. Po kilku minutach od przybycia szczecinian opuściliśmy to niezwykle przytulne miejsce i udaliśmy się do pobliskiej kebabowni, by coś kalorycznego zjeść. Skończyło się na zbiorowej konsumpcji pizzy tureckiej. Uczta trwała jakieś 40 minut, po czym zapadła decyzja, że udajemy się w kierunku Sowna, po drodze nawiedzając rozlewisko Iny pod Stawnem.
Trasa wiodła najkrótszą drogą, tj. przez Zabród i Bolechowo, gdzie odbiliśmy od asfaltowej drogi do Stawna i gruntowym skrótem, zaliczając przy okazji fotostop przy ruinach bolechowskiego młyna dotarliśmy do asfaltu łączącego Stawno z Kliniskami.

Shrink wodospad fotografujący© michuss
Skręt w prawo i po około kilometrze cieszymy się wspaniałym widokiem potężnego, zamarzniętego rozlewiska rzeki. Nie mogło być inaczej-kolejna sesja fotograficzna.

Rozlewiska Iny pod Stawnem© michuss

Zalana wiata nad rozlewiskiem Iny© michuss
Po postoju cofnęliśmy się tam skąd przyjechaliśmy, czyli do skrótu z Bolechowa, który przecina asfalt i dalej, wygodną szutrówką biegnie, skracając drogę do skrzyżowania „betonówki” z drogą ze Stargardu do Goleniowa przez Przemocze. W międzyczasie zatrzymaliśmy się przy interesującym, wypalonym pniu starego dębu (zdjęcia) i szybkim tempem osiągnęliśmy wspomniane skrzyżowanie. Tutaj Shrink i Giorginio12 podjęli decyzję o powrocie do Nowogardu-nie dziwota, wszak mieli do przejechania coś koło 40 kilometrów. Pozostała część towarzystwa udała się do Sowna, skąd bez postoju wjechaliśmy na drogę łączącą tę wieś z Reptowem i Wielgowem. I właśnie na rozstaju drogi odłączyłem się od grupy i pomknąłem, choć to słowo mocno na wyrost w kierunku Reptowa. Z Reptowa pojechałem sobie zapomnianym przeze mnie skrótem do Morzyczyna (przez las), a następnie doturlałem się do promenady nadmiedwiańskiej. Dopiero tutaj poczułem zmęczenie. Wcześniej, przy jeździe w grupie nie było tak odczuwalne. Teraz miałem jednak przed sobą fragment pod wiatr-fakt, krótki, ale jechało mi się fatalnie. Na „podjeździe” do Lipnika osiągałem jakieś 15-16 km/h. Dalej nie było nic lepiej. Tradycyjnie-nogi jak z waty i ledwo, ledwo do domu. Im bliżej tym gorzej. Doszło nawet do tego, że ze 2 razy zatrzymałem się, by trochę tchu złapać (i łyknąć mleka z tubki). Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie silny, zimny wiatr.
Podsumowując-niezwykle udana wycieczka, fajnie było poznać rowerzystów znanych do tej pory tylko z sieci w realu. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za wspólne kilometry dzisiaj.









