BS + RS = kebab w Ueckermünde
Idea dzisiejszego wyjazdu powstała kilka dni temu w głowach Shrinka i Giorginio12. Dawno nie jeździli (a dla Grześka miał to być wręcz debiut) po terenie Niemiec, więc Shrink postanowił skrzyknąć znajomych z BS i RS na Moście Długim w Szczecinie o 9 z minutami (przyjazdy pociągów z kierunku Nowogardu i Stargardu-to mój).
Wyruszyłem z domu ze sporym zapasem, bo już o 7.50, mimo że pociąg z przystanku, na którym miałem zamiar wsiąść (Grzędzice Stargardzkie, pierwsza stacja za Stargardem Szczecińskim patrząc w kierunku Szczecina) zgodnie z rozkładem pojawia się o 8.22. Do celu dojechałem polną drogą i przez las około 8.05.

Dojazd ze Stargardu do Grzędzic© michuss
W pociągu po raz kolejny miałem okazję przekonać się o absurdach panujących na kolei. Otóż okazało się, że za bilet z Grzędzic do Szczecina zapłaciłem więcej niż za bilet ze Stargardu, mimo że to bliżej. Bardzo mnie to zdziwiło i oczywiście zapytałem konduktora: „Jak to?”. Ano tak, że na połączenie ze Stargardu do Szczecina jest promocja, a na to z Grzędzic nie ma i płaci się stawkę zgodną z taryfą opłat. Tym sposobem za około 40 kilometrową przejażdżkę z rowerem zapłaciłem 14,5 zł...
Na dworcu krótka wizyta w kantorze, a potem powitanie przyjeżdżających pociągiem z Kołobrzegu (przez Nowogard) Shrinka i Giorginio12. Jako, że nie ma na co czekać wychodzimy przed dworzec i udajemy się do punktu zbornego, czyli na Most Długi. Jest już prawie cała ekipa. Prawie, bo pozostała część czeka na Głębokim, do którego dojeżdżamy przez Park Kasprowicza (dla mnie nową trasą, bo zawsze wychodziło mi tak, że „wypadałem” przy pętli Las Arkoński).
Od Głębokiego jedziemy w pełnym składzie (choć też nie do końca, bo dwóch kolegów odłącza się od nas w Hintersee, a Axis pojechał na podbój Puszczy Wkrzańskiej), kolejność alfabetyczna: Baśka-rudzielec102, AreG, Giorginio12, Ismaildelivere, kolega na Giancie, Misiacz, Monter, Rammzes, Sakwiarz, Shrink i ja-razem 11 osób.
Do granicy tradycyjnie przez Tanowo. Pierwszy postój przy sklepie w tej miejscowości, a kolejny chwilę później przy grobie niemieckiego leśniczego, który zginął w 1946 roku.

Przy grobie leśniczego© michuss
By zbytnio się nie rozpędzać na granicy też stajemy.

Na granicy© michuss
Tutaj, pod kierownictwem Montera, część „przyjezdnych” udaje się zobaczyć krzyż i głaz Barnima.

Grzesiek i głaz Barnima© michuss
Oszołomieni niemieckim powietrzem śmiało kierujemy się do krzyżówki pod Hintersee, na której skręcamy w prawo, w kierunku Wkryujścia. Jako, że wiatr pomaga zapada decyzja, żeby w tę stronę pojechać przez Eggesin, bo jest sporo odkrytych przestrzeni, na których będziemy mogli to wykorzystać. Grupa porusza się dość szybkim tempem, mimo postulatu niektórych, by włączyć tempomaty i nie przekraczać 25 km/h często liczniki wskazują prędkość zbliżającą się do 30 km/h. Po drodze kilka krótkich postojów, a podczas nich interesujące rozmowy na temat tego, co kogo nie interesuje;)
W Eggesin zatrzymujemy się na placyku naprzeciwko kościoła. Podczas postoju okazuje się, że nawet często zaglądający tu szczecinianie nie mili pojęcia o ustawionym na zapleczu jednego z budynków zabytkowym piecu, wyprodukowanym zresztą w Szczecinie jeszcze przed wojną oraz dwóch konikach z drewna, które stanowią wdzięczny temat do wykorzystania na zdjęciach;)

Postój w Kcyni© michuss

rudzielec102 jedzie gdzieś na koniu© michuss
Ostatni etap podróży mija, przynajmniej mi, na rozmyślaniach o tureckim kebabie, którym będziemy się za chwilę raczyć. Batoniki musli z lidla, choć dobre, nie do końca zaspokajają apetyt. Na szczęście kilkanaście minut później lądujemy w słynnym barze Uecker66, gdzie serwuje się najlepszy kebab w okolicy (podczas ostatniej mojej wizyty tutaj, w maju 2011 trafiłem w inne miejsce, gdzie jedzenie było bez rewelacji). Wszyscy (z tych, którzy zdecydowali się jeść) zamawiamy to samo. Shrink wprawdzie wprowadza odrobinę zamieszania, bo, gdy już wszyscy jemy, a on czeka jeszcze na swoją porcję stwierdza, że mało zna niemiecki, ale chyba prawidłowo odpowiedział na pytanie co zamówić mówiąc: „Nicht”;) Oczywiście okazuje się, że to jeden z pysznych żartów, które zostały zaserwowane podczas tego wyjazdu i po chwili także przed nim pojawia się talerz z turecką pizzą.
Po konsumpcji udajemy się na krótkie zwiedzanie miasta, czyli na rynek, pod pomnik (o ile można użyć takiego sformułowania) dwóch świnek, pod pomnik w porcie i na plażę. Przy czym w ostatnim punkcie podziwiamy ciekawą różę wiatrów z granitu, „wmontowaną” w deptak, na której oznaczono odległości do większych miast w okolicy, w tym i polskich (jest np. Stargard i Nowogard).

AreG mknie przez rynek we Wkryujściu© michuss

Na rynku we Wkryujściu© michuss

Marynarz z książką;)© michuss

Stargard w Niemczech© michuss

Misiacz i Sakwiarz nad Zalewem Szczecińskim© michuss
Kolejne km trasy do DDRka całkiem przyzwoitej jakości wyprowadzająca nas z miasta w kierunku Altwarp, a potem jezdnia w tym samym kierunku. Jednak w miejscowości Warsin skręcamy w niepozorne skrzyżowanie i, początkowo leśną gruntówką, a potem asfaltową DDRką docieramy do Rieth, gdzie zaliczamy wieżę widokową i przystań.

Ismaildelivere cieszy się, że za chwile wejdzie na wieżę widokową© michuss

rudzielec102 w drodze do Rieth© michuss

Przystań w Rieth© michuss
Z Rieth w kierunku Hintersee zmierzamy nasypem dawnej kolejki wąskotorowej do Nowego Warpna. Fajnie jest to wszystko zrobione, wzdłuż trasy pozostawiono kolejowe znaki, a w miejscowościach stoją tablice z ich nazwami, takie, jakie widuje się na peronach.
W Hintersee doładowanie akumulatorów, ostatnie w Niemczech i kilkanaście minut później ponownie wracamy na łono ojczystego kraju. W Dobieszczynie, celem urozmaicenia, skręcamy w kierunku Dobrej przez Stolec. Tempo przez pierwsze kilka km jest szaleńcze-na licznikach 30-32 km/h. Wynika to z tego, że podczas ostatniego „sikostopu” rudzielec102 i Przemek oddalili się od grupy i ruszyli w kierunku Stolca. Krótko mówiąc trzeba ich dogonić-stąd ten pośpiech. Cel zostaje osiągnięty tuż przed Stolcem, gdzie zatrzymujemy się przy sklepie, w którym prawie nic nie ma, ale na szczęście jest to czego najbardziej wszystkim potrzeba-napoje (w tym taki, na który się nie decydujemy-likier o zmysłowej, wiele obiecującej nazwie Dzika Afryka).
Ze Stolca asfaltem o nie najlepszej jakości docieramy do skrzyżowania, na którym zjeżdżamy w lewo, by po chwili cieszyć się dobrej jakości, asfaltową DDRką, poprowadzoną po nasypie dawnej linii kolejowej aż do Dobrej.
Kolejne krótkie postoje dla odsapnięcia i uzupełnienia płynów i w ciemnościach docieramy do Wołczkowa, gdzie zatrzymujemy się na dłużej po raz ostatni.
Na Głębokim krótka rozmowa na temat jak jechać dalej (pada na Wojska Polskiego). Potem grupa stopniowo topnieje i wreszcie na Placu Lotników zostajemy tylko my, przyjezdni i Misiacz z Monterem, który tutaj z nami się żegna.

Pomnik Bartolomeo Colleoniego w Szczecinie© michuss
Krótko później ja informuję, że zajadę tylko do netto i podjadę pożegnać się z chłopakami, ale gdy wychodzę z zakupami dzwoni Shrink i mówi, że siedzą już w busie wraz z rowerami.
Podsumowując: wycieczka udana, towarzystwo wyborne, oby więcej takich. Fajnie było obejrzeć miejsca znane tylko z relacji innych w realu. Pozdrowienia i podziękowania dla wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem przewodników (z dominującą rolą Misiacza i Montera) za oprowadzenie po nowym, ciekawym terenie. Do następnego razu w tym samym, o ile nie szerszym gronie!









