Tour de Natur

Niedziela, 26 maja 2013 · Komentarze(10)
Kategoria wycieczka
Uczestnicy
SZCZECIN(PORT-Śródmieście-Gumieńce)-Przecław-Kołbaskowo-Rosówek-Gartz[Grodzisk]-Schwedt[Świeć]-Criewen-Schwedt-Gartz-Mescherin[Moskorzyn]-Pargowo-Kamieniec-Moczyły-Kołbaskowo-Przecław-SZCZECIN(Gumieńce-Śródmieście-PORT)

MAPA

Wyjazd na Tour de Natur-piknik organizowany przez Oder Center, czyli centrum handlowe w Schwedt, tłumnie zresztą przez Polaków odwiedzane-ogłoszony został na fb przez Rowerowy Szczecin ładnych kilka tygodni temu. Od razu zgłosiłem swój akces. Jednak wczoraj absolutnie nie miałem ochoty jechać – głównie za sprawą pogody, bo cały dzień lało, potem przestało, ale gdy zebrałem się do drogi do Szczecina, gdzie chciałem przenocować w związku z porannym startem wyjazdu, lunęło ze zdwojoną mocą, a ja w efekcie rower dowiozłem sobie do Szczecina samochodem. Całości dopełnia fakt kupna euro w moim wydaniu, czyli wizyty na poczcie, która jednocześnie jest kantorem w stargardzkim tesco. Akurat pani miała półgodzinną przerwę, więc grzecznie spędziłem 25 minut przed opuszczoną roletą, a gdy już została podniesiona moim oczom ukazała się nalepiona na szybkę kartka: „KANTOR NIECZYNNY”. ;) Koniec końców euro kupiłem w nie najlepszej cenie w Szczecinie na dworcu.

Dziś pobudkę miałem o 5.10. Szybkie śniadanie i w drogę na punkt zbiórki na Placu Kościuszki. Ruch na ulicach śladowy, pogoda – kiepska. Mżawka, chmury na tyle nisko, że wieża katedry w nich ginęła.

Na punkcie zbiórki już całkiem sporo osób, lecz wciąż dojeżdżają kolejne. W momencie startu było nas około pięćdziesiąt sztuk. Do granicy ruszyliśmy w eskorcie dwóch lub trzech radiowozów – dzięki temu mogliśmy się swobodnie przemieszczać w kolumnie.

Po drodze dwa postoje dla dołączenia się kolejnych osób – jeden w Przecławiu, a drugi na granicy w Rosówku.

Od granicy jedziemy już bez policji. Co nie zmienia faktu, że grzecznie, karnie, zajmując połowę prawego pasa;) Odcinek do Gartz pokonujemy bezpośrednio drogą, z pominięciem szlaku Odra – Nysa. W Gartz dołączają kolejni uczestnicy i jednocześnie wjeżdżamy na wspomniany wyżej szlak, którym bez większych problemów docieramy do przedmieść Schwedt, gdzie czeka na nas sympatyczny pan policjant (wcześniej krótki postój w Friedrichstahl).

Pogoda cały czas „w miarę”. Nie pada, ale dość zimno i wietrznie. Wpłynęło to ponoć na frekwencję na parkingu Oder Center. Piszę „ponoć”, bo w poprzednich edycjach tej imprezy nie brałem udziału, opieram się na obserwacji innych osób;)

Do Criewen ruszamy najkrótszym wariantem trasy (a jest ich kilka, najdłuższy ma ponad 30 km). W nazwie trasy jest coś o bobrach i ich rzekomej obserwacji. Niestety, a może i stety nic z tego nie wyszło, gdyż zaraz za Schwedt zaczyna siąpić deszcz, który z czasem przybiera na sile. W najgorszym momencie zacina z lewej strony. Do kompletu niezwykle powolne tempo (jedziemy już w ramach olbrzymiej grupy najsłabszych uczestników TdN), co w efekcie sprawia, że robi się bardzo zimno.

W Criewen rowery zostawiamy na rowerowym parkingu. Rower spinam z nowo poznaną koleżanką Dorotą – spotkanie było przykładem tego jak świat jest mały. Zagaduję, że gdzieś się chyba (a właściwie na pewno) już kiedyś widzieliśmy i nie były to rowery. Po krótkim czasie okazuje się, że było to możliwe w pracy. Pozdrawiam! :)

Sam piknik jak to piknik. Dostajemy w ramach wykupionego za 2 euro biletu obiad w postaci makaronu z sosem spaghetti. Przy stole panuje raczej zgodna opinia, że jadaliśmy lepsze spaghetti w życiu, co nie znaczy, że to było do luftu;)

Po jedzeniu następuje ogólnie pojęte zwiedzanie. Przewodnikami są ludzie, którzy już tu byli, czyli niemal wszyscy ze szczecińskiej grupy;) Najwięcej uciechy mamy w muzeum, a konkretniej na słynnej, latającej gęsi. Drewniany ptak, przyozdobiony reklamówką pełną bananów robi furorę, choć nie wiem czy niemieccy goście zrozumieli z czego się tak śmiejemy;)

Cały piknik wieńczy losowanie nagród. Grupa szczecińska zgarnia kilka pomniejszych, a po losowaniu nagrody głównej – roweru – okazuje się, że pojedzie z nami do Szczecina! Szczęściem byli z nami Tomek Yogi z żoną Wandą, która odprowadziła rower do Schwedt, skąd został zabrany samochodem w dalszą drogę:)

Za Schwedt peleton bardzo mocno się rozciąga i kawałkuje. Przez długi czas jechałem sam, utrzymując prędkość 27 km/h, a mimo to nikogo nie doganiałem. Spotykamy się w Friedrichstahl i na kolejnych postojach w Gartz, Mescherin, Pargowie, itd. Grupa stopniowo topnieje, kilka osób decyduje się na powrót krótszą trasą. W Kołbaskowie opuszcza nas Tunia, a kawałek dalej, na podjeździe za wsią decyduje się wyrwać nieco do przodu z licznego peletonu. Kilka chwil później obracam się do tyłu, ale już nikogo nie widzę, w związku z czym decyduje się dojechać do Szczecina sam. Decyzję ułatwia mi padający deszcz i konieczność dojazdu do Stargardu.

Dziękuję za świetnie zorganizowany wypad, tradycyjnie cieszę się, że poznałem kilka kolejnych osób, które do tej pory znałem jedynie z relacji na BS, ale i nie tylko. Mimo momentami kiepskiej pogody było świetnie. :)

Zdjęcia:

1) godz. 5.35, Szczecin



2) pl. Szczerskiej, miejsce zbiórki



3) granica polsko-niemiecka



4) Gartz w niedzielny, pochmurny poranek



5) podczas postoju w Friedrichstahl



6) postój w Friedrichstahl



7) postój w Friedrichstahl



8) przed Oder Center w Schwedt



9) wał pod Schwedt



10) szczecińska grupa w drodze powrotnej



11) szczecińska grupa w drodze powrotnej



12) szczecińska grupa w drodze powrotnej



13) w drodze



14) zjazd do Kołbaskowa

Komentarze (10)

To się nazywa szczegółowa relacja :)

Trendix 00:52 wtorek, 28 maja 2013

siwobrody: cieszę się. :)

gdynia94: to ostatnia miejscowość w Polsce jadąc "szóstką", stąd obecność na drogowskazach (przed Schengen było tam przejście graniczne). ;)

Marek1985: aura nie przeszkadzała za bardzo ze względu na doborowe towarzystwo. ;)

strus: j.w. ;) Czy Ty przypadkiem dziś przed południem nie jechałeś ze Stargardu DDRką, odbijając na Jęczydół? Jeśli tak to jechałem przez cały ten czas jakieś 200 m za Tobą. :)

iwonka: dzięki, jechało się oczywiście super. :)

michuss 21:38 poniedziałek, 27 maja 2013

bardzo dobry i ciekawy opis wycieczki ,fajnie się nam jechało,nie? ładne zdjęcia! pzdr:)

iwonka 20:10 poniedziałek, 27 maja 2013

Dobry dystans , tylko pogoda nie dopisała.

strus 17:39 poniedziałek, 27 maja 2013

No proszę :) Kołbaskowo! U nas na wylocie z Gdyni jest tablica na krajowej szóstce i na niej jest między innymi Szczecin i Kołbaskowo :D

gdynia94 00:07 poniedziałek, 27 maja 2013

I tak dzięki dokładnemu opisowi poczułem się prawie jakbym tam był.
Dziękuję.

siwobrody 21:23 niedziela, 26 maja 2013

Tak Was dużo było, zastanawiam się, czy nie stanowiliście najliczniejszej grupy :)

rowerzystka 21:04 niedziela, 26 maja 2013

:)

michuss 20:56 niedziela, 26 maja 2013

dzięki za miłe towarzystwo ....naprawde było super ! :)

tunislawa 20:51 niedziela, 26 maja 2013
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!