Walka z wiatrem, czyli powrót z Trzebiatowa
Niedziela, 3 kwietnia 2011
· Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
TRZEBIATÓW-Gryfice-Unibórz-Błotno-Nowogard-Redło-Maszewo-Storkówko-Klępino-STARGARD
Plan zakładał powrót z Trzebiatowa do Stargardu przez Dobrzycę, Radowo, Węgorzyno, Ińsko, Ciemnik, Dobrzany, ale musiałem go zweryfikować podczas krótkiego spaceru. Wiało bardzo mocno i zdałem sobie sprawę, że pokonanie tak długiej trasy może być problemem, tym bardziej, że po wczorajszej jeździe dość mocno dawały o sobie znać długo „niejeżdżone” kolana. Decyduję się więc na wariant jak najkrótszy, tym bardziej, że jeszcze okazja do odwiedzin Trzebiatowa w tym roku będzie i wtedy postaram się coś wykombinować.
Ruszam około 12.30 (półtorej godziny po planowanym ruszeniu) i od razu uświadamiam sobie zarówno trafność rezygnacji z dłuższej trasy jak i wątpliwość w osiągnięcie celu w takich warunkach. Wyjazd z Trzebiatowa w kierunku Gryfic to długa prosta, niczym nie osłonięta. Wieje tutaj niesamowicie, tym bardziej, że wokół drogi rozpościerają się pola. Licznik zatrzymał się na magicznej siedemnastce i bardzo ciężko jest pojechać choć trochę szybciej... Cały odcinek Trzebiatów-Gryfice składa się z wielu długich prostych, więc wywiało mnie dość konkretnie. Najlepszym obrazem sytuacji jest fakt, że wczoraj odległość pomiędzy tymi miastami-18 km-pokonałem w 45 minut, a dzisiaj lekko przekroczyłem godzinę. Maksymalna osiągnięta prędkość to... 24 km/h. Na 18 km odcinku!

W Gryficach robię sobie przerwę nieopodal muzeum kolei wąskotorowych. Zjadam batona, piję wodę i zaczynam się zastanawiać czy mi się uda.

Krótko później zostaję utwierdzony w swoich wątpliwościach-wyjazd z Gryfic w kierunku Uniborza (drogowskaz Golczewo) jest poprowadzony długą prostą. Zakładałem, że będzie wiało tam z boku, ale wieje albo prosto w twarz, albo nieco pod kątem, ale też przeciwnie do kierunku jazdy... Teraz jest jeszcze lepiej, bo licznik „zatrzymuje” się na 16 km/h, a przede mną jeszcze jakieś osiemdziesiąt km do celu... Na szczęście potem zaczynają się odcinki, na których jest się przynajmniej trochę osłoniętym od wiatru-momentami udaje się przez dłuższą chwilę utrzymać 25-26 km/h, ale to krótkie chwile. Odcinek ten przejeżdżam bez zatrzymywania-dopiero w Uniborzu biorę łyka wody, a chwilę później, już za golczewskim rondem, po skręcie w lewo na Nowogard robię sobie dłuższy postój. Tu jedzie się akurat świetnie, bo droga poprowadzona jest przez gęsty las, więc wiatru się praktycznie nie odczuwa. Poza tym poprawiam sobie nieco ustawienie lemondki, w związku z czym uzyskuję, przynajmniej tak mi się wydaje, optymalną pozycję. Nawet po wyjeździe z lasu mam wrażenie, że wiatr nieco zelżał, bądź kierunek jazdy zmienił się na tyle, że aż tak mocno się go nie odczuwa.
W Nowogardzie zatrzymuję się na kupno napoju, a potem kilka km za miastem, na drodze w kierunku Redła na jedzenie i wodę. Dzisiaj przerwy robię sobie częściej, praktycznie co 20 km.

Od Redła już znajoma z wczoraj trasa, z tym, że dziury są jakby nieco bardziej odczuwalne;)

W Maszewie robię ostatni postój-zjadam tu cały pozostały zapas batonów z musli i, podobnie jak wczoraj, przez Storkówko, Małkocin, Klępino dojeżdżam do Stargardu, przekonując się przy okazji, że wietrzysko chyba sobie trochę odpuściło.

Ostatnie km po Stargardzie na szybko, ponad 25 km/h (staram się chociaż nieco „uratować” średnią-od początku wiedziałem, że przekroczyć 20 km/h będzie trudno).
Plan zakładał powrót z Trzebiatowa do Stargardu przez Dobrzycę, Radowo, Węgorzyno, Ińsko, Ciemnik, Dobrzany, ale musiałem go zweryfikować podczas krótkiego spaceru. Wiało bardzo mocno i zdałem sobie sprawę, że pokonanie tak długiej trasy może być problemem, tym bardziej, że po wczorajszej jeździe dość mocno dawały o sobie znać długo „niejeżdżone” kolana. Decyduję się więc na wariant jak najkrótszy, tym bardziej, że jeszcze okazja do odwiedzin Trzebiatowa w tym roku będzie i wtedy postaram się coś wykombinować.
Ruszam około 12.30 (półtorej godziny po planowanym ruszeniu) i od razu uświadamiam sobie zarówno trafność rezygnacji z dłuższej trasy jak i wątpliwość w osiągnięcie celu w takich warunkach. Wyjazd z Trzebiatowa w kierunku Gryfic to długa prosta, niczym nie osłonięta. Wieje tutaj niesamowicie, tym bardziej, że wokół drogi rozpościerają się pola. Licznik zatrzymał się na magicznej siedemnastce i bardzo ciężko jest pojechać choć trochę szybciej... Cały odcinek Trzebiatów-Gryfice składa się z wielu długich prostych, więc wywiało mnie dość konkretnie. Najlepszym obrazem sytuacji jest fakt, że wczoraj odległość pomiędzy tymi miastami-18 km-pokonałem w 45 minut, a dzisiaj lekko przekroczyłem godzinę. Maksymalna osiągnięta prędkość to... 24 km/h. Na 18 km odcinku!

Jedna z prostych między Trzebiatowem a Gryficami© michuss
W Gryficach robię sobie przerwę nieopodal muzeum kolei wąskotorowych. Zjadam batona, piję wodę i zaczynam się zastanawiać czy mi się uda.

Muzeum Kolei Wąskotorowych w Gryficach© michuss
Krótko później zostaję utwierdzony w swoich wątpliwościach-wyjazd z Gryfic w kierunku Uniborza (drogowskaz Golczewo) jest poprowadzony długą prostą. Zakładałem, że będzie wiało tam z boku, ale wieje albo prosto w twarz, albo nieco pod kątem, ale też przeciwnie do kierunku jazdy... Teraz jest jeszcze lepiej, bo licznik „zatrzymuje” się na 16 km/h, a przede mną jeszcze jakieś osiemdziesiąt km do celu... Na szczęście potem zaczynają się odcinki, na których jest się przynajmniej trochę osłoniętym od wiatru-momentami udaje się przez dłuższą chwilę utrzymać 25-26 km/h, ale to krótkie chwile. Odcinek ten przejeżdżam bez zatrzymywania-dopiero w Uniborzu biorę łyka wody, a chwilę później, już za golczewskim rondem, po skręcie w lewo na Nowogard robię sobie dłuższy postój. Tu jedzie się akurat świetnie, bo droga poprowadzona jest przez gęsty las, więc wiatru się praktycznie nie odczuwa. Poza tym poprawiam sobie nieco ustawienie lemondki, w związku z czym uzyskuję, przynajmniej tak mi się wydaje, optymalną pozycję. Nawet po wyjeździe z lasu mam wrażenie, że wiatr nieco zelżał, bądź kierunek jazdy zmienił się na tyle, że aż tak mocno się go nie odczuwa.
W Nowogardzie zatrzymuję się na kupno napoju, a potem kilka km za miastem, na drodze w kierunku Redła na jedzenie i wodę. Dzisiaj przerwy robię sobie częściej, praktycznie co 20 km.

Aleja Nowogard-Redło© michuss
Od Redła już znajoma z wczoraj trasa, z tym, że dziury są jakby nieco bardziej odczuwalne;)

Dziury w drodze z Redła do Maszewa© michuss
W Maszewie robię ostatni postój-zjadam tu cały pozostały zapas batonów z musli i, podobnie jak wczoraj, przez Storkówko, Małkocin, Klępino dojeżdżam do Stargardu, przekonując się przy okazji, że wietrzysko chyba sobie trochę odpuściło.

Droga Małkocin-Storkówko© michuss
Ostatnie km po Stargardzie na szybko, ponad 25 km/h (staram się chociaż nieco „uratować” średnią-od początku wiedziałem, że przekroczyć 20 km/h będzie trudno).


















