STARGARD-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka-Szczecin(Jezierzyce-Płonia-Kijewo-Zdroje-Centrum-Pogodno-Centrum-Dąbie-Wielgowo-Zdunowo)-Niedźwiedź-Motaniec-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-STARGARD
MAPACo tu wiele pisać. W Święcie Cyklicznym 2013 wzięło udział dwa razy tyle rowerzystów co rok temu – było nas 4000. Wspaniały sukces organizatorów tej imprezy, wielkie gratulacje!
Jechałem wraz z kolegą, który przybył specjalnie na tę okazję i na koniec dopadł go w „nagrodę” pech. Startowaliśmy spod dworca – wyruszyło około 65 osób. Obstawa policji zapewniona do parkingu przy stacji benzynowej w Motańcu. Potem odcinek leśny do Jezierzyc i dalej, taki sam, do Płoni. Szczęśliwie nikt na tym odcinku nie złapał kapcia, choć bez przygód się nie obyło (Luki7922 profesjonalnie pomógł w jednym i drugim przypadku).
Od Płoni prawym pasem aż do skrzyżowania z Gryfińską, więc mieliśmy przyjemność przejechać się nową Struga :)
Na parking przy lidlu w Zdrojach dotarliśmy o 10.50, więc czekał nas półgodzinny postój, podczas którego niektórzy skorzystali z okazji na zakupy. W międzyczasie dojechały grupy rowerowe z Widuchowej (i Gryfina) oraz z Goleniowa (i Dąbia).
Kolejny odcinek to już cała droga dla nas – od Leszczynowej, przez Eskadrową, Gdańską, Trasę Zamkową, Plac Lotników i Aleje JPII docieramy na Jasne Błonia. Już wtedy było widać, że jest nas bardzo dużo, ale wjazd na Jasne Błonia (czy też Jasny Błoń jak swego czasu opisywała pewna gazeta) zrobił kolosalne wrażenie. Rzesza, po prostu rzesza rowerzystów.
Po krótkiej odprawie dla osób, które zabezpieczały skrzyżowania (byłem jedną z nich, choć w moim przypadku było to nie skrzyżowanie, lecz jednokierunkowa ulica osiedlowa) ruszyliśmy, odbierając szprychówki:)
Co działo się później można znaleźć na wszystkich lokalnych portalach. Oszałamiająca ilość rowerzystów, pełno znajomych, rewelacja! :)
Po wielkim przejeździe piknik na Jasnych Błoniach, z losowaniem nagród (w tym rower składany ufundowany przez Marszałka Województwa).
My, wraz z Wojtkiem, Trendixem, Grześkiem, Hombre, Jackiem i Siwobrodym pojechaliśmy na kebab. Szczęściem Siwobrody zaprowadził nas na Wernyhory, czyli w miejsce, o którym wiele słyszałem, ale nigdy tam nie byłem. Zamówiłem sobie małą rolkę i... była większa niż duża na Wojska Polskiego. Do tego chyba jednak smaczniejsza.
Tutaj Wojtek podejmuje decyzję, że jednak nie będzie jechał ze Szczecina do Berlina pociągiem, tylko wróci wraz ze mną, Trendixem i Grześkiem (synem Trendixa) do Stargardu. Była to decyzja jednocześnie dobra i zła. Bo tak: udało mu się pierwszy raz w życiu przekroczyć 100 km w jeden dzień, ale... za Motańcem zerwał kawałek korby wraz z pedałem. Stan licznika wynosił wtedy 93,7 km, więc do 100 km brakowało nieco ponad 6 km. W tej sytuacji Wojtek postanowił kontynuować powolną jazdę w kierunku Stargardu, a ja wraz z Trendixem i Grześkiem pojechałem do Stargardu z zamiarem wzięcia samochodu i odebrania pechowca. Tym sposobem Wojtek dociągnął do 100 km :)
Na koniec niemiły akcent – na DDRce między Miedwiem a Stargardem był jakiś nieciekawy wypadek. Na odcinku oddalonym od drogi, na ostrym zakręcie za wiaduktem nad S10 stał radiowóz policyjny, a potem z drogi przeganiał nas cywilny radiowóz, którym podążali na zdarzenie kolejni funkcjonariusze. :/
Zdjęcia:









