Na pociąg, by z przygodami (remont torowiska między Runowem Pomorskim a Łobzem z komunikacją autobusową wymusił podróż dłuższą drogą przez Kołobrzeg) dojechać do Helu. Na przystanek docieram na kilka minut przed odjazdem naszego szynobusa do Kołobrzegu. czerkaw już czeka, a w Goleniowie dosiada jeszcze yoshko. Po drodze przesiadka w Kołobrzegu i Gdyni, gdzie już w solidnej grupie 13 rowerów jedziemy do celu. Kolej tym razem stanęła na wysokości zadania, ani przez chwile nie borykaliśmy się z jakimikolwiek problemami związanymi z tym, że wieziemy kolejowy generator kłopotów, czyli rower ;)
1. Przesiadka w Kołobrzegu pretekstem do śniadania ;)
2. Specjalnie podstawiony wagon rowerowy zapięty do szynobusa Gdynia - Hel
3. Odebrali pakiety startowe, mogo startować ;)
4. Lekko tremujący dzień przedstartowy żegna nas pięknym zachodem nad Zatoką Pucką.
Łaziła za mną ta Cedynia od dawna, no to w końcu się wybrałem. W ostatniej chwili wymyśliłem, że zdyskontuję korzystny wiatr w drodze "tam" i pojadę po wale przez Niemcy. Rzeczywiście wiało nielicho, ale cały czas uwierała myśl, że w końcu trzeba będzie zawrócić i jechać pod to z powrotem. I to dość długo uwierała, bo oddaliłem się od domu aż o 82 km, bo to był najdalszy punkt wycieczki (Hohenwutzen/Osinów Dolny). Miałem w głowie zakodowane, że od Schwedt do Osinowa to już rzut beretem, a to jednak prawie 30 km trzeba przepedałować.
Osinów okropny. Cały upstrzony ohydnymi reklamami, w dodatku po niemiecku. Kawałek dalej pomnik upamiętniający Bitwę pod Cedynią z 972 roku, choć tak naprawdę wcale nie wiadomo czy to miało miejsce właśnie tu. Dla chętnych lektura: KLIK Przez Cedynię przejeżdżam dość sprawnie, a potem się zaczynają góry - widać to na wykresie przy mapie. Góra - dół, a potem długie proste, lekko nachylone i cały czas z tym uprzykrzającym jazdę wiatrem. Przed Mętnem - nagroda! Zjazd i to z takimi fajnymi serpentynami. Od Chojny po znanej i lubianej DK31, choć dziś była fatalna - bardzo duży ruch i wariatów masa.
Bez większego pomysłu. Po DK31 do stacji paliw w Widuchówku, a potem z powrotem, ale w Gryfinie odbijam na Gardno. Wreszcie przez Wełtyń można przejechać już normalnie, ale ponoć teraz kopią gdzieś w okolicy Żelisławca.