Rano przejażdżka z warsztatu, w którym zostawiłem samochód do pracy (ze Zdrojów do portu i z powrotem), ale urlopowo-relaksowo, głównie po to, by jakoś przeczekać 3 godziny przeznaczone na remont zawieszenia w aucie. Przy okazji miałem dziś debiut w jeździe z rowerem na dachu - w sumie około 150 km, nie czuć specjalnie różnicy, chociaż lekki stresik jest. ;)
Po południu już ze Stargardu - do osiołka i nad Miedwie, w którym miałem po raz drugi w ostatnim czasie się zanurzyć. :)
Do zwierzyńca koło Grzędzic poczęstować osiołka i dwa kucyki marchewką. Miało być tylko to, bo z jednej strony upalnie, a z drugiej bardzo ciemne chmury zwiastujące deszcz, więc nawet nie odpalałem endo. Później się okazało, że ciemne chmury nie były aż takie ciemne, ale za to zasłoniły słońce, więc gorąc nie był zbytnio odczuwalny.
Z Igą. Rekord, pobity o jakieś 16 km. Pogoda idelana, humor też. Nad Miedwie zajechaliśmy, ale były takie tłumy, że pojechaliśmy dalej, konkretniej oddać przesyłkę na os. Pyrzyckie.
Po dwudziestu paru km wyraziła chęć biegu. No to pobiegała... ;)
Podobnie jak wczoraj, z tym, że do krzyżówki w Lipniku dojechaliśmy od Grzędzic (wcześniej polną drogą od ul. Skandynawskiej).
Potem place zabaw i tradycyjnie już zakupy w tesco.
Pogoda byłaby idealna, gdyby nie bardzo silny, zimny, zachodni wiatr.
Aha, zapomniałbym. Jakiś gnój pod tesco sprawił, że już nie mam tej lampki co to ją tydzień temu sobie kupiłem. Jak widać naiwnością było zostawiać ją przy rowerze. Ręce opadają, dobrze, że fotelika nie zgarnął. :/