Pod bardzo długim czasie pojechałem odwiedzić przyjaciół w Stepnicy. W drodze "do" natknąłem się na kretynizm w postaci zagrodzonego wjazdu do mariny w Lubczynie ze ścieżki po wale wzdłuż Jeziora Dąbie. To znaczy tam zawsze było przegrodzone, ale z boku była dziura w płocie i można się było dostać do środka. Tym razem okazało się, że dziurę ktoś "zatkał" i w związku z tym miałem gratis około 6 kilometrowy objazd.
Powrót sentymentalny, przez ujeżdżane dawno temu drogi Puszczy Goleniowskiej. Tzw. "rowerostrada" łącząca Bącznik z DW142 utwardzona nieprzyjemnymi kamykami, dość mocno uprzykrzającymi jazdę.
Pamiętam, że było ciemno i deszczowo. A na Drodze Kołowskiej wjechałem w sam środek stada pasiaków. Matki w okolicy - szczęśliwie - nie było. Albo była i nie zareagowała.
A pojechałem dlatego, żeby zrealizować Escape Plan na stravie (4 tygodnie z rzędu, a w każdym z nich 5 aktywności).