Nowe Warpno z Agą
MAPA
Pomysł odwiedzenia Nowego Warpna chodził za mną od dawna. Wstyd w sumie, że jeszcze tam nie dotarłem, ale jakoś nigdy nie było po drodze.
W związku z tym, że chciałem zaplanować jakąś atrakcyjną trasę dla Agi, głównie po to, żeby się na starcie do zachpomu nie zraziła, stwierdziłem, że właśnie wspomniana wyżej, przeurocza (jak wynikało z przeróżnych relacji na BS) „destynacja” ;) będzie odpowiednia. Obawiałem się wprawdzie czy takie skomasowanie pozytywnych wrażeń w pigułce nie odbije się negatywnie na mojej formie, ale okazało się, że przyjąłem to mężnie. ;)
Aga jechała na moim authorze, ja skorzystałem z pożyczonego uninbike`a.
Pogoda, jak na ten dzień (1. listopada) bardzo nietypowa – słonecznie, sucho i ciepło. Jak już w swojej relacji Agnieszka zauważyła ubraliśmy się zbyt grubo. Pewnie z rozpędu, bo co by nie mówić wizyta „na grobach” z reguły kojarzy się ze słotą. Aga miała to szczęście, że po kilku km mogła ściągnąć czapkę. Na moje nieszczęście owłosienie na głowie mam nieco mniej, że tak powiem, wzmożone, więc w kwestii ewentualnego wyziębienia czachy byłem na straconej pozycji... Słowem – pozostało mi grzać się w nieszczęsnej kominiarce przez długie kilometry.
Po drodze zajeżdżamy na Jasne Błonia. To znaczy w planach był tylko przelot tamtędy, ale dostrzegam Pana Kawkę. Sugeruję więc postój i delektowanie się przez kilka chwil ciepłą kawą. Nie musiałem długo namawiać, ponieważ nie przyjęliśmy tego dnia wystarczającej dawki kofeiny. Właściwie to w ogóle jej nie przyjęliśmy, bo zapomniałem przed świętem kupić mleko. Koniec końców spijamy po kawie, a do tego muffin. Dla wzmocnienia.
Kolejne km mijają nam bardzo szybko na interesujących, jak to zwykle bywa, rozmowach. Przecinamy Park Kasprowicza i dobijamy nad Głębokie. Potem DDRką przez Pilchowo aż do Tanowa. Bez choćby minuty postoju grzejemy: pierwej na Dobieszczyn, potem długimi, nużącymi prostymi w stronę granicy, a na koniec klimatyczną, całkowicie odludną asfaltówką w rejon Jeziora Piaski. Tamże krótka sesja zdjęciowa i odsapnięcie. Tutaj też część uczestników tej wycieczki poprawia fryzurę.
Kolejny skok to dojazd do nowej szosy z Dobieszczyna do Nowego Warpna. Tuż przed nią, na drodze Myślibórz Wielki – Trzebież urządzamy sobie jeszcze sesję zdjęciową. Już nie pamiętam kiedy ktoś ostatnio robił mi zdjęcia, więc zabawa jest przednia.
W Nowym Warpnie jesteśmy dość późno. Pewnie coś koło drugiej. Udajemy się na plażę nad zalew, potem zwiedzamy wieżę widokową na brzegu i lądujemy w barze. W sumie to już zdążyliśmy go minąć, gdy zauważyłem, że sprzedają „fiszbuły”. Nie namyślając się długo rezygnujemy z planowanego postoju w McD i zamawiamy sobie po bułce – Aga decyduje się na bismarka, a ja biorę matiasa. Oba pyszne, szczególnie sosy robią wrażenie, ale i ryba niczego sobie. Takie to proste, a takie pyszne.
Po „obiedzie” ruszamy do domu. W międzyczasie podziwiamy jeszcze klimatyczne uliczki i rynek w Nowym Warpnie, zatrzymujemy się pod sklepem, a potem to już tylko żwawa jazda, by zdążyć przed zmrokiem. A raczej nie zdążyć, bo to z góry skazane na klęskę, ale choć przejechać jak najwięcej „za jasnego”. I w sumie poszło całkiem nieźle. Szarówka przechodzi w zmrok w okolicach Głębokiego. Przez Park Kasprowicza ciągniemy już po ciemku. W okolicy Pomnika Czynu Polaków czuję, że odcina mi prąd. Popijam więc trochę słodkiego napoju, licząc, że to wystarczy. Nie wystarczyło i widząc otwartą budkę z ciastkami przy pętli na Eskadrowej, pod pozorem pokazania Adze jak pyszne mają tu słodkości, zatrzymuję nasz dwusosobowy peleton na ostatni już dziś jedzeniostop. Do domu ledwie 5 km, tam czeka na nas niezłe spaghetti, ale cóż...
Co mogę powiedzieć... 10/10 :)




















