Gdy wyjeżdżaliśmy przed godziną 13. pogoda była całkiem zachęcająca. Świeciło słońce, a jedynym nieprzyjemnym czynnikiem był bardzo silny, południowy i południowo zachodni wiatr. Postanowiliśmy ruszyć się nieco, przewietrzyć, a w moim przypadku nabrać naprawdę głębokiego wdechu powietrza przed kolejną, o zgrozo! ;), poważną rewolucją - tym razem już w 2015! ;)
Za Wielgowem zaczęło jednak popadywać, potem przeszło to w regularny deszcz. W Płoni jedziemy jednak na południe, nie skracamy sobie drogi, nic nie ułatwiamy, tylko twardo, przez Sosnówko wspinamy się w Góry Bukowe, a potem zmierzamy do Kołowa. Aura jednak jest na tyle niesprzyjająca - bardzo mocno pada i wieje - że decydujemy o zjechaniu Drogą Górską. Ja na rączej meridzie Agi, Ona na authorze. Muszę przyznać, że zjazd na szosówce dostarczył mi sporo emocji, szczególnie, gdy zapomniałem, że by przyhamować całkowicie trzeba zmienić chwyt ;)
Przejażdżkę wieńczą zakupy składników na zupę. Kokosową. Z kurczakiem. ;)
Komentarze (11)
Masz babo placek, a już myślałem, że dostałeś pod choinkę nową kozę :(
stravula - pamiętam, pamiętam każde z Twoich wcieleń ;) Wbrew pozorom nie było na tej Górskiej aż tak strasznie. ;)
Gryf - ten rower nie jest mój, a zimą zasadniczo prawie w ogóle nie jeździ. Nie mieliśmy wyjścia, bo innego nie było do dyspozycji, a że aura w momencie ruszania była sprzyjająca...
Michał, nie szkoda Ci tak pięknej kolarki do jazdy zimą, mnie by się serce krajało :( Mam 24-letnią szoskę i nie używam jej na tak zasyfione drogi (sól). Tak w ogóle to pochwal się nowym nabytkiem, bo nic na blogu nie wspominałeś o tym rowerku.
Szosa już zdobyła me serce, a do więzienia, póki co, się nie wybieram. A już na pewno nie z trenażerem (oczyma wyobraźni widzę ten dym na BSie o kolejnego chłopca-trenażerowca).