Rano pospałem dłużej, za cholerę nie mogłem się zwlec z łóżka. Ale w końcu się udało. A jak już się udało to musiałem się wrócić, bo zapomniałem wziąć do pracy... butów. No przecież w obłoconych espedach nie wyjdę do tzw. interesantów, bo to wstyd, czyż nie? ;P
Powrót przez Puszczę Bukową i, jeśli mnie pamięć nie myli, pierwszy raz przejechałem się do Kołowa od strony Podjuch. Do tej pory zawsze jeździłem w przeciwnym kierunku. A dodatkowo, w ramach urozmaicenia, pojeździłem trochę po górskich, ale naprawdę górskich, uliczkach Podjuch. Końcówka to zakupy w lidlu. Zaś w okolicy skrzyżowania z Drogą Chojnowską podpowiadam zagbionemu grzybiarzowi, że "tak, tędy dojdzie do Zdrojów".
Dzisiaj pierwsza jazda z wykorzystaniem nagrody - niespodzianki od A. za zrobienie 10 stówek w tym miesiącu (w co nie chciała wierzyć). To empetrójka, która wreszcie nie zawiesza się w najmniej spodziewanych momentach :)
To ostatnia jazda w tym tygodniu. Przynajmniej wszystko na to wskazuje.
Komentarze (9)
empetrójka na rower. Świetny pomysł. Czemu nie wpadłem na to? muszę kupić.
"Rano pospałem dłużej, za cholerę nie mogłem się zwlec z łóżka." - noooo, wychodzą Ci teraz te Twoje setki ;) Gratulacje :) Może się skuszę na takie wyzwanie w październiku....jak warunki pozwolo ;)