Dopiero wieczorem znalazłem czas, by podjechać do pracy, zostawić samochód i zabrać sobie rower na codzienne dojazdy. Nie chciało mi się jechać najkrótszą trasą na Bukowe, więc, mimo zmroku, kieruję się przez Podjuchy (w tym ul. Sąsiedzką) do Puszczy Bukowej. W wątłym świetle najsłabszego trybu mactronicowego scream`a docieram szosą kołowską do skrzyżowania z Drogą Górską. Nią właśnie wracam z powrotem do miasta, ciesząc się emocjonującym, szutrowym zjazdem w ciemnościach.
Na kilka długich godzin nastrój popsuł mi dziś wypadek, na który trafiłem na Leszczynowej dosłownie minutę lub dwie po fakcie. Z daleka wyglądało jakby kierowca grzebał coś przy uszkodzonym kole swojej wywrotki. Gdy podjechałem bliżej... :/
Komentarze (4)
PS. W "mojej" sytuacji babcia wleciała na czerwonym pod autobus. Nie będę opisywał całej sytuacji, ale człowiek za kierownicą nawet nie miał szans. Mimo że się starał. Siwizna w kilka sekund.
Co nie zmienia faktu, że w PL co krok ktoś chce mnie zabić. Ten Ktoś ma ABS-y, klimę, szybę i kawałek blachy. Anonimowych Polaków z takimi wybitnymi atrybutami tej jesieni zakwitło jak nigdy.
Dzisiaj serwisy podały, że ponoć pieszy był nietrzeźwy i jakoś wplątał się w nadkole włączającego się do ruchu samochodu... Szkoda kierowcy - widziałem go chwilę po. Typ wielkości szafy zagryzał pięść i kiwał się jak w chorobie sierocej pod płotem... :/